Nowy nabytek Unii Turza Śląska nie jest mściwy

Doświadczony pomocnik Kamil Kostecki przyznaje, że trener III-ligowca Józef Dankowski skontaktował się z nim natychmiast, gdy w eter poszła wiadomość, że Pniówek Pawłowice go "odpalił". - Pojedynek z Pniówkiem nie będzie dla mnie najważniejszy, dla mnie i moich nowych kolegów będzie liczył się tylko najbliższy mecz ligowy - zapewnia "Kostek".

Kamil Kostecki
 /  fot. Mirosław Szozda  /  źródło: 400mm

BOGDAN NATHER: Kiedy klub z Turzy Śląskiej odezwał się do pana po raz pierwszy? Oferta z Unii była jedyną, czy najbardziej konkretną?
KAMIL KOSTECKI: - Trener Józef Dankowski skontaktował się ze mną natychmiast, gdy w eter poszła wiadomość, że Pniówek Pawłowice ze mnie rezygnuje. Ustaliliśmy jednak, że dopóki nie rozwiążę umowy z klubem z Pawłowic Śląskich, niczego nie podpisujemy. Była też dżentelmeńska umowa, że jeżeli pojawi się konkretna oferta z innego klubu, poinformuję o tym trenera Dankowskiego. Ja jednak od początku byłem zdecydowany na grę w Unii. Inne oferty? Były tylko zapytania z klubów IV-ligowych, ale ja wciąż czuję się na siłach grać w III lidze.

 

Jak przyjęli pana nowi koledzy klubowi? Z entuzjazmem, czy rezerwą?
KAMIL KOSTECKI: - Przyjęcie było takie, jak przyjmuje się nowych zawodników w innych drużynach. Z kilkoma piłkarzami Unii miałem już styczność, z kilkoma grałem w jednej drużynie. Marek Gładkowski, Paweł Staniczek, Marcin Musioł byli moimi kolegami klubowymi w Energetyku ROW-ie Rybnik, Piotrek Paś grał ze mną w Rybniku, a wcześniej w GKS-ie Jastrzębie.

 

Co pana przekonało, żeby podpisać kontrakt z Unią? Osoba trenera Józefa Dankowskiego?
KAMIL KOSTECKI: - Głównym argumentem „za” było najbardziej konkretne zainteresowanie przedstawicieli Unii, bym grał u nich. Wiem, że dam sobie radę w III lidze. Poza tym z domu do Turzy Śląskiej mam 7-8 kilometrów, co jest bardzo ważne, bo grę w piłkę nożną muszę łączyć z pracą zawodową.

 

Unia jedzie na tym samym wózku, co Pniówek Pawłowice, tzn. walczy o utrzymanie w III lidze. Mecz z byłym zespołem będzie dla pana najważniejszą potyczką w rundzie wiosennej?
KAMIL KOSTECKI: - Nie, najważniejszy dla mnie i moich nowych kolegów będzie tylko najbliższy mecz ligowy. Mecz z Pniówkiem Pawłowice będzie tylko jednym z wielu takich ważnych pojedynków. Musimy zdobyć jak najwięcej punktów, bo jeszcze nie wiemy, ile zespołów spadnie z III ligi. W II lidze zagrożone są przecież Kluczbork i Rozwój Katowice, które w przypadku degradacji znajdą się w naszej grupie.

 

Ma pan żal do działaczy Pniówka o nagłą rezygnację z pańskich usług?
KAMIL KOSTECKI: - Jakiś niesmak i żal na pewno pozostał, bo rozstanie było mało eleganckie, zwłaszcza jego forma. Mam na myśli to, że w rundzie jesiennej miałem dwie bardzo poważne kontuzje, ale w każdym meczu, w którym grałem, dawałem z siebie wszystko. Życie toczy jednak dalej, jeżeli ktoś zamyka przed tobą drzwi, to automatycznie otwierają się przed tobą inne drzwi. Tylko od nas zależy, które drzwi sobie otworzymy. Nie oglądam się zatem za siebie, tylko patrzę przed siebie i dam z siebie wszystko, by w następnym sezonie Unia Turza Śląska nadal grała w III lidze.

 

Co sprawi panu największą przyjemność w czerwcu br.?
KAMIL KOSTECKI: - Przyjemność sprawi mi zadowolenie ludzi, którzy w tym trudnym dla mnie momencie zaufali mi. Sprawa jest oczywista - jeżeli Unia się utrzyma, będę bardzo zadowolony. Nie mam w zwyczaju cieszyć się z cudzego nieszczęścia, wszystkim dobrze życzę.

 

Z tej samej kategorii