Trener beniaminka z Jastrzębia 7 punktów bierze z pocałowaniem ręki

Szkoleniowiec GKS-u 1962 Jastrzębie Jarosław Skrobacz przed wyjazdowym meczem ze Stalą Stalowa Wola szuka wariantu, który pomoże złagodzić absencję w składzie defensywnego pomocnika, Damiana Tronta. - Ma wpływ na postawę innych zawodników, dlatego trudniej go zastąpić niż kogoś innego w zespole - przekonuje trener.

Jarosław Skrobacz
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

BOGDAN NATHER: Gdybym w lipcu zaproponował panu siedem punktów z trzech meczach, wziąłby pan ten kapitał w ciemno?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Na pewno nie liczyliśmy na tak udany start. Kluczbork to zespół, którego inne drużyny powinny obawiać się przez cały czas, Gryf Wejherowo od kilku lat gra w II lidze, podobnie Błękitni Stargard. Te spotkania wbrew pozorom nie były łatwe, więc 7 punktów wziąłbym z pocałowaniem ręki.


Przysłowie mówi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Słyszałem już nawet głosy, że GKS Jastrzębie włączy się do walki o awans do I ligi. Pan już też odczuł, że niektórym „zagotowały się głowy”?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Część kibiców emocjonalnie związanych z GKS-em Jastrzębie za bardzo chce uwierzyć, że będzie podobnie jak w III lidze. Ale teraz jest zupełnie inne rozdanie. Krzysiek Gancarczyk, Bartek Semeniuk, czy Szymon Stach to uzupełnienie składu, jesteśmy piłkarsko tak samo mocni jak półtora roku temu. Cieszę się natomiast, że postępy robi młodzież - Tomek Dzida, Piotrek Trąd, Maciek Gaszka. Ten ostatni najprawdopodobniej zostanie wypożyczony do Pniówka Pawłowice, być może zagra już w sobotę przeciwko Ślęzie Wrocław. Wracając jeszcze do naszych planów – staramy się poprawiać pewne elementy gry, chcemy urozmaicić grę w ofensywie. Ale to wymaga ćwiczeń, często nużących, ale najważniejsze, żeby przyniosło efekty. Byłoby cudownie, gdyby udało się powalczyć o awans, ale bądźmy realistami - 8 miejsce po rundzie jesiennej zagwarantowałoby nam spokojną zimę, bez nerwowych ruchów.


Nikt nie wywiera na panu i piłkarzach presji? Pana przed inauguracją rozgrywek satysfakcjonował środek tabeli.
JAROSŁAW SKROBACZ: - I nic się w tej materii nie zmieniło. Nie wyobrażam sobie, by ktoś na nas taka presję wywierał w tej chwili. Jeżeli tak, to musiałoby dojść do spotkania zarządu klubu i rady nadzorczej, bo realizacja takich planów pociąga za sobą duże koszty. A na nie trener nie ma wpływu.


Trenerzy Andrzej Konwiński z MKS-u Kluczbork i Piotr Piekarczyk z ROW-u Rybnik wskazali na pańską drużynę jako na czarnego konia tych rozgrywek. Co pan na to?
JAROSŁAW SKROBACZ: - To bardzo miłe z ich strony. Piotrek Piekarczyk zna chyba najlepiej nasz zespół spośród innych trenerów drugoligowych, zna realia tej ligi. Andrzej Konwiński przed meczem w Jastrzębiu też nas „prześwietlał”. To fajne, że ktoś nas docenia i widzi, że dzieje się u nas coś pozytywnego. Ale czarny koń nie musi awansować, wystarczy, że gra dobrze.


Przed rozpoczęciem obecnego sezonu drużynę ze Stalowej Woli wymienił pan - obok GKS-u Bełchatów - jako głównego kandydata do awansu do I ligi. Wycofuje się pan z tej prognozy?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Zdobytych punktów nikt nam już nie zabierze, ale nie wycofuję się ze swoich słów, bo trudno przesądzać sprawę po zaledwie trzech kolejkach. „Stalówka” jest budowana systematycznie, wzmocnienia są na każdej pozycji, jest rywalizacja o miejsce w podstawowym składzie. A to są warunki postępu. Ponadto wynik ostatniego meczu Stali z Bełchatowem nie odzwierciedla wydarzeń na boisku. Gospodarze lepiej operowali piłką i… stracili bramkę. Potem przeciwnik ich punktował po kontratakach. W Stalowej Woli to nie my będziemy faworytem.


Czyli remis ze „Stalówką” będzie do przyjęcia?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Nie pojedziemy do Stalowej Woli z nastawieniem, że „murujemy” bramkę. Na pewno też nie będziemy cały czas grali wysokim pressingiem i nie będziemy atakowali na „hurra”. Remis oczywiście będzie do zaakceptowania, lecz jedziemy tam po to, by wygrać i zdobyć trzy punkty.


Przed meczem w Stalowej Woli nie zdążył wykurować się pomocnik Damian Tront. Jego absencja była odczuwalna w poprzednim meczu z Błękitnymi Stargard. Znalazł pan sposób, jak „załatać dziurę”, która powstała w II linii?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Strata Damiana to dla mnie spory problem. On jest nie tylko świetnym defensywnym pomocnikiem, ale ma wpływ na postawę innych zawodników. Dlatego trudniej go zastąpić niż kogoś innego w zespole. Pomyślimy, jak ustawić zespół, ale będzie to trochę inne ustawienie niż w ostatnim meczu z Błękitnymi.

Z tej samej kategorii