Piotr Ćwielong, czyli chorzowianin z krwi i kości po drugiej stronie barykady

Piotr Cwielong
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Piotr Ćwielong, mimo różnych kolei losu, był i jest mocno związany z Chorzowem. Jeszcze niedawno myślał, że karierę skończy w Ruchu, teraz jest w GKS-ie Tychy i nadal mieszka w Chorzowie. W czwartek znów zagra na Cichej.

– Mieszkam w Chorzowie i nigdy nie myślałem, żeby zamieszkać w innej części Polski. Tu mam rodzinę i przyjaciół. Wyjeżdżałem, bo musiałem. Jestem stąd i tego się nie wstydzę. Po pierwszym transferze z Ruchu do Wisły, przez pół roku mieszkałem w Krakowie, ale potem jeździłem z Marcinem Baszczyńskim codziennie na treningi, a gdy on odszedł, to dojeżdżałem z Mariuszem Pawełkiem. 3/4 życia spędziłem w Chorzowie – opowiada o sobie „śląski synek”, bo inaczej nie można nazwać Ćwielonga.

 

Jaki ojciec, taki syn?

Pod Wawel wyjeżdżał jako 21-latek i jako gwiazda „Niebieskich”. – Prezes Krystian Rogala miał jakiś dług wynoszący chyba milion złotych z Wisłą i w ramach rozliczenia przeszedłem do Krakowa. Tam jednak wiele się nauczyłem. Patrząc z perspektywy czasu to była najlepsza drużyna w jakiej grałem. Teraz byśmy rok w rok wygrywali ligę – wspomina „Pepe”. Pomocnik przygodę z piłką nie zaczął w Ruchu, lecz na Stadionie Śląskim. Dlaczego? – Bo trenowałem w szkole w Chorzowie u Gerarda Cieślika ze starszym rocznikiem 84 i za namową znajomego poszedłem na Stadion Ślaski. Łącznie trenowałem tam przez 9 lat. Teraz mój 10-letni syn Kacper też tam trenuje, ale warunki są inne. Ja trenowałem na żwirze, a teraz dzieci mają prawdziwe boiska, sztuczne murawy – przyznaje 31-letni zawodnik, który nie zamierza naciskać na syna, by w stu procentach poszedł w jego ślady. – On ma jeszcze to, że go ciągnie na boisko, choć widać po większości dzieci, że świat poszedł w inną stronę. One zajmują się grami, śledzeniem „youtuberów”... Stadion Śląski otworzył szkołę i on tam poszedł, ma trening w czasie szkoły, ma czas dla siebie. Jeśli chodzi o mnie, to nie ma żadnego ciśnienia, żeby grał profesjonalnie w piłkę. Powiedziałem mu, że to on zdecyduje, co będzie chciał robić – wyjaśnia Ćwielong.

 

Starsi dali w kość

Najmilej piłkarz GKS-u Tychy wspomina jednak dziecięce lata i grę na szkolnym boisku. - Moim boiskiem było to przy szkole podstawowej nr 38. W tamtych czasach trudno było się „złapać” do gry, bo był mecz za meczem i przychodzili starsi, trzeba było ich prosić, żeby dali szansę... Kiedyś siatka w bramce to było coś ,to była frajda, a teraz boiska często świecą pustkami – opowiada „Pepe”, który tam nauczył się, jak radzić sobie z silniejszymi rywalami. – Zawsze grałem ze starszymi, co... wyszło mi na dobre. Dzięki temu więcej się nauczyłem, mocno rozwinąłem. Bazowałem na szybkości i na technice. Wiadomo, że fizycznie nie miałem z nimi szans, ale sprytem jakoś sobie dawałem radę – mówi piłkarz, który nie ukrywa, że przez fascynację futbolem, nauka i... jedzenie często schodziły na dalszy plan. – W czasach szkolnych chodziło o to, żeby przejść do następnej klasy. Piłka była wtedy wszystkim. Trudno mnie było ściągnąć do domu. Na obiad czasem też nie przychodziłem, chyba, że padałem na twarz. Całymi dniami, szkoła i boisko. Weekendy od 8 rana do wieczora – śmieje się pomocnik.
Dziś w Chorzowie niektórych boisk na których grywał „Pepe” już nie ma. – Skończyłem technikum przy ul. Sportowej, na dawnym AKS-ie też grałem, a teraz w tamtych miejscach zamiast boisk powstały sklepy... – zawiesza głos.

 

Górnik i GieKSa

Co ciekawe, kariera Ćwielona mogła potoczyć się trochę inaczej. – Po okresie treningów na Stadionie Śląskim przez około tydzień trenowałem w... Górniku Zabrze. Poszliśmy tam z kolegą. Tam była tworzona klasa i zostaliśmy zaproszeni, ale to nie miało sensu. Z Chorzowa do Zabrza... Nie, to nie wchodziło w rachubę – podkreśla zawodnik, który najpierw na stadionie przy ul. Cichej pojawiał się w roli małego widza, a dopiero później wkroczył do szatni. – Pamiętam, że pierwszy raz na Cichą wziął mnie wujek. To był chyba mecz z GieKSą. Tam grał Piotr Rowicki, który najbardziej mi się podobał. Był też Witold Wawrzyczek. To były piłkarze! - wspomina. – Potem z kolegami chodziliśmy zawsze na sektor numer 1, bo wchodziliśmy „na rodzica”, czyli z kimś dorosłym, który był „opiekunem” za darmo. To były najlepsze czasy. Pamiętam, że grał Marcin Baszczyński, Damian Gorawski, Krzysztof Bizacki czy Mariusz Śrutwa. Kibicowałem im, a potem ich poznałem w szatni i było mi dane z nimi grać. „Kumplujemy” się do dziś.

 

Szacunek dzięki grze

Dla Ćwielonga wejście do tamtej drużyny Ruchu było sporym przeżyciem i cennym doświadczeniem. – Gdy ja wchodziłem do pierwszej drużyny, to do zespołu wrócił Piotrek Mosór, a to był świr, wariat i furiat. Na szczęście trochę mnie inaczej traktowano, bo grałem jako młody. Jak młodzi coś zawalili, to koledzy dostawali, a mnie oszczędzano. Teraz jest trochę inaczej. Są trenerzy, którzy nie pozwalają na nich krzyczeć, bo boją się, że psychicznie sobie nie poradzą. A kiedyś życie dawało nam lekcje. Czasem brakuje tego „hartowania” charakteru – uważa „Pepe”, który miał też swojego zagranicznego idola. – Był nim Zinedine Zidane. Zwłaszcza od momentu mistrzostw świata we Francji w 1998 roku. To był piłkarz kompletny. Zawsze ceniłem pomocników, a nie tych którzy wykańczali akcje. Stąd dziś uwielbiam oglądać w akcji Lukę Modricia, a nie np. Cristiano Ronaldo – opowiada.

W czwartek czasu na sentymenty czy wspominki nie będzie. – Już w przeszłości grałem przeciwko Ruchowi, ale zawsze w głowie mam to skąd pochodzę i gdzie mieszkam. Wiem jednak, że jako GKS potrzebujemy punktów i zwycięstw. Jesteśmy dobrą drużyną, a ostatnio tego nie pokazujemy. Brakuje nam wyrachowania i głupio tracimy punkty. Dlatego mecz z Ruchem to dla nas niezwykle ważne spotkanie – kończy Ćwielong.

„Pepe” przeciwko Ruchowi
W barwach Wisły: 3 mecze, 3 zwycięstwa, 0 goli
W barwach Śląska: 5 meczów, 4 zwycięstwa, 1 remis, 1 gol

 

Komentarze (7)

Napisz komentarz
No photo
No photo~kibicUżytkownik anonimowy
~kibic :
No photo~kibicUżytkownik anonimowy
No popatrz, a tydzień temu w wywiadzie mówił, że Ruch i Chorzów, go w ogóle nie interesują, bo on tam przecież nie gra. Coś się zmieniło? Doszły go słuchy, że na Ruchu nie jest mile widziany?
14 wrz 12:37 | ocena:57%
Liczba głosów:7
57%
43%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~B1Użytkownik anonimowy
~B1 :
No photo~B1Użytkownik anonimowy
Ćwielong zdrajca !! Bo miał grać za kurz z pucharów zdobytych przed wojną albo we wczesnym PRL albo za obietnice Darka czy Pata. Nosz to ci ananas, nie chciał grać z pasji
14 wrz 12:27 | ocena:58%
Liczba głosów:12
42%
58%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~DUżytkownik anonimowy
~D :
No photo~DUżytkownik anonimowy
Ćwielong zostań w domu.
14 wrz 12:57 | ocena:57%
Liczba głosów:7
57%
43%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii