W Odrze Opole defensorów nigdy za wiele. Matsui coraz bliżej beniaminka

GORNIK ZABRZE - LECHIA GDANSK
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Na wydarzenie tygodnia dla kibiców Odry wyrósł nie mecz z Pogonią Siedlce, a informacja o wielce prawdopodobnym pozyskaniu Daisuke Matsuiego.

36-letni Japończyk, uczestnik mundialu 2010, jutro pożegna się oficjalnie z Jubilo Iwata, a w przyszłym tygodniu przyleci do Polski i przejdzie w Opolu testy medyczne.

 

Potrafi porwać publiczność

- „Wywiad” został przez nas zrobiony. To postać, która w pierwszej lidze powinna się wyróżniać. Daisuke potrafi porwać publiczność, jest lubiany, ma umiejętności i ochotę, by grać w Polsce. Dobrego ofensywnego piłkarza nigdy za dużo, ale czy dziś jest to zawodnik, który zawita do nas i z marszu zrobi różnicę? Nie wiem, trzeba zobaczyć go na treningu. To zawsze jest niewiadoma, skoro mówimy o 36-latku. W przeszłości miał dobre mecze w polskiej ekstraklasie, ale bywało też, że miał problemy motoryczne. Ostatnio grał w japońskiej ekstraklasie, teraz chce zawitać do Polski, bo ma też inne plany związane z naszym krajem – mówi trener Odry, Mirosław Smyła. Przypomnijmy, że – wedle nieoficjalnych doniesień – Matsui nosi się z zamiarem otwarcia szkółki piłkarskiej. Do Opola nie przyjedzie dla pieniędzy, bo będzie zarabiał wielokrotnie mniej niż w Iwacie. Lewonożny Japończyk ma wzmocnić u beniaminka I ligi pozycję nr 10, czyli ofensywnego pomocnika. Na razie jednak większy ból głowy jest z obsadzeniem napastnika.

 

Nowa rola „Garnka”

Szymon Skrzypczak leczył kontuzję, Paweł Wojciechowski dołączył do drużyny krótko przed startem ligi, dlatego przed tygodniem, na mecz z Górnikiem Łęczna (3:0), w roli „dziewiątki” w wyjściowym składzie wybiegł Marek Gancarczyk. 34-latek, nominalny skrzydłowy, strzelił nawet gola.

 

- Przygotowywaliśmy go do gry w tej roli. To nie było przedmeczowe widzimisię Smyły. Marek w przeszłości występował już jako napastnik, ze Śląskiem Wrocław zdobył wicemistrzostwo Polski. Jeśli uczestniczy w grze, bierze jej ciężar na siebie, umie utrzymać się przy piłce, to nikt nie powiedział, że nie będzie to jego pozycja – przyznaje szkoleniowiec Odry, który przed wyjazdem do Siedlec ma już większe pole manewru, bo do zdrowia wraca Skrzypczak, a czas pracuje też na korzyść Wojciechowskiego.

 

- „Skrzypa” raczej będzie w 100 procentach zdrowy i do dyspozycji, ale nie wiem, czy będzie od razu do grania. Pawłowi bodźcujemy natomiast odpowiednie obciążenia. Ich dawki wzrastają. Szybko wraca do siebie. W niedzielę graliśmy sparing ze Skrą Częstochowa. Bramki w nim nie zdobył, ale piłkarsko prezentuje się coraz lepiej. Wszystko jest kwestią czasu – dodaje Smyła.

 

Bez testowanych

We wspomnianym sparingu z III-ligowcem z Częstochowy (2:4) opolanie testowali dwóch zawodników: Jakuba Czuntę z Cracovii i Michała Trąbkę z rezerw Legii Warszawa (ostatnio Rozwój Katowice), ale żaden z nich nie załapie się na angaż przy Oleskiej.

 

- Obecnie nie ma z nami testowanych zawodników. Nie ukrywam, że w kadrze są lekko uchylone drzwi dla młodzieżowca, ale przyglądamy się też naszym juniorom. Mamy Bartka Maćczaka i Filipa Żagla. Fajnie, gdyby do tej dwójki młodzieżowców dołączył ktoś trzeci. Może wyklaruje się ktoś miejscowy. Jest Bryłka, Sypek, Kowalczyk, Kowalski... Jest z kogo wybierać, dlatego chcemy to wszystko robić z głową. Ewentualnie ściągniemy jeszcze jednego młodzieżowca obytego w pierwszoligowych bojach. Okno trwa jeszcze miesiąc. Szaleństw i uczestnictwa w wyścigu szczurów jednak nie będzie – podkreśla trener beniaminka.

Z tej samej kategorii