Bałkańska krew się gotuje

Armin Cerimagić
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Armin Cerimagić w Polsce dotąd nie „odpalił”. Nie udało mu się w Górniku, także przy Bukowej nie zrobił do tej pory furory. W obu klubach w jakimś stopniu przeszkodą był status gracza spoza Unii Europejskiej, a wiadomo, że w naszej I lidze na boisku może występować tylko jeden piłkarz z obcym paszportem...

- Ale wszystko przede mną, praca z nowym trenerem GieKSy dużo mi daje – zapewnia „Sport” Armin Cerimagić, który jeszcze przed przyjazdem do Polski nauczył się pozytywnego myślenia. Ostatniej zimy wiele się mówiło o jego kontrowersyjnym przejściu z Górnika do Katowic. Władze zabrzan długo nie chciały się zgodzić na to, by wzmocnił potencjał rywala walczącego o ekstraklasę. Nawet argumenty finansowe GieKSy nie były w stanie wpłynąć na twarde „nie” Górnika. Dopiero interwencja Małgorzaty Mańki-Szulik, prezydent Zabrza, która wezwała na dywanik szefa klubu, spowodowała, że GKS mógł wreszcie wykupić piłkarza. Dość szybko okazało się jednak, że... zamienił stryjek siekierkę na kijek. Nie tylko piłkarzowi wydawało się, że zamienia klub, który nie ma już szans na awans na taki, który po niego sięgnie. Po zimie to GKS wydawał się pewniakiem do awansu, na Górnika nikt nie stawiał. Ta sytuacja pokazała jednak później, że „lepsze jest wrogiem dobrego”.
- Odszedłem do Katowic i... to nie GKS, ale Górnik wszedł do ekstraklasy. Drugi pech to sytuacja związana z moim paszportem. W GieKSie jest Andreja Prokić, który od początku rundy wiosennej był w gazie, strzelał gole, więc to on wychodził w podstawowym składzie. Trener Jerzy Brzęczek obu nas widział w drużynie, ale przepisów zmienić nie mógł. Andreja jest już 7 lat w Polsce i stara się o polski paszport. Gdyby go już teraz dostał, obaj moglibyśmy grać – przypomina całą sytuację Cerimagić, który niedawno w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach przedłużył prawo pobytu. - Mam także pozwolenie na pracę, dzięki pomocy działaczy GKS-u wszystkie dokumenty załatwiane są na czas. Nie ma zagrożenia, że może zdarzyć się taka afera, jak w Stali Mielec z graczem z Serbii – spokojnym głosem dodaje zawodnik.

Ojrzyński na niego nie stawiał
Zanim przeprowadził się na Bukową, miał lepsze i gorsze chwile w Zabrzu. W barwach Górnika rozegrał 22 mecze ligowe, zdobywając pięknego gola w spotkaniu ze Śląskiem. Spadek z ekstraklasy zaważył także na losach Bośniaka, który zaczął powoli dojrzewać do decyzji o zmianie klubu. - Za trenera Żurka grałem cały czas, natomiast wcześniej, gdy prowadził nas Leszek Ojrzyński, słyszałem tylko, że jestem mu potrzebny, ale... na mnie nie stawiał. Jego wizja składu z trzema stoperami nie uwzględniała mojej osoby. Dlaczego spadliśmy? Za dużo było zmian w drużynie, ciągle przychodzili nowi gracze, więc o stabilizacji nie było mowy. Do tego w całym sezonie było aż trzech trenerów. Spadek przeżyłem bardzo mocno, to nie było nic przyjemnego. Zwłaszcza, ze nasi kibice bardzo się tym zdenerwowali - przypomina Cerimagić.
Jeszcze przed zakończeniem sezonu spadkowego Górnika miał ofertę przeprowadzki do Zagłębia Lubin. Zabrzański klub go jednak nie puścił i młodemu piłkarzowi chodziły po głowie różne myśli. Nic dziwnego, że trudno było mu się skupić wyłącznie na grze. Jesienią 2016 roku zagrał 9 spotkań ligowych i 2 pucharowe. - Starałem się, chciałem pociągnąć zespół do ekstraklasy. Ale coraz częściej docierało do mnie, że czas na zmiany. Nie chodziło tylko o obniżkę kontraktu, ale zmianę klubu, środowiska. Myślałem także o tym, by zostać w Górniku, ale były też pewne nieporozumienia, o których szerzej nie chciałbym mówić – przekonuje lewonożny skrzydłowy.

Szkoła pozytywnego myślenia
W GKS-ie Katowice przekonał się o mądrości kolejnego przysłowia, tym razem wywodzącego się z Rosji: „Tisze jediesz, dalsze budiesz!”. A znaczy ono mniej więcej, że „wolniej jedziesz, zajedziesz dalej”. W trakcie poprzedniego sezonu na Bukowej niczym mantrę powtarzano, że liczy się tylko ekstraklasa. Skończyło się, jak się skończyło, czyli wielkim wstydem... Teraz w klubie obowiązuje nowe hasło: mniej słów, więcej czynów. Nikt nie będzie głośno mówił o ekstraklasie, celem będzie tylko najbliższy mecz.
Podobnie jest z Arminem, który już wcześniej postanowił się skupić wyłącznie na pracy, nie składając w mediach zbędnych deklaracji i haseł. Wpływ na jego sposób myślenia ma z pewnością kolega z czasów Górnika, Łukasz Madej, z którym rozmawiał wielokrotnie po treningach. - To on przekonał mnie do pozytywnego myślenia; mówił, bym się nie przejmował drobnymi niepowodzeniami; dzisiaj coś się nie udało, ale jutro będzie dobrze. W Górniku Łukasz był dobrym wzorem nie tylko dla mnie, ale także młodych piłkarzy, którzy słuchali go jak wyrocznię. Nadal mam z nim kontakt, często z sobą rozmawiamy. Ja już w wieku 16 lat, gdy znalazłem się poza domem, poza rodziną, musiałem być dojrzały życiowo. I dlatego cały czas myślę pozytywnie – tak piłkarz mówi o swoim życiowym credo.

Skuteczność diety bezglutenowej
Być może jego kariera potoczyłaby się w zupełnie innym kierunku, gdyby nie kontuzje. Na początku pobytu w Górniku przeszedł operację usunięcia groźnie wyglądającej narośli na nodze. Wykonał ją lekarz naszej kadry, dr Jacek Jaroszewski, który zadbał o każdy szczegół. Poradził sobie m.in. z martwicą tkanki umiejscowionej blisko nerwów. Na szczęście w narośli nie było żadnych komórek nowotworowych i Armin mógł wrócić do treningów i gry. Najczęściej dokuczały mu jednak problemy mięśniowe, ale teraz wydaje się, że to już przeszłość. Bardzo pomocna w kształtowaniu odpowiedniej wagi i sylwetki okazała się modna wśród sportowców dieta bezglutenowa. - Próbowałem różnych diet i w końcu zdecydowałem się właśnie na nią. Sam kupuję produkty żywnościowe, sam dbam o ich właściwy dobór. Nie jadam już mąki pszennej, teraz dominuje zdrowe mięso i warzywa. Nie miałem szczęścia do zdrowia, teraz jest dużo lepiej. A jak jestem zdrowy, to mam większą szansę na grę. Bardzo mi się podobają treningi u trenera Mandrysza, jest duży nacisk na przygotowanie fizyczne, jak również grę piłką. Bardzo dużo pracujemy, co mnie cieszy. W poprzednim sezonie była wielka presja na awans, teraz ma być spokojnie, bez niepotrzebnego gadania. Wierzę, że to będzie przełomowy sezon dla mnie i GKS-u – twierdzi z przekonaniem Cerimagić. Na razie zaczęło się kiepsko: Armin co prawda znalazł się w wyjściowej jedenastce GieKSy na mecz z Pogonią Siedlce, ale - po pierwsze - nie zdołał odcisnąć swego piętna na grze katowiczan, po drugie - gospodarze zeszli z murawy pokonani, rozpoczynając sezon od niespodziewanej wpadki.
* * *
Gorąca bałkańska krew Armina nie dała o sobie znać w wieku młodzieńczym, gdy trenował w grupach młodzieżowych Interu Mediolan, nie pomogła także w trakcie gry w Belgii. Piłkarz jednak wierzy, że właśnie w Polsce pokaże prawdziwy futbol rodem z Bałkanów...

Z tej samej kategorii