GKS Tychy może zaatakować ekstraklasę!

GKS Tychy - Drutex Bytovia Bytow
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

- Każdy wie, że GKS chce awansować - ogłosił po podpisaniu kontraktu z klubem Piotr Ćwielong. W tym celu przy Edukacji trwa kadrowa rewolucja. Jakby na przekór słowom i przekonaniom trenera Jurija Szatałowa...

W budżecie Tychów z 2016 roku powstała nadwyżka w wysokości blisko 65 mln zł. Nie samym futbolem, nie samym sportem człowiek żyje, ale „w mieście, gdzie najlepsze piwo jest” - jak głosi jedna z kibicowskich przyśpiewek – są dziś możliwości, by zaatakować ekstraklasę. Być może prędko drugiej takiej okazji nie będzie. Zwłaszcza że na horyzoncie – jak to zwykle w pierwszej lidze bywa – nie widać zdecydowanego faworyta rozgrywek.

 

„Pepe” mówi wprost

- Cel jest i był taki, by każde nasze wzmocnienie w letnim okienku był wzmocnieniem przez duże „W”. Podchodzimy do tematu z pokorą, bez megalomanii, ale w każdym meczu będziemy chcieli walczyć o zwycięstwo, jak najlepiej się prezentować i piąć w górę tabeli – zaznacza Grzegorz Bednarski, prezes spółki Tyski Sport.

 

- Klub robi starania, żeby kontraktować lepszych zawodników, by była walka o ekstraklasę. To był taki punkt, dzięki któremu łatwiej nam się rozmawiało. Każdy wie, że GKS chce awansować – takie słowa wygłosił po podpisaniu dwuletniej umowy w Tychach Piotr Ćwielong.

 

To jeden z ośmiu zawodników, których ściągnął już do siebie GKS tego lata. Nowy sezon teoretycznie może rozpocząć zupełnie inna jedenastka od tej, która kończyła poprzedni. Rafał Dobroliński (Cracovia) do bramki, Marcin Biernat (Chojniczanka), Łukasz Bogusławski (Zagłębie) i Dawid Abramowicz (Katowice) do defensywy, Adrian Łuszkiewicz (Miedź) z Łukaszem Matusiakiem (Zagłębie) w środku pola, Ćwielong (Magdeburg) na skrzydło, Michał Fidziukiewicz (Zagłębie) do ataku...

 

- W poniedziałek przejechałem się rowerem na trening na osiedle „A”. Kilka twarzy było znajomych, wiele – nieznajomych. Posłuchałem, jakie są możliwości. Podejrzewam, że szanse są duże. Może nawet nie tyle bezpośredniego ataku na ekstraklasę, co na załapanie się do czołowej piątki pierwszej ligi – nie kryje Kazimierz Szachnitowski, były napastnik GKS-u, który w 1976 roku sięgnął z klubem po wicemistrzostwo Polski.

 

Dwójki trochę żal?

Umówmy się jednak – tyszanie nie dokonują też ruchów od razu rzucających na kolana. No, może poza Ćwielongiem, który jeszcze przed niespełna rokiem potrafił kręcić ekstraklasowymi obrońcami w barwach Ruchu Chorzów. Teraz, po mimo wszystko kiepskim półroczu w Magdeburgu z 3. Bundesligi, jego dyspozycja jest drobną zagadką.

 

- Jestem podbudowany, że piłkarz tej klasy, z taką przeszłością ekstraklasową, przyszedł do nas. Sam wspomniał w jednym z wywiadów, że musi być dobrze przygotowany fizycznie. Jeśli tak będzie, to jestem o niego spokojny. Kadra jest liczna, zawodnicy będą twardo walczyć o miejsce w składzie. Nikt nie będzie go pewny. Nawet Ćwielonga może czekać rywalizacja z Kubą Kowalskim – analizuje Szachnitowski.

 

O rozmachu działań GKS-u – rozmachu, nie rozsądku, bo tej będzie w stanie dowieść tylko boisko – świadczy też fakt, że wykupił za około 85 tys. zł Dawida Abramowicza z GKS-u Katowice, poprawiając humor... kibicom, niekoniecznie przepadającym za rywalem zza miedzy.

 

- Chwała, że ktoś zdecydował się wykupić polskiego chłopaka za kilka złotych odstępnego, zamiast szukać znowu wątpliwej jakości piłkarza za granicą – podkreśla Andrzej Iwan, były reprezentant Polski, dziś będący stałym ekspertem od I ligi w Polsacie Sport.

 

Z Tychów odeszło tak naprawdę tylko dwóch zawodników, których działacze woleliby mieć pewnie u siebie: Paweł Florek odrzucił propozycję nowego kontraktu, a Jakub Świerczok – wicekról strzelców poprzedniego sezonu – trafił do Zagłębia Lubin, które aktywowało klauzulę wykupu w jego umowie.

 

- Mamy Fidziukiewicza, którego mogę postawić nawet krok przed Kubą. Warunki fizyczne ma dobre, pozostaje kwestia skuteczności, ale o atak jestem spokojny. Mamy też młodego Nikolasa Wróblewskiego. Nie powinniśmy mieć problemów z napastnikami. W razie czego, na „szpicy” może grać też Łukasz Grzeszczyk. Co do Florka – podchodził do tematu pozostania w Tychach sceptycznie. Oczywiście, to wychowanek, ale widziałem po nim, że chciałby gdzieś odejść, spróbować czegoś nowego. Kibice też go trochę „zmanierowali”. Najpierw była wokół niego euforia, potem go „przydusili” - gdy zrobił kilka „numerów”, puścił parę frajerskich bramek. Ale to młody chłopak; wszystko przed nim – dodaje Kazimierz Szachnitowski.

 

Jeden-dwa transfery

W sparingach „nowy” GKS na razie nie przegrywa. Zaczął od efektownego 3:0 z Piastem Gliwice po hat tricku Adriana Łuszkiewicza. Potem były remisy z ligowymi rywalami: 1:1 z Zagłębiem Sosnowiec i 0:0 z Puszczą Niepołomice.

 

- Brakuje nam jeszcze rytmu, poznajemy się wzajemnie. Przetasowania są spore, próbujemy różnych personalnych rozwiązań. Wymiana kadrowa w zespole jest duża. W poprzednim sezonie swój cel w całości osiągnęliśmy, dani zawodnicy byli nam potrzebni, a teraz przed nami są nowe wyzwania. Budujemy trochę inny skład. Ci, którzy odchodzą, mają jednak w większości taką renomę, że spokojnie powinni znaleźć sobie kluby. Odbieramy wiele telefonów, jak się prezentują, czemu odchodzą. Wystawiamy im dobre oceny, bo to solidni piłkarze. Taka jest jednak kolej rzeczy, że czasem trzeba coś w życiu zmienić. Widać, że nasi nowi zawodnicy są bardzo mocno zaangażowani, podnieśli jakość. Może dokonamy jeszcze jednego-dwóch transferów i na tym koniec – mówi Dietmar Brehmer, II trener GKS-u.

 

Priorytetem wydaje się jeszcze ściągnięcie młodzieżowca – po tym, jak wspomniany Florek, a także Wojciech Szumilas i Mateusz Grzybek (to dzięki nim klub zgarnął od PZPN milion złotych za 2. miejsce w klasyfikacji Pro Junior System) stracili ten status. Gdyby dziś ruszała liga, wystawiony w jedenastce zostałby prawoskrzydłowy Dawid Błanik z 1998 rocznika. Liczba transferów do klubu pewnie będzie więc dwucyfrowa (więcej graczy i tak na razie odeszło niż przyszło), a przecież trener Jurij Szatałow zwykł powtarzać, że jest przeciwnikiem rewolucji; że się jej boi, bo dużo niszczy.

 

- Wzmocnić musimy minimum pięć pozycji. Będziemy się o to starać; nie wiem, na ile nam się uda. Nie będzie o to łatwo. Nie mamy aż tak potężnego budżetu, ale chcemy walczyć. Trudno mówić, o jakie cele, ale na pewno wyższe niż w tym sezonie. Nie wyobrażam sobie, by GKS bił się w następnym sezonie o utrzymanie. Nawet jednak jeśli wobec kogoś będę miał wątpliwości, to wolałbym go zostawić. Rewolucja nigdy do dobrego nie prowadzi. Nie pamiętam, żeby po rewolucji zespół od razu zmienił się na lepsze. Trzeba dużo czasu, by z wielu nowych ludzi stworzyć drużynę. U nas pomalutku robi się zespół, w którym jeden za drugiego pójdzie jak do pożaru. To bardzo ważne – mówił nam Szatałow tuż po zakończeniu sezonu.

 

Niech „top” zawita

Wyszło inaczej, co pokazuje też siłą rzeczy, że nadmiernego wpływu na transfery sztab szkoleniowe nie miał, a decyzyjność przeszła na klub, na dyrektora sportowego Wojciecha Szalę. Mimo że trener widział w zespole miejsce choćby dla Tomasza Boczka czy Mateusza Mączyńskiego, to w ich miejsce zostali zakontraktowani inni. W takiej atmosferze, w oparach plotek o możliwości zmiany na stanowisku szkoleniowca, zatrudnieniu Macieja Bartoszka czy Waldemara Fornalika, o scalenie drużyny jest tym trudniej. Na razie jednak tyszanie mogą odliczać dni do przyszłej soboty – i wyjazdowego meczu Pucharu Polski z Kotwicą Kołobrzeg, którym rozpoczną sezon.

 

- Niebawem drużyna rusza na obóz. Czasu do ligi jest tyle, że wystarczy na integrację i przygotowanie. Do czego to doprowadzi? Byłbym bardzo szczęśliwy, móc zobaczyć jeszcze w Tychach topowe polskie drużyny. Mam nadzieję, że tego dożyję... - zawiesza głos Kazimierz Szachnitowski.

Komentarze (7)

Napisz komentarz
No photo
No photo~remandsUżytkownik anonimowy
~remands
No photo~remandsUżytkownik anonimowy
do ~Zobaczymy:
No photo~ZobaczymyUżytkownik anonimowy
5 lip 18:36 użytkownik ~Zobaczymy napisał
Artykuł trochę na wyrost-przecież większość ściągniętych zawodników nie dała rady w swoich zespołach. Skład musi być stabilny-przykład Sandecji. Katowice w zeszłym roku ściągnęły 10 nowych do pierwszego składu i wiadomo jak grali. Górnik postawił na swoic
To prawda. Zdaje się, że rozumie to nawet Szatałow. Wygląda na to, że po prostu uszczęśliwiono go na siłę zawodnikami z nazwiskiem i teraz będzie się od niego wymagać awansu. Z drugiej strony na papierze wygląda to całkiem dobrze, choć mówienie o awansie to pompowanie medialnego balonika. Zobaczymy jak wypadnie runda jesienna i wtedy się okaże o co tak naprawdę będzie walczyć ta drużyna.
5 lip 19:23 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~ZobaczymyUżytkownik anonimowy
~Zobaczymy :
No photo~ZobaczymyUżytkownik anonimowy
Artykuł trochę na wyrost-przecież większość ściągniętych zawodników nie dała rady w swoich zespołach. Skład musi być stabilny-przykład Sandecji. Katowice w zeszłym roku ściągnęły 10 nowych do pierwszego składu i wiadomo jak grali. Górnik postawił na swoich młodych. Środek tabeli, spokojne utrzymanie, to moim zdaniem możliwość tej ekipy.
5 lip 18:36 | ocena:75%
Liczba głosów:4
25%
75%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~remandsUżytkownik anonimowy
~remands
No photo~remandsUżytkownik anonimowy
do ~Janek:
No photo~JanekUżytkownik anonimowy
5 lip 16:42 użytkownik ~Janek napisał
Nawet tak słabej ligi jak ekstraklasa nie podbije się tak slabymi piłkarzami jak Ćwielong.
A jakich to piłkarzy miała np. Sandecja, że zdołała awansować?
5 lip 18:20 | ocena:50%
Liczba głosów:2
50%
50%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii