Adam Nocoń: Nie mam się czego wstydzić

Adam Nocoń
 fot. Mirosław Szozda  /  źródło: własne

Nikt nie wymagał od nas awansu, a celem było spokojne utrzymanie. Zrobiliśmy znacznie więcej i wypada mi tylko pogratulować chłopakom - mówi były już szkoleniowiec III-ligowego Ruchu Zdzieszowice.

Mirosław SZOZDA: Opuszcza pan klub, z którym do końca walczył pan o najwyższe cele, prezentując widowiskowy futbol. Za to raczej nie zwalniają, więc...
Adam NOCOŃ: - Przychodzi taki moment, kiedy trener dochodzi do wniosku, że już nic z zespołu nie wyciśnie. Właśnie taki moment miałem po przegranym meczu w Polkowicach. To był impuls, by siąść z prezesem i wszystko rozważyć. Zdecydowaliśmy, że po meczu z Górnikiem Wałbrzych się pożegnamy i tak też się stało. Rozstania nigdy nie są przyjemne, zwłaszcza gdy opuszcza się miejsce, gdzie przeżyło się naprawdę miłe chwile.

Odchodzi pan z podniesioną głową?
Adam NOCOŃ: - Nie mam się czego wstydzić. Drużyna wykonała kawał solidnej roboty, a jej efekty widzimy w końcowej tabeli. Oprócz wyników, cieszy mnie styl, w jakim przeszliśmy przez rozgrywki. Przychodząc do Ruchu, zastałem zespół jedną nogą w IV lidze, bo 17 pkt po jesieni - jak na możliwości tych chłopaków - to mizerny dorobek. Wzięliśmy się ostro do pracy i krok po kroku budowaliśmy jakość tej drużyny. Początki nie były łatwe, bo choć poprawiliśmy grę w obronie, sen z powiek spędzała nam ofensywa. W minionym sezonie te dwa elementy zgrały się ze sobą niemal idealnie. Świetny okres, poparty ciężką pracą, zakończyliśmy na 2. miejscu i do ostatniej kolejki mieliśmy szansę na awans. Praca w Zdzieszowicach była dla mnie przyjemnością.

Z awansu cieszą się w Jastrzębiu, ale mocno postraszyliście dzisiejszego II-ligowca.
Adam NOCOŃ: - Drużyna trenera Jarosława Skrobacza - podobnie jak my - w sezonie 2015/16 do końca walczyła o utrzymanie. Teraz były to najlepsze drużyny ligi. Zajęliśmy 2. lokatę, a będący za naszymi plecami Rekord Bielsko-Biała miał 12 punktów stray. To pokazuje, które drużyny w ciągu minionego roku zrobiły największy postęp. W Zdzieszowicach nikt nie wymagał awansu, a celem było spokojne utrzymanie. Zrobiliśmy znacznie więcej i wypada mi tylko pogratulować chłopakom. Grali skutecznie i widowiskowo. Naprawdę przyjemnie było na nich patrzeć. Zostaliśmy mistrzami wiosny, ale „wisienkę na torcie” zgarnął GKS 1962. Myślę jednak, że - dzięki naszej postawie - awans wywalczony po tak zaciętej rywalizacji smakuje w Jastrzębiu znacznie lepiej.

Nie rotował pan wiele składem. Czy Zyla, Rudnik, Kochański, Weremko, Wanat albo Sowiński tak mocno odstawali od czołowych zawodników?
Adam NOCOŃ: - Trzymam się zasady, że jeśli coś dobrze funkcjonuje, to nie należy tego zmieniać. Piłkarze, na których stawiałem, w większości spisywali się znakomicie i jako zespół praktycznie nie mieliśmy słabych punktów. Jeśli ktoś wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce, to na jakiej podstawie miałbym go sadzać na ławce? Konkurencja w zespole była naprawdę spora. Nieraz miałem dylemat, na kogo postawić w danej chwili. Wybierałem najlepszego, bo u mnie zawsze grają najlepsi. Wyniki i styl pokazały, że były to słuszne wybory.

Jakie relacje miał pan z prezesem Krystianem Chmielem?
Adam NOCOŃ: - Prezesa będę wspominał bardzo miło, bo nigdy nie było między nami większych nieporozumień. Szanuję go za to, co robi dla klubu, bo wiem, że bez niego piłki na III-ligowym poziomie w Zdzieszowicach by nie było. Rozstaliśmy się w bardzo dobrej atmosferze.

Zapewne za jakiś czas podejmie pan pracę w innym klubie. Którego z piłkarzy „Zdzichów” pociągnąłby pan za sobą?
Adam NOCOŃ: - Jest ich wielu, ale zdecydowany numer 1 to Dawid Czapliński, który ma papiery na wyższą ligę.

Swego czasu „Czapla” - podobno - odmówił Legii Warszawa. Teraz mówi się, że propozycję złożyła mu szczecińska Pogoń. Czy ten napastnik poradziłby sobie w ekstraklasie?
Adam NOCOŃ: - Jeśli szybko zaaklimatyzowałby się w nowym środowisku, to jestem przekonany, że tak. Ten zawodnik ma naprawdę wielkie umiejętności. Nim przejąłem drużynę, z różnych stron szeptano mi, że to postać trudna w prowadzeniu, co okazała się nieprawdą. To profesjonalista w każdym calu, z którym praca jest wielką przyjemnością. Dawid dałby sobie radę na wyższym poziomie, czego mu serdecznie życzę.

Jaki był najtrudniejszy moment w pańskiej pracy w Zdzieszowicach?
Adam NOCOŃ: - W ubiegłym sezonie - walcząc o utrzymanie - przegraliśmy 0:1 w Piotrówce. Potrzebowaliśmy wtedy punktów, a wróciliśmy z niczym. Pamiętam, jak podczas pomeczowego wywiadu dziennikarz regionalnej telewizji podsumował naszą rozmowę: „ten wynik to pogrzeb Zdzieszowic”. Słysząc to, poczuliśmy się naprawdę fatalnie. Tego dnia i przez kilka następnych przeżywaliśmy wyjątkowo trudne chwile. Na szczęście obyło się bez nerwowych ruchów, a później charakter i wiara we własne umiejętności pozwoliły nam zrealizować cel.

Jest jakaś decyzja, której pan żałuje? Może kogoś pan nie docenił, albo… przecenił.
Adam NOCOŃ: - Tylko ten się nie myli, kto nic nie robi. Każdy z nas popełnia błędy, choć przyznam, że nie przypominam sobie takiej sytuacji.

Jakie ma pan plany na przyszłość? Na wieść, że jest pan do wzięcia telefony się pewnie rozdzwoniły ...
Adam NOCOŃ: - Rzeczywiście, po moim odejściu ze Zdzieszowic odebrałem dwa; jeden od żony, drugi od syna... Do końca czerwca mam ważny kontrakt z Ruchem, więc o nowym klubie pomyślę od lipca. O nowej pracy można mówić wtedy, gdy parafuje się umowę, a takowej jeszcze nigdzie nie podpisałem.

 

Czy wiesz, że...
Urodzony 12 czerwca 1971 roku w Bolesławcu Adam Nocoń był zawodnikiem Górnika Zabrze, Ruchu Radzionków (dwukrotnie), Carbo Gliwice, GKS-u Bełchatów (11 meczów w ekstraklasie). Jako trener prowadził m.in. GKS Tychy, Nadwiślana Góra, LKS Bełk, Beskid Skoczów. W Zdzieszowicach pracował od 23 grudnia 2015 roku, prowadząc Ruch w 49 meczach, notując 29 zwycięstw, 10 remisów i 10 porażek. Bilans bramkowy - 79:36.

 

 

Z tej samej kategorii