Turecki „luft” służy Serbowi. Andreja Prokić odżył ma zgrupowaniu GieKSy

Zmiany rywala „za pięć dwunasta” zdarzają się czasami podczas zimowych obozów na południu Europy. W sobotę doświadczyli tego GieKSiarze.

Pilka nozna. Nice I liga. GKS Katowice - Stomil Olsztyn. 18.10.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

To Ukraińcy w ostatniej chwili wycofali się z gry - wyjaśniał nam w sobotnie popołudnie Robert Stachura, organizator zgrupowania katowiczan na tureckiej riwierze. - I trzeba było znaleźć rywala zastępczego.
Zamiast Stali Kamieńskie, ostatniej drużyny ukraińskiej ekstraklasy, GKS Katowice zmierzył się więc z wiceliderem ligi młodzieżowej naszego wschodniego sąsiada, Dynamem Kijów.

 

W ataku najlepiej!
I nie był to wcale „spacerek” dla naszego pierwszoligowca. Przed przerwą Sebastian Nowak miał sporo roboty, pracując na miano „piłkarza I połowy”. Po zmianie stron gra była wyrównana, decydujący cios zadali jednak GieKSiarze. Nie po składnej akcji wszakże, a po „szarpnięciu” w wykonaniu Andrei Prokicia. Wygrał pojedynek siłowo-biegowy z jednym z defensorów rywali, a potem pokonał golkipera w sytuacji „jeden na jeden”. To było już drugie trafienie Serba na tureckiej ziemi. - Ostatnie dwa mecze zagrałem w ataku - Prokić nawiązywał w ten sposób do preferowanego przez sztab szkoleniowy ustawienia 1-4-1-4-1, które w momencie posiadania przez katowiczan piłki jest modyfikowane na jeszcze bardziej ofensywne. - Tak naprawdę w takich momentach gramy trójką napastników, za plecami przecież mam dwie „dziesiątki” - przypominał sersbki gracz z Bukowej.

 

Niewiele przyjemności z gry
Prokiciowi ewidentnie służą wyjazdy na południe Europy. - Fajnie byłoby grać wszystkie mecze w Turcji - uśmiechał się przypominając, że przed rokiem też był skuteczny (gole w sparingach z Juventusem Bukareszt i Wołyniem Łuck). Ale też przyznawał, że występ przeciwko kijowianom nie był wielkim spotkaniem w wykonaniu całego katowickiego zespołu. - Nie wiem, czy to ja byłem tego dnia bardziej zmęczony, czy przeciwnik lepszy niż poprzedni (w środę GKS wygrał 2:0 z VSC Debreczyn - przyp. red.). Trener na pewno jednak znajdzie dużo momentów, w których zagraliśmy słabo.
I rzeczywiście tak było. - Agresywny to był mecz, żadna ze stron nie odpuszczała. Piękna zbyt wiele nie zobaczyliśmy, zawodnicy też mieli raczej niewiele przyjemności z gry. Ale też zamknęliśmy tym meczem kolejny okres ciężkiej pracy - potwierdzał spostrzeżenia swego podopiecznego Jacek Paszulewicz. Najdobitniej zaś o obozowej robocie codziennej mówił Bartłomiej Kalinkowski. - Chłopaki z Dynama byli świeżsi od nas. Nam obciążenia treningowe mocno dają się we znaki - zauważał.

 

Z nowym paszportem
„Kali” na murawie spędził tylko 20 minut; zdążył w tym czasie zobaczyć dwie żółte kartki, zrobić więc musiał miejsce na murawie Szymonowi Małeckiemu. Junior z Bukowej dołączył do kolegów w noc poprzedzającą spotkanie, z... pachnącym świeżością paszportem. Był jedyną „nową twarzą” w hotelu „Arcadia”; dyrektor sportowy GieKSy ostatecznie do Belek nie poleciał.
Kolejna gra kontrolna katowiczan - we wtorek. Ich rywalem - przynajmniej wg aktualnych planów - będzie duński pierwszoligowiec (drugi poziom rozgrywkowy), FC Fredericia.

Z tej samej kategorii