Kamil Cholerzyński: Numer 64? W hołdzie GieKSie!

- Mocno wierzę, że w czerwcu będę miał podwójne powody do świętowania - mówi 28-letni katowiczanin, wychowanek i kibic GKS-u, od rundy wiosennej występuje w Motorze Lublin.

Kamil Cholerzyński
 fot. Tomasz Lewtak  /  źródło: Materiał prasowy

MACIEJ GRYGIERCZYK: Jako zawodnik Motoru Lublin ma pan przyjemność grać w iście ekstraklasowej atmosferze.
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Szkoda, że taka drużyna jest w III lidze (Motor jest liderem grupy IV - dop. red.). Standardowa frekwencja jest na poziomie 3000 osób, co - jak na tę klasę rozgrywkową - jest bardzo dobrym wynikiem. Szkoda, że nie ma za wielu meczów, na które jest większe ciśnienie, choć rozmawiałem z kibicami i dowiedziałem się, że KSZO Ostrowiec, z którym teraz zagramy (sobota, 20.00 - dop. red.), jest w stanie dać na ten wyjazd 1000 biletów. Zmierzą się dwie drużyny zainteresowane awansem, więc może nasi fani pojadą właśnie w takiej liczbie. Nie będę ukrywał - gdyby nie ta otoczka, ci kibice, to nie ruszałbym się ze Śląska. Wiadomo, jak to jest. W Rozwoju Katowice, gdzie grałem ostatnio, jest fajna atmosfera, miło, rodzinnie, ale brakuje tego czegoś. Niektórym zawodnikom to pasuje. Ja zawsze byłem jednak nauczony występować przy dopingu. Obojętnie, czy wyzywają, czy nie... Zresztą, nawet dobrze, gdy ma cię kto opierdzielić.

Na Arenie Lublin jest głośno, żółto... Aż szkoda, że to nie Katowice?
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Z Motorem grałem wcześniej dwa razy. Raz - na GieKSie, gdy jeszcze była stara trybuna, nasze „Alcatraz”. Drugi raz - w Lublinie, na starym stadionie przy Alejach Zygmuntowskich. W porównaniu z tym, nawet Bukowa była konkretną areną. Dlatego więc gdy pierwszy raz przyjechałem do Lublina - był akurat wieczór - i zobaczyłem pięknie oświetloną Arenę, to pomyślałem: „Kurde, czy to aby na pewno III liga?”. W Katowicach po prostu musi powstać podobny stadion! To jednak wizytówka. Nic nie przyciągnie tylu ludzi, co sport, co piłka nożna. Obojętnie, co by się działo. Wiadomo - są wyjątki, ktoś w innej dyscyplinie lepiej zagra, jest chwilowe „boom” , ale futbol cały czas znajduje się na topie. Czy reprezentacja była na 30., czy 40. miejscu w rankingu FIFA - stadiony zawsze były w miarę pełne i każde duże miasto powinno mieć nowy obiekt. Nie teatr, nie centrum kongresowe, choć u nas w Katowicach akurat jest bardzo ładne. Ja kojarzę miasta po stadionach. Gdańsk, Warszawa z Narodowym... I tak dalej.

A skoro nowy stadion w Katowicach - to Bukowa czy okolice autostrady, ulicy Dobrego Urobku?
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Szczerze? Obojętnie, gdzie. Byleby wreszcie ruszyła budowa. Sentyment, powiązanie z danym miejscem zawsze jest, ale nie takie kluby jak GieKSa musiały zmieniać swoje miejsce. W Anglii przeniósł się choćby Arsenal. Gdyby w Katowicach powstał obiekt przy A4, przynajmniej byłby spokój z terytorium, bo stadion należałby w całości do Katowic.

Lublin już pan poznał? Starówka zwiedzona?
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Tak, choć na początku trudno było się zaaklimatyzować. Zamieszkałem tu w lutym, było szaro, ponuro. Po pierwszym dniu zastanawiałem się, co się tutaj dzieje. Mało aut, pusto... Nawet upewniłem się co do ludności - tak samo liczne miasto jak Katowice. Teraz, gdy pogoda się poprawiła, widać że Lublin żyje. Tyle że... podobno do lipca, gdy znów „umiera”, bo 1/3 mieszkańców to studenci.

W Motorze gra pan z numerem 64.
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Oczywiście w hołdzie dla GieKSy i roku jej założenia. Dużo klubowi zawdzięczam. Dotąd miałem „5”, ale uznałem, że czas najwyższy zmienić numer. Gdziekolwiek bym poszedł, GieKSa zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu.

Gdy podpisywał pan kontrakt z Motorem, padły słowa o chęci awansu w przyszłym sezonie. Wiosną wygraliście jednak wszystkie 11 meczów.
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Może kiepsko to zabrzmi, ale w prywatnych rozmowach każdy przyznawał, że te pół roku będzie na dotarcie się. Raczej nikt nie wierzył w awans. 13 punktów straty to bardzo dużo, niezależnie od poziomu rozgrywkowego. A w tej lidze jest kilka ciekawych drużyn, trzeba zasuwać jak wszędzie. Wygraliśmy jednak pierwszy, drugi, trzeci, czwarty mecz, a KSZO słabło. Teraz szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Rzadko zdarza się taka seria. Ktoś nawet próbował to sprawdzać i okazało się, że lepsza od nas jest tylko Stal Niewiadów. Ma chyba 29 zwycięstw z rzędu w „okręgówce” (grupa Piotrków Trybunalski - dop. red.). Dla nas kluczowe spotkania dopiero będą. Nie wszystko od nas zależy. Nawet gdy do końca sezonu nie stracimy punktu, musimy jeszcze oglądać się na Garbarnię Kraków, która ma od nas 3 punkty mniej, ale i dwa zaległe mecze.

Pan ostatnio wrócił na boisko po miesięcznej przerwie.
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Miałem problem z mięśniem dwugłowym. Fałszywa ambicja. Czułem go na treningach, ale uznałem, że w moim wieku gdy nic nie boli, to znaczy, że... coś się dzieje. Widać jednak, że był to sygnał od organizmu, że warto zluzować. Ja tego nie zrobiłem, bo gdy ma się serię zwycięstw, nikt nie chce wypaść ze składu. Zdecydowałem się wtedy zagrać w meczu w Małogoszczy i po kilku minutach naderwałem „dwójkę”. Teraz wskoczyłem do składu wskutek kontuzji kolegi. Z Avią Świdnik (2:0 - dop. red.) zagrałem na stoperze. Nie był to dla mnie problem, bo cały wiek juniora spędziłem na tej pozycji. Po jednym z okresów przygotowawczych dopiero trener Nawałka uznał, że powinienem grać „piętro” wyżej, ale nawyki zachowałem. To mój dodatkowy atut. Trener Sasal może korzystać ze mnie na kilku pozycjach.

To co? W czerwcu awans Motoru i GieKSy?
KAMIL CHOLERZYŃSKI: - Nieraz gdy leżę sobie przed zaśnięciem, rozmyślam o tym. Miałbym taki rok, jak nigdy dotąd. Druga liga z Motorem, GieKSa w ekstraklasie... Podejrzewam, że dwutygodniowy urlop mógłby okazać się za krótki na świętowanie. Obym po sezonie miał właśnie taki problem!

Gdzie w Katowicach powinien powstać nowy stadion?
Z tej samej kategorii