Szymon Skrzypczak: Jeden sezon - dwa awanse

Szymon SKrzypczak
 fot. Mirosław Szozda  /  źródło: SPORT

Górnik Zabrze to wspaniały klub i cieszę się, że mogłem być jego częścią. Skoro jednak na wypożyczeniu awansowałem z Odrą do pierwszej ligi, nie było sensu czegoś zmieniać – mówi 27-letni napastnik drużyny z Opola.

MACIEJ GRYGIERCZYK: To była trudna decyzja, by zostać w Odrze na dłużej?

SZYMON SKRZYPCZAK: - Kontrakt z Górnikiem miałem ważny do czerwca 2018, czyli jeszcze przez rok. Zrobiliśmy w Opolu awans. Formalnie papiery mówiły o tym, że po okresie półrocznego wypożyczenia muszę wracać do Zabrza. Po rozmowach z działaczami Odry skłoniliśmy się ku temu, by porozmawiać z Górnikiem o rozwiązaniu kontraktu i przyjściu do Opola na stałe; by powalczyć w pierwszej lidze.

 

Po udanej wiośnie, podczas której strzelił pan dziewięć goli, telefon się rozdzwonił?

SZYMON SKRZYPCZAK: - Nie ma co teraz być wylewnym i mówić o innych klubach, innych propozycjach. Coś było na rzeczy, ale w pierwszej lidze priorytetem była dla mnie Odra. Skoro awansowaliśmy, to nie było sensu odchodzić.

 

Podczas rozwiązywania kontraktu z Górnikiem, którego zawodnikiem był pan formalnie cztery lata, był lekki żal?

SZYMON SKRZYPCZAK: - Przeprowadziliśmy kilka rozmów, odbyliśmy kilka spotkań i doszliśmy do konsensusu. Rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron. Czy żal? Na pewno nie, choć fajne lata w Zabrzu spędziłem, zebrałem dużo doświadczenia. To wspaniały, duży klub, a ja byłem jego częścią. Cieszę się, że mogłem w takim miejscu występować. Teraz jest nowy rozdział, nowa karta. Trzeba kontynuować przygodę z piłką w Odrze.

 

Do tej pory snajperem był pan głównie w drugiej lidze: w Odrze, a wcześniej – w Polkowicach, gdzie zapracował pan na transfer do Zabrza.

SZYMON SKRZYPCZAK: - Tak, ale nie mam niczego do udowodnienia. Robiłem krok do tyłu, do drugiej ligi, zawsze wtedy, gdy potrzebowałem regularnego grania. Gdy spojrzy się na moją przeszłość, to gdziekolwiek grałem systematycznie – strzelałem gole. Tak to działa w przypadku napastników, a przynajmniej – moim. Gdy jest się w wyjściowym składzie, to pojawiają się sytuacje, a wraz z nimi – bramki. To kwestia regularności. Bo gdy grasz „ogony”, dostajesz szansę raz na jakiś czas, to wtedy raz się udaje, a raz nie.

 

Miniony sezon zakończył się dla pana podwójnym sukcesem.

SZYMON SKRZYPCZAK: - Pamiętam, gdy zimą finalizowaliśmy wypożyczenie do Odry. Wychodząc z biura prezesa Sarnowskiego, przybiliśmy sobie „piątkę”, życząc nawzajem powodzenia i awansu. Można powiedzieć, że awansowałem z Górnikiem, w którym występowałem jesienią, no i wiosną z Odrą. Śmieję się z chłopakami, że niby jeden sezon, a zrobiłem dwa awanse.

 

„Żył” pan tą walką Górnika o powrót do elity?

SZYMON SKRZYPCZAK: - Na pewno. Śledziłem mecze, miałem kontakt z chłopakami, na bieżąco rozmawialiśmy. Gdy była możliwość, oglądałem spotkania, kibicowałem, wierzyłem do końca. Tak jak drużyna. Chłopaki zostawili na boisku wiosną dużo zdrowia i to dało im owoc w postaci powrotu do ekstraklasy.

 

A na jakie owoce w pierwszej lidze stać będzie Odrę?

SZYMON SKRZYPCZAK: - Swoją postawą w drugiej lidze udowodniliśmy, że nie jesteśmy zespołem… drugoligowym. Zdeklasowaliśmy przeciwników. Co prawda w ostateczności zajęliśmy drugie miejsce, „mistrza” zrobił Raków, ale na pięć kolejek do końca mieliśmy zapewniony awans. Z przypadku się to nie bierze. Graliśmy ofensywną piłkę, fajnie to wyglądało. Nie po to jesteśmy w pierwszej lidze, by teraz się położyć i nie wygrywać. Ta drużyna naprawdę nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Z tej samej kategorii