Trener Pniówka: Nie będę pobłażliwy

W ubiegły poniedziałek piłkarze trzecioligowego Pniówka Pawłowice Śląskie rozpoczęli przygotowania do rundy wiosennej. Na zajęciach pojawiło się kilku nowych zawodników, ale trener Jan Woś zapewnia, że kadra jego zespołu nie została jeszcze zamknięta i że będzie teraz bardziej wymagający wobec swoich podopiecznych.

Jan Woś
 /  fot. Mirosław Szozda  /  źródło: 400mm

BOGDAN NATHER: Jak się pan czuje, jako wartość dodana drużyny?
JAN WOŚ: - Jest taka stara piłkarska prawda, że weryfikują nas wyniki. Możemy sobie pogadać i opowiadać niestworzone rzeczy, ale przychodzi pierwszy mecz i wtedy sen trwa nadal, albo czar pryska. A całkiem serio - będzie to jedna z trudniejszych rund dla mojej drużyny w ostatnim czasie.

 

Skończyliście już montaż drużyny na rundę wiosenną, czy też spodziewa się pan jeszcze posiłków? Oczywiście nie chodzi mi o posiłki regeneracyjne…
JAN WOŚ: - Kadra Pniówka nie jest jeszcze zamknięta, będziemy na ten temat dyskutować co najmniej kilka dni. Potrzebujemy jeszcze jakiegoś ofensywnego zawodnika, bo jesienią strzeliliśmy tylko 23 bramki, a doszedł do nas - z zawodników o takiej charakterystyce - tylko Mateusz Habor. Defensywa została uzupełniona, bo doszli do nas Mateusz Wójcik ze Stali Stalowa Wola i Mateusz Nowara z Ruchu Radzionków.

 

Przed trzema tygodniami w wywiadzie dla „Sportu” Sławomir Szary powiedział, że ma pan pomysł na Pniówka. Na czym ów „pomysł” miałby polegać? Na grze trójką stoperów, albo dwójką napastników obok siebie?
JAN WOŚ: - Ze Sławkiem Szarym graliśmy razem w Odrze Wodzisław, więc w jego słowach było dużo kurtuazji (śmiech). Ktoś może powiedzieć, że kolega mi słodzi, więc ja muszę udowodnić, że nie jestem dziadem. Jednym z takich pomysłów jest gra trójką stoperów. Zastosowaliśmy ten wariant w meczu z Falubazem Zielona Góra i wyszło nieźle, bo mecz wygraliśmy. Do pełnej satysfakcji zabrakło nam zwycięstwa do zera, straciliśmy gola w 92 minucie. Ten wariant będziemy powielać w meczach u siebie, bo jesienią graliśmy zbyt otwarcie i często nadziewaliśmy się na kontrataki, z których wiele zakończyło się stratą bramki. Po prostu graliśmy nieodpowiedzialnie i to się musi zmienić.

 

W rundzie jesiennej narzekał pan na postawę młodzieżowców. Jest szansa, że wiosną coś się zmieni w tym względzie?
JAN WOŚ: - Nie miałem zastrzeżeń do postawy dwóch młodzieżowców. Jacek Wuwer i Maciej Gaszka grali nie ze względu na wiek, lecz ze względu na demonstrowany poziom sportowy. Trudno również czepiać się Kamila Witkowskiego, bo on nie miał udziału w żadnej ze straconych przez nas bramek. Na pewno więcej mógł dać w ofensywie, ale w destrukcji zrobił swoje. To solidny rzemieślnik. Patryk Antończak też miewał niezłe występy. Liczę na powrót do dobrej formy „Czapli”, czyli Dawida Morcinka. Nie chcę powiedzieć, że jest dobrze, by nie zapeszyć, ale nasi młodzi zawodnicy chcą solidnie pracować i rozwijać się. Pomóc mają im w tym doświadczeni piłkarze, których nie brakuje w moim zespole.

 

Po kontuzji i rehabilitacji wróci do kadry Kamil Glenc. Mocno liczy pan na niego, czy też będzie to klasyczny zmiennik?
JAN WOŚ: - Kamil latem chciał odejść z Pniówka, ale udało nam się go namówić, by został. Był podstawowym zawodnikiem, strzelił dwa gole i… złapał kontuzję, która wyeliminowała go z gry do końca rundy jesiennej. Liczę, że wiosną wróci do podstawowej jedenastki i będzie grał na prawej pomocy lub prawym wahadle. Przyda się, bo jest szybki, wydolny i najważniejsza rzecz - umie grać w piłkę.

 

Pniówek to bardzo dziwna drużyna - potrafi sprężyć się na ligową czołówkę i odbierać jej punkty, a traci seryjnie punkty z outsiderami. Znalazł pan logiczne wytłumaczenie tego stanu rzeczy?
JAN WOŚ: - Mój zespół jest zaawansowany wiekowo i rutyna często go gubi. Wielu zawodników, którzy rozegrali 200-300 meczów ligowych, obojętnie w jakiej klasie rozgrywkowej, wygrywa mecz już przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Uważają, że piłkarsko są lepsi, więc mecz jakoś się „przepchnie”, ale tak to nie działa. W tym momencie muszę sobie posypać głowę popiołem, bo często w takich sytuacjach byłem piłkarzem, a nie trenerem, starałem się ich zrozumieć, bo pracują fizycznie Wiosną moje podejście się zmieni, nie będzie rozgrzeszenia. Skoro przychodzisz na trening, decydujesz się na grę w III lidze, to dajesz z siebie maksa w każdym momencie. A jeżeli to ci nie pasuje, to możesz grać w A klasie, trenując dwa razy tygodniowo.

 

Podczas zgrupowania w Wiśle skoncentruje się pan na poprawie gry w defensywie? Jesienią straciliście 30 goli, to bardzo dużo.
JAN WOŚ: - W trakcie obozu skupimy się na przygotowaniu fizyczno-motorycznym, będziemy korzystali z siłowni i pobiegamy po górach. W sparingach główny nacisk położymy na poprawę gry destrukcyjnej.

Z tej samej kategorii