Wreszcie zagrał jak na reprezentanta przystało. Szatałow ma ból głowy!

Seweryn Gancarczyk czy Daniel Tanżyna? Trener GKS-u Tychy może zastanawiać się, na którego ze stoperów postawić w piątkowym meczu z Wigrami Suwałki.

GKS Tychy - Drutex Bytovia Bytow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

W sobotę z Drutex-Bytovią (1:0), tyszanie zadali kłam pewnym obowiązującym ich dotąd w tym sezonie trendom. Po pierwsze, wreszcie nie dali się efektowi „nowej miotły” i uniknęli porażki z drużyną będącą tuż po zmianie trenera (w trzeciej próbie). Po drugie zaś – zdołali zapunktować w meczu, który w wyjściowym składzie rozpoczynał Seweryn Gancarczyk (w... siódmej próbie).

Gancarczyk znalazł się w podstawowej jedenastce po raz drugi z rzędu. 35-latek dwukrotnie zastępował na środku obrony Daniela Tanżynę. „Dixon” z Olimpią Grudziądz (0:1) nie zagrał z powodu czterech żółtych kartek, zaś z Bytovią – z przyczyn zdrowotnych. W meczu IV-ligowych rezerw z Sarmacją Będzin naciągnął mięsień przywodziciela i sztab szkoleniowy wolał dmuchać na zimne. Uraz udało się skutecznie „zataić” przed światem zewnętrznym.
- Diagnoza mówiła o 10 dniach przerwy. Czasami trzeba zaryzykować, przygotować zawodnika, ale mamy w kadrze tylu zawodników, że jest kim grac. Daniel już jest zdrowy. Od poniedziałku trenuje z zespołem i raczej pojedzie na piątkowe spotkanie do Suwałk – mówi Dietmar Brehmer, II trener GKS-u.

Teraz jednak Jurij Szatałow może mówić o pozytywnym bólu głowy. Z jednej strony, nie ulega wątpliwości, że na przestrzeni całego sezonu Tanżyna to najrówniej i najlepiej prezentujący się zawodnik spośród całej formacji obronnej. Z drugiej strony jednak, Gancarczyk – tworząc parę stoperów z Tomaszem Boczkiem - zagrał w minioną sobotę najlepiej od dawien dawna.

- Już w poprzednim spotkaniu, w Grudziądzu, był ten sam układ personalny w defensywie. Mielibyśmy przed Bytovią problem, czy wrócić do Tanżyny, czy dalej stawiać na „Gancara”, ale sytuacja sama się wyjaśniła. Gdy przyszliśmy do GKS-u jesienią, Seweryn był próbowano w dwóch meczach jako defensywny pomocnik. W Mielcu i Siedlcach zagrał poprawnie. Mamy jednak wielu zawodników na tę pozycję – nawet w obliczu kontuzji Mateusza Bukowca - więc traktujemy go jako nominalnego stopera. Zimą w sparingach dawał pozytywne sygnały. To niekwestionowany lider drużyny. Obok Łukasza Grzeszczyka, jest osobą, z którą każdy się liczy. Ma niepodważalny autorytet. Sobotni mecz był w jego wykonaniu bardzo dobry. W defensywie uniknął błędu, a zero z tyłu mówi samo za siebie. W ofensywie z kolei dawał oparcie w grze do przodu – ocenia Dietmar Brehmer.

Były reprezentant Polski często starał się uruchamiać partnerów długimi podaniami i – co ciekawe – egzekwował też rzuty rożne, co dla środkowych obrońców codziennością nie jest.
- Ma ułożoną lewą nogę. Marcin Radzewicz, Grzeszczyk, Gancarczyk, Wojtek Szumilas – to ekipa, która zajmuje się wykonywaniem stałych fragmentów. Na treningach ćwiczą różne kombinacje. Gdy potrzebujemy lewej nogi, to czasem pada na „Radzę”, a czasem – Gancarczyka. Z kolei jeśli chodzi o parametry gry głową, mamy lepszych zawodników, więc w samym polu karnym rywala nie jest nam aż tak potrzebny – tłumaczy II trener GKS-u.

W kontekście piątkowego – wyjazdowego – boju z Wigrami Suwałki, jest więc dylemat, czy postawić na Tanżynę czy Gancarczyka, ale w odwodzie pozostaje też Jaroslav Machovec. Rosły Słowak, sprowadzony już w trakcie rundy wiosennej, w sobotę zaliczył kilkunastominutowy debiut w I lidze. Pojawił się na boisku jako lewy obrońca, zmieniając Macieja Mańkę.

- To naprawdę ciekawy zawodnik. Jest w dobrej formie, ale musi powalczyć o miejsce. Rywalizuje zarówno jako stoper, jak i lewy obrońca. Trzeba się z nim liczyć – przekonuje Brehmer.

Na jaką parę stoperów powinien postawić w Suwałkach trener Szatałow?
Z tej samej kategorii