Prosto do ligi piątkami szli. Czy byli piłkarze Termaliki wprowadzą GieKSę do ekstraklasy?

U progu zimowych przygotowań w GKS-ie Katowice warto sobie zadać pytanie: czy trzy lata później szkoleniowcowi i sporej grupie jego podopiecznych może się powieść „powtórka z rozrywki”?

Ekstraklasa. Wisla Krakow - Termalica Bruk Bet Nieciecza. 18.10.2015
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Sebastian Nowak (34 mecze), Tomasz Foszmańczyk (27/4 bramki), Dalibor Pleva (30/1), Dawid Plizga (15/5) - tak wyglądał w sezonie 2014/15 wkład powyższego kwartetu w awans Termaliki Nieciecza do ekstraklasy. Wymieniamy akurat tę czwórkę, bo przecież dziś ci zawodnicy w rubryce „przynależność klubowa” wpisują nazwę „GKS Katowice”. Piątym jest Wojciech Kędziora, który do niecieczan dołączył po awansie; spina zaś wszystko klamrą nazwisko trenera Piotra Mandrysza. Termalica - drużyna z miejscowości liczącej niespełna 1000 mieszkańców - była swoistą „wisienką na torcie” w całym pakiecie jego sukcesów szkoleniowych, objawiających się właśnie promocjami do wyższej klasy rozgrywkowej. Czy teraz - z udziałem tego kwintetu (a może także i Patryka Fryca) - uda się sportowo budowa projektu „Termalica-bis”?

 

Po pierwsze - kontrola!

- Uciekałbym od tego typu skojarzeń - mówi Tomasz Foszmańczyk. - Nawet jeżeli widzę powtarzalność pewnych elementów, to są to raczej elementy charakterystyczne dla samego trenera Mandrysza, a nie drużyny z Niecieczy. Sądzę, że podobne założenia trener starał się wcielać w życie w każdym zespole, który prowadził wcześniej - dodaje. I wylicza owe cechy charakterystyczne: - Kreowanie gry od tyłu, z nastawianiem na kontrolę nad piłką i jej posiadanie.

 

- Krótko mówiąc: organizacja gry od bramkarza, krótkimi podaniami, bez długiej piłki do przodu - dopowiada Sebastian Nowak, który - poza Termalicą - pracował też z Piotrem Mandryszem w Ruchu Chorzów półtorej dekady wstecz.

 

Kluczowy, choć anonimowy

Założenia są więc - jak widać - ciekawe. Rzecz w tym, że... nie wszystkie udawało się katowiczanom realizować na murawie. - Przy takiej grze trzeba mieć sporo zaufania do własnych możliwości. I sporo odwagi, by ów ciężar rozgrywania piłki wziąć na swe barki - wyjaśnia doświadczony golkiper.

 

- W Termalice takim zawodnikiem, który się tego nie bał, był Krzysztof Kaczmarczyk - wspomina „Fosa”. - Był piłkarzem kluczowym - choć przez wielu niedocenianym i trochę chyba anonimowym - dla preferowanego przez trenera sposobu gry. Cofał się po piłkę, potrafił ją utrzymać mimo presji rywala i przekazać dalej, do przodu.

 

Nie patrzeć w metrykę

W Katowicach owego „Mandryszowego” stylu nie udało się w pełni odtworzyć. - Widząc kłopoty, jakie sprawiają zespołowi założenia, trener nieco je zmodyfikował, skorygował. Zaproponował prostszy styl. No i w końcu się ogarnęliśmy... - podkreśla Nowak. A Foszmańczyk zauważa przytomnie: - Bo z taktyką jest jak z zawodnikiem: nie zawsze w nowym klubie musi się sprawdzić z równą skutecznością, jak to miało miejsce w poprzednim. Przy Bukowej - mimo zbieżności paru nazwisk - jest po prostu inna drużyna, niż w Niecieczy. Ma inne atuty, choć dopiero w drugiej połowie rundy zaczęły one przynosić punkty.

 

„No i sami zawodnicy są trzy lata starsi” - chciałoby się dodać. - Owszem, ale przecież Wojtek Kędziora, trzy lata starszy, jest dziś w czubie klasyfikacji strzelców - dodaje bramkarz GKS-u, apelując o niezaglądanie w metrykę piłkarzy.

 

Szlachetne zdrowie...

Apel bez wątpienia słuszny, jeśli weźmie się pod uwagę, że cała piątka eks-niecieczan ma już w rubryce „wiek” wpisaną liczbę z trójką na przodzie. Jesienią jednak nie z „rocznikiem” przegrywali rywalizację, ale - patrząc na przykład wspomnianego Foszmańczyka czy Plevy - ze zdrowiem. Kluczem do formy z wiosny 2015 - która otwarła Termalice drogę do elity - będzie więc zima i uniknięcie kontuzji w czasie dwumiesięcznych przygotowań. - Bo wciąż możemy jeszcze w pierwszoligowej stawce namieszać - zapewnia „Fosa”.

Z tej samej kategorii