Częstochowskie pierwsze śliwki... (nie) robaczywki

Rakow Czestochowa - Miedz Legnica
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Bezbramkowy remis na inaugurację z faworyzowaną Miedzią mocno podbudował ekipę beniaminka. Teraz czerwono-niebiescy chcą wykonać kolejny krok, czyli odnieść zwycięstwo.

Długie lata oczekiwania na powrót na zaplecze ekstraklasy sprawiły, że w Częstochowie można było odczuć pewnego rodzaju napięcie i tremę, choć akurat w kadrze Rakowa są bardzo doświadczeni zawodnicy.

 

- Tremy jako takiej nie było, bo jest wielu chłopaków, którzy w poprzednich klubach grali nie tylko w I lidze, ale i w ekstraklasie. Wiadomo jednak, ile taki powrót na zaplecze ekstraklasy znaczy dla klubu, który trochę się na to naczekał. Pierwszy mecz to pewna niewiadoma, ale i lekki stres. Biorąc to pod uwagę, chyba nie było najlepiej, bo mogliśmy wygrać, ale i przegrać. Gra nie była zła, okazje też były. Remis i to z takim zespołem jak Miedź to dobry wynik. Teraz jednak chcemy wykonać kolejny krok, dopisać sobie trzy punkty. Gramy z Puszczą, którą koledzy znają z II ligi, ja także, bo grałem przeciwko niej w barwach Bełchatowa - opowiada pomocnik Aghwan Papikjan, który mimo 23 lat ma spore doświadczenie. Ormianin grał przecież w ŁKS-ie czy wspomnianym Bełchatowie. Jak na tym tle prezentuje się Raków? - Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne i kadrowe, to jest naprawdę dobrze. Wszystko jest poukładane. W kwestii infrastruktury jest jeszcze sporo do zrobienia. Na razie nie ma porównania do boisk treningowych czy bazy jaka jest w Bełchatowie, bo tam była ekstraklasa - ocenia Papikjan.

 

Nowy pomocnik zgadza się z opinią, że Raków w tym sezonie może sprawić niejedną niespodziankę. - Stać nas na bardzo dużo, co udowodniliśmy w meczu z Miedzią. Oczywiście jesteśmy beniaminkiem i nie będzie łatwo, ale mamy na tyle dobry zespół, że z każdym podejmiemy walkę. Myślę, że szersze opinie na temat naszego potencjału będzie można wyrażać po rozegraniu 10 kolejek - kończy Aghwan Papikjan.

Z tej samej kategorii