GKS Katowice "leży" Miedzi Legnica

Grzegorz Bartczak
 /  fot. Grzegorz Przygodziński  /  źródło: 400mm

W dwóch ostatnich sezonach drużyna z Bukowej nie potrafiła pokonać "Miedzianki". W Legnicy GKS Katowice zdobywał punkt dzięki remisowi, ale na Bukowej schodził z boiska pokonany. Mimo to obrońca Miedzi Grzegorz Bartczak uważa, że najbliższy przeciwnik jego zespołu jest bardzo nieprzyjemnym i bardzo wymagającym rywalem.

32-letni obecnie Grzegorz Bartczak koszulkę „Miedzianki” zakłada od pięciu lat i jest silnym punktem tej drużyny. W poprzednim sezonie wychowanek Konfeksu Legnica zagrał w 29 meczach na zapleczu ekstraklasy, w których zdobył pięć goli.


BOGDAN NATHER: Od kilku sezonów grał pan wyłącznie na prawej obronie, tymczasem w pierwszym meczu bieżących rozgrywek przeciwko Rakowowi Częstochowa trener Dominik Nowak przesunął pana na środek defensywy. To już stałe rozwiązanie, czy pańska pozycja na boisku będzie „płynna”?
GRZEGORZ BARTCZAK: - Wydaje mi się, że będzie płynna. Trener Nowak już w meczach sparingowych ustawiał mnie na stoperze, więc nie byłem zaskoczony takim rozwiązaniem.


Na środku obrony czuje się pan równie komfortowo i swobodnie jak na boku?
GRZEGORZ BARTCZAK: - To trener decyduje, na jakiej pozycji mam grać. Nie mogę mu przecież powiedzieć, że nie chcę grać na środku, tylko na boku. Praktycznie mogę grać na każdej pozycji, oczywiście z wyjątkiem bramki, i być przydatnym dla zespołu.


Nie namawiam pana do konfrontacji z trenerem, ale gdyby Dominik Nowak powiedział: „Grzesiek wybieraj, prawa obrona, czy środek?”, to co by pan wybrał?
GRZEGORZ BARTCZAK: - Oczywiście, że prawą obronę, bo na tej pozycji gram znacznie dłużej.


W pierwszej kolejce bezbramkowo zremisowaliście na wyjeździe z Rakowem Częstochowa. Z pańskiej perspektywy to dobry wynik, czy też jest pan niezadowolony?
GRZEGORZ BARTCZAK: - Z beniaminkami zawsze gra się ciężko, niezależnie od tego, jaka to liga. Wiadomo, że idą one siłą rozpędu, ich grze towarzyszy wielka euforia. W Częstochowie mieliśmy swoje okazje na zdobycie bramki, ale z przebiegu spotkania remis uważam za sprawiedliwy. Na pewno w naszej grze jest wiele elementów do poprawy. Zmieniliśmy system grania, trener Nowak wymaga od nas czego innego niż trener Tarasiewicz. Mam nadzieję, że w miarę upływu czasu będziemy grali lepiej i skuteczniej.


W poprzednim sezonie mieliście najlepszą defensywę w I lidze, o czym świadczy liczba straconych goli - zaledwie 27. W bieżących rozgrywkach jesteście w stanie być równie skuteczni w defensywie, albo nawet lepsi?
GRZEGORZ BARTCZAK: - Każdą liczbę można poprawić, lecz nie powinien to być cel sam w sobie. Wolałbym, żebyśmy stracili więcej goli, ale awansowali do ekstraklasy. Trener Ryszard Tarasiewicz dużą wagę przywiązywał do gry obronnej, trener Dominik Nowak stawia na bardziej ofensywny styl gry. Musimy to jakoś umiejętnie zbilansować, by efekty były takie, jakich oczekujemy.


W poprzednim sezonie w meczach z GKS-em Katowice zdobyliście cztery punkty (remis w Legnicy, zwycięstwo na Bukowej), podobnie sezon wcześniej. To znaczy, że drużyna z Katowic wam „leży”? Pamięta pan na przykład, kiedy ostatni raz przegrał z GieKSą?
GRZEGORZ BARTCZAK: - Mimo korzystnych dla nas wyników w ostatnich dwóch sezonach, GKS Katowice to nieprzyjemny zespół, bardzo wymagający. Grają w nim naprawdę dobrzy piłkarze, a o wyniku najczęściej decyduje po prostu dyspozycja dnia. Kiedy ostatnio raz przegrałem z GKS-em Katowice? To było na boisku przeciwnika, naszym trenerem był Janusz Kudyba. Boisko było wtedy bardzo zmrożone (29 listopada 2014 roku – przyp.. BN), przegraliśmy 0:1, a jedyną bramkę strzelił Przemek Pitry.


Do niedawna pana klubowym kolegą był obecny kapitan GKS-u, Tomasz Midzierski. Pańscy koledzy z ataku i pomocy będą mieli z nim trudną przeprawę?
GRZEGORZ BARTCZAK: - Tomek jest naprawdę bardzo dobrym obrońcą, nie będzie łatwo go zaskoczyć. Ale mam nadzieję, że ten jeden mecz mu nie wyjdzie i zdobędziemy trzy punkty. A potem GKS może razem z nami awansować do ekstraklasy.

Z tej samej kategorii