Krzysztof Gancarczyk: - Nikogo się nie boimy!

Pomocnik GKS-u 1962 Jastrzębie jest przekonany, że jego drużyna ma realne szanse na awans do pierwszej ligi.

Krzysztof Gancarczyk
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

BOGDAN NATHER: Pierwsze mecze ligowe w Jastrzębiu rozpoczynał pan na ławce rezerwowych. Był pan z tego powodu rozczarowany, może nawet rozgoryczony?
KRZYSZTOF GANCARCZYK: - Każdy piłkarz trenuje po to, żeby grać w podstawowym składzie. Nie miałem żalu do trenera o to, że rozpoczynam mecze na ławce rezerwowych. Mój niefart polegał na tym, że podczas treningu zostałem uderzony w kolano i w ostatnim tygodniu przed inauguracją rozgrywek przez trzy dni nie trenowałem. To był jeden z tych powodów, dla których nie grałem od pierwszej minuty w kilku spotkaniach. Czekałem zatem na swoją szansę i w każdym meczu, w którym grałem, dawałem z siebie dużo. Wnosiłem sporo ożywienia do gry i myślę, że zasłużyłem na grę w podstawowej jedenastce.

 

W tej chwili może pan już grać z kolegami z drużyny na pamięć?

Wasz najlepszy mecz w rundzie jesiennej?

 

W niedzielę zagracie z Radomiakiem, który jeszcze nie przegrał żadnego meczu. Perspektywa, że będziecie pierwszym pogromcą tego zespołu jest bardzo kusząca?

Jesteście w stanie wywalczyć na mecie miejsce w pierwszej trójce, premiowane awansem na zaplecze ekstraklasy?

 

Najlepszy piłkarz wśród braci Gancarczyków? Proszę ustalić kolejność od pierwszego do piątego.

 

Co odpowiedział Krzysztof Gancarczyk na te i inne pytania, przeczytasz tylko w papierowym, piątkowym wydaniu "Sportu".

 

Z tej samej kategorii