Zrównoważone zakupy Unii Turza Śląska

Piotr Hauder
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Latem trener III-ligowca Piotr Hauder zrobił "wietrzenie szatni", ale zapewnia, że teraz jakościowo kadra jego drużyny wygląda lepiej niż w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. - Stało się to, co się stać musiało. W Unii od kilku lat dokonywano tylko drobnych retuszy, niektórzy piłkarze przyzwyczaili się do tego, że są i będą wiecznie - powiedział trener.

Zmiany w kadrze Unii Turza Śląska tego lata były bardzo duże. Z III-ligowcem rozstało się ośmiu zawodników, tyle samo dołączyło do drużyny trenera Piotra Haudera. Czy transfuzja na taką skalę była konieczna? - Jakościowo kadra mojej drużyny wygląda teraz lepiej, ale jak zawsze wszystko zweryfikuje boisko i mecze ligowe - twierdzi szkoleniowiec Unii. - Czy tak duże zmiany były konieczne? Powiem krótko - stało się to, co się stać musiało. W Unii od kilku lat dokonywano tylko drobnych retuszy, niektórzy piłkarze przyzwyczaili się do tego, że są i będą wiecznie. Widocznie potrzebowali nowego impulsu, by znowu się do gry w piłkę przykładać. To tyle, bo nie chcę powiedzieć jednego zdania za dużo.


Czy byli piłkarze, którzy odeszli, a których trener Hauder chętnie by zatrzymał? - Na pewno ktoś by się przydał, ale czasu już nie cofniemy, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić - mówi trener Unii Turza Śląska. - Skupiam się na pracy z tymi, którzy zostali w zespole. Kogo było najtrudniej przekonać do gry w moim zespole? Każdy zawodnik przyszedł do Turzy na zasadzie dobrowolności, nikt nie ciągnął ich na siłę. Najpierw były rozmowy z trenerem, potem z zarządem klubu i sprawę finalizowano.


W marcu br. trenerem bramkarzy w Unii został Piotr Paś. Teraz został zawodnikiem, ale nie stawiał żadnych warunków, że musi być numerem jeden między słupkami. - Piotrek Paś jest zbyt doświadczonym bramkarzem, by domagać się takich gwarancji - zapewnia Piotr Hauder. - Siedząc na ławce rezerwowych doszedł chyba do wniosku, że podczas meczów brakuje mu adrenaliny. Ja tylko cieszę się, że udało mi się go przekonać i zachęcić do kontynuowania gry w piłkę nożną.


W letnim okienku transferowym Piotr Hauder postanowił wzmocnić przede wszystkim siłę ofensywną swojego zespołu, pozyskując między Sławomira Musiolika i Bartłomieja Setlaka z Polonii Bytom, Tomasza Okraszewskiego z Piasta Gliwice oraz Marka Gładkowskiego, z którym ROW 1964 Rybnik nie przedłużył kontraktu. - To pozory, że zwiększyliśmy tylko siłę ognia – zapewnia trener Hauder. - Zakupy były proporcjonalne do potrzeb. W tej chwili mamy trzech bramkarzy, bo do Piotra Pasia i Marcina Musioła dołączył Mateusz Szczotek z Przyszłości Rogów. Pozyskaliśmy bocznego obrońcę Mateusza Krzyżoka z Odry Centrum Wodzisław, a na środek defensywy Konrada Powałę z Podbeskidzia Bielsko-Biała. Ten ostatni transfer nie został jeszcze sfinalizowany, bo klub z Bielska nie uznaje wysokości ekwiwalentu za wyszkolenie, który regulują przepisy. Ale myślę, że wkrótce pomyślnie załatwimy tę transakcję. Okraszewski, Musiolik i Setlak to zawodnicy ofensywni, chociaż ten ostatni niekoniecznie. Bartek Setlak dojrzał piłkarsko, jest świetnie wyszkolony technicznie, ale dołoży też dużo jakości w grze defensywnej. Natomiast Dawid Hanzel zyskał konkurenta w ataku, a może partnera, w osobie Marka Gładkowskiego.


Nie będę opowiadał, jaki cel postawiłem przed zespołem rundzie jesiennej, bo planowanie dalekosiężne nie ma sensu. Po prostu chcę zdobyć trzy punkty w najbliższym meczu z Polkowicami. Wiem, że jest to wyświechtane powiedzenie, jak w przypadku skoczków narciarskich dwa równe skoki, ale liczy się tylko najbliższy mecz.

 

Z tej samej kategorii