Remisy na wagę... awansu? Na taki scenariusz liczy Dariusz Dudek

Podbeskidzie
 fot. Krzysztof Dzierżawa  /  źródło: Pressfocus

Zagłębie Sosnowiec zremisowało na wyjeździe z Podbeskidziem Bielsko-Biała 0:0. Po konfrontacji pod Klimczokiem trener Zagłębia, Dariusz Dudek, szat nie rozdzierał.

Jego drużyna, przede wszystkim w pierwszej połowie, prezentowała się całkiem nieźle. Momentami przeważała zdecydowanie i spokojnie mogła pokusić się o to, aby wyjść na prowadzenie. Ale "główka" Szymona Lewickiego wylądowała na poprzeczce. To była zdecydowanie najlepsza okazja dla sosnowieckiej drużyny w przekroju całego spotkania. - Mimo iż żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramki, to był to dobry, emocjonujący mecz walki i charakteru. W pierwszej połowie mieliśmy niezłe sytuacje, które powinniśmy lepiej wykończyć. Liczyliśmy, że gra na dwóch napastników po przerwie spowoduje, że będziemy stwarzać kolejne okazje, a tymczasem było ich mniej – przyznał szkoleniowiec gości.


Istotnie zmiana, jakiej trener Dudek dokonał tuż po przerwie, zwiastowała, że Zagłębie zaatakuje bardziej zdecydowanie. Ale Vamara Sanogo, który zastąpił Adama Banasiaka, niewiele wniósł do gry ofensywnej swojego zespołu. Przypomnijmy, że nieco ponad rok temu Francuz z iworyjskim paszportem rozegrał pod Klimczokiem wyśmienite zawody. Strzelił dwie bramki, zaliczył asystę i był dla defensywny Podbeskidzie nie do zatrzymania. Tym razem nie zrobił „góralom” najmniejszej krzywdy. Zanotował kilka strat i był w zasadzie niewidoczny, ale szkoleniowiec nie miał o to pretensji. Mało tego, Dariusz Dudek wydawał się zadowolony po końcowym gwizdku. - Doceniamy punkt wywalczony w starciu z dobrym przeciwnikiem. Szukać zwycięstwa będziemy w kolejnym spotkaniu. Jeżeli będziemy remisować na wyjazdach i wygrywać u siebie, to ze średnią dwóch punktów na mecz da się zrobić nawet awans – uśmiechał się opiekun Zagłębia. Na razie jednak do takiej średniej mu daleko, bo wynosi ona 1,45 punktu na jedno spotkanie.

Z tej samej kategorii