Stoper ROW-u zapewnia, że nie zlekceważy outsidera tabeli

Dawid Bober przyznaje, że trener Roland Buchała perfekcyjnie rozpracowuje przeciwnika. Reszta zależy od… piłkarzy. W najbliższej kolejce rybniczanie zmierzą się z "czerwona latarnią" drugoligowej tabeli - Gwardią Koszalin. - Nie mamy prawa nikogo lekceważyć, bo jeszcze niedawno sami byliśmy blisko strefy spadkowej - stwierdzi obrońca ROW-u.

Dawid Bober
 /  fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

BOGDAN NATHER: Czuje się pan „ojcem” zwycięstwa ROW-u w Bełchatowie?
DAWID BOBER: - Na pewno nie. Co mogę powiedzieć o naszym ostatnim meczu? Po siedmiu meczach, w których nie miałem klarownych sytuacji do zdobycia gola, piłka wreszcie mnie „szukała”. W pierwszym przypadku Robert Tkocz idealnie zacentrował z rzutu wolnego, a mnie wystarczyło uderzyć głową z 11 metrów. To była naprawdę bardzo ładna bramka. Natomiast zdobycie drugiej poprzedził faul na Sebastianie Musioliku i uderzenie po ziemi z rzutu wolnego Mariusza Muszalika. Nasz kapitan uderzył piłkę po ziemi, bo boisko było bardzo grząskie, bramkarz Bełchatowa „wypluł” piłkę, ta odbiła się od Sebastiana (Musiolika) i trafiła do mnie. Musiałem tylko dołożyć nogę, by z 5 metrów posłać piłkę do siatki.


Pamięta pan, kiedy ostatni raz strzelił gola w II lidze?
DAWID BOBER: - Moment… To było chyba w meczu z Kotwicą Kołobrzeg.


Zgadza się, ale to był już pół roku temu. Czemu przerwa była taka długa? Okazji chyba nie brakowało?
DAWID BOBER: - Pod koniec poprzedniego sezonu miałem problem, by znaleźć się w dogodnej sytuacji. Teraz było podobnie. Trenujemy stałe fragmenty gry, na treningach to wychodziło, a w meczach miałem z tym problem. Cieszę się, że przełamałem się w debiucie trenera Rolanda Buchały. On nas uczulał, żeby przy rzutach wolnych przynajmniej trzech z nas czyhało na błąd bramkarza. W Bełchatowie oprócz mnie robili to Sebastian Musiolik i Sebastian Siwek.


Trener Roland Buchała po meczu przyznał, że po raz pierwszy graliście w nowym ustawieniu. Na czym ów manewr polegał?
DAWID BOBER: - W ofensywie obowiązywał układ 3-4-3, natomiast w defensywie 5-3-2. Graliśmy trójką stoperów oraz dwoma bocznymi obrońcami. Tymi wahadłami byli młodzieżowcy - Dawid Kalisz i Krzysztof Koch.


Wreszcie wygraliście mecz na wyjeździe. To zapowiedź lepszych czasów?
DAWID BOBER: - Rzeczywiście, w poprzednich meczach wyjazdowych szło nam jak po grudzie. Poprzedni mecz wyjazdowy z Legionovią ułożył się dla nas wręcz katastrofalnie. Do przerwy przegrywaliśmy 0:2, pierwszy gol dla gospodarzy padł po uderzeniu zza pola karnego w samo „okienko”. W tej sytuacji nie mogliśmy nic zrobić. Graliśmy bardzo słabo i nie potrafię tego w racjonalny sposób wytłumaczyć. W wielu meczach jednak nie wyglądaliśmy najgorzej, ale zawsze czegoś brakowało i to przeciwnik zadawał decydujący cios. Mam nadzieję, że mecz w Bełchatowie był punktem zwrotnym w naszych występach na obcych boiskach.


W najbliższy piątek zagracie z Gwardią Koszalin, która jest „czerwoną latarnią” tabeli. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jesteście faworytem tego spotkania. W takich sytuacjach najgroźniejszy dla faworyta jest… on sam, bo lekceważy przeciwnika, gubi go zbytnia pewność siebie. Wam to nie grozi?
DAWID BOBER: - Nie mamy prawa nikogo lekceważyć, bo jeszcze niedawno sami byliśmy blisko strefy spadkowej. Zwycięstwo w Bełchatowie pozwoliło nam złapać lekki oddech, lecz nasza przewaga nad zespołami znajdującymi się w strefie spadkowej wynosi tylko trzy punkty. Trener Roland Buchała odpowiednio nas motywuje, już w poniedziałek powtarzał, że w następnym meczu gramy o trzy punkty i nic innego go nie interesuje. Doskonale rozpracowuje przeciwnika, wskazuje jego słabe punkty oraz podpowiada, jak zneutralizować jego atuty. To połowa sukcesu, reszta zależy od nas. Jeżeli wykonamy swoje zadanie na boisku, to możemy liczyć na kolejne zwycięstwo.

Z tej samej kategorii