Dawid Plizga: Awansu nie robi się w pierwszej kolejce

Zmiany są ogromne. Pamiętam, że te 13 lat temu zdarzało się nawet szczura z sauny pogonić! Zimą często brakowało ciepłej wody w kranach, dziś jest w basenikach do odnowy - opowiada pomocnik GieKSy, wracający na Bukową po ponad dekadzie.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Jak w piosence czołówkowej z „Czterdziestolatka”, chciałoby się zaśpiewać: „Trzynaście lat minęło” - od początków Dawida Plizgi w GKS-ie...

DAWID PLIZGA: - W zasadzie to dużo więcej, bo przed debiutami ligowymi już jakiś czas trenowaliśmy z zespołem seniorów. Po raz pierwszy na trening i wewnętrzną gierkę zostaliśmy z Grzesiem Górskim i Łukaszem Wijasem - zaproszeni bodaj za trenera Janusza Białka (a więc w 2002 roku - dop. red.). Emocje były spore, kiedy trzeba było pierwszy raz przekroczyć próg szatni.

 

Pamięta pan ten dzień?

DAWID PLIZGA: - Pamiętam. „Dzień dobry, można wejść?” - zapytaliśmy. „Nie” - padła zwyczajowa w tamtych czasach odpowiedź. Tak się wtedy „wychowywało” młodych. Na „cześć” trzeba było zasłużyć; a my - przynajmniej przez jakiś czas - zwracaliśmy się do „starszyzny” jak do naszych idoli po prostu. Nie trwało to jednak długo. Zaczynaliśmy być coraz częściej widziani w szatni - bo z jednych zajęć w tygodniu zrobiły się 3-4 treningi z pierwszą drużyną tygodniowo - i zostaliśmy w końcu przyjęci jak „swoi”.

 

Ale i tak pewnie trzeba się był „wkupić” jakimiś pączkami czy ciastkami?

DAWID PLIZGA: - To jeszcze nie był „czas ciastek”, którymi dziś świętuje się na przykład urodziny. Sprawa była prosta: piwo dla każdego po debiucie w ekstraklasie; po pierwszej bramce - oczywiście też.

Na szczęści był pan już pełnoletni!

DAWID PLIZGA: - Ale i tak korzystałem z pomocy taty. Prawa jazdy jeszcze nie miałem, a te piwka w puszkach trzeba było jakoś do szatni przywieźć.

 

„Młody” też został dopuszczony do uczty?

DAWID PLIZGA: - „Starszyzna” swoje wzięła ze zgrzewki, coś tam i dla nas zostawiając (śmiech).

 

Dziś już młodzi nie zawsze znają miejsce w szeregu, czasem pewnie wchodzą „z przytupem” do szatni, prawda?

DAWID PLIZGA: - Świat się zmienia wraz z postępem technologicznym. Wciąż zdarzają się „dobrze wychowane jednostki”, które - jak my wtedy - z grzecznym „dzień dobry” wchodzą do szatni. Generalnie jednak tamte zwyczaje zanikły i... chyba nikomu specjalnie nie zależy na ich kultywowaniu.

 

No to skoczmy o 13 lat do przodu. Wchodzi pan dziś do dobrze sobie znanych pomieszczeń przy Bukowej...

DAWID PLIZGA: - ...i widzę wielkościowo tę samą szatnię, za to dużo bardziej przyjazną, dużo ładniejszą. Jest i postęp w dziedzinie technicznej: zimą często brakowało ciepłej wody w kranach, dziś jest w basenikach do odnowy. Pamiętam, że te 13 lat temu zdarzało się nawet szczura z sauny pogonić!

Z tej samej kategorii