ROW 1964 Rybnik znowu balansuje na krawędzi

Piotr Piekarczyk
 /  fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

W trzech pierwszych spotkaniach ligowych w tym roku drużyna trenera Piotra Piekarczyka zdobyła siedem punktów i uciekła ze strefy spadkowej. Dwa kolejne mecze - z Rakowem Częstochowa i Polonią Bytom - jednak przegrała i widmo degradacji do trzeciej ligi znowu zagląda jej głęboko w oczy. Chcąc oddalić niebezpieczeństwo, musi wygrać z Odrą Opole.

BOGDAN NATHER: Po trzech kolejkach rundy wiosennej, w których zdobyliście 7 punktów, wydawało się, że jesteście w komfortowej sytuacji. Dwie porażki - z Rakowem i Polonią Bytom - sprawiły jednak, że sytuacja ROW-u nie jest już taka komfortowa. Gdzie upatruje pan przyczyn tej „zadyszki”?
PIOTR PIEKARCZYK: - Nie ma jednej przyczyny naszych ostatnich niepowodzeń. Po meczu z Rakowem powiedziałem na konferencji prasowej, że mam wątpliwości co do obu rzutów karnych i czerwonej kartki dla mojego pomocnika, Dominika Budzika. Po chłodnej, spokojnej analizie mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że dla nas rzut karny był ewidentny, a dla Rakowa to było 50 na 50 procent. Ale nie czepiam się. Natomiast czerwona kartka dla Budzika była błędem arbitra, bo kilka wcześniejszych fauli zawodników gości było groźniejszych niż mojego zawodnika, a mimo to uszły im one płazem.


Ostatni mecz z Polonią Bytom też był pełen kontrowersji?
PIOTR PIEKARCZYK: - Przy pierwszej bramce dla gospodarzy ewidentnie zaspaliśmy, straciliśmy ją w bardzo głupi sposób. Zaremba z 5 metrów trafił piłką w poprzeczkę i spadła ona pod nogi Sławomira Musiolika, który tylko dopełnił formalności. Drugi gol z rzutu wolnego Szkatuły był z gatunku „stadiony świata”, piłka po uderzeniu z 25 metrów wpadła w „okienko” naszej bramki.


Była szansa, by doprowadzić do remisu?
PIOTR PIEKARCZYK: - Owszem. Mariusz Muszalik najpierw trafił w słupek, potem stojąc 7 metrów od bramki i mając przed sobą tylko Michalaka, nie strzelił gola, natomiast Witek Cichy główkował z 5 metrów, ale nie trafił w światło bramki. Gdyby to wpadło, mogliśmy wracać z Bytomia z jednym punktem.


Po raz pierwszy od początku meczu zagrał wspomniany już przez pana Muszalik. Jak się układała jego współpraca na boisku z Mariuszem Zganiaczem?
PIOTR PIEKARCZYK: - Mówiłem już po meczu z Rakowem, że brakowało przytrzymania piłki w środku boiska i dokładnych podań do napastników, „do nogi”, a nie na dobieg. Wierzę, że teraz, gdy Muszalik jest zdrowy w stu procentach, w następnych spotkaniach będzie to coraz lepiej wyglądało.


„Muszi” wytrzymał trudy spotkania z Polonią kondycyjnie?
PIOTR PIEKARCZYK: - Grał bardzo mądrze i nie zauważyłem, by fizycznie odstawał od pozostałych kolegów z drużyny.


W piątek do Rybnika przyjeżdża Odra Opole, która do niedawna zajmowała fotel lidera. Beniaminek jednak w ostatnich dwóch kolejkach zawiódł na całej linii, bo zdobył zaledwie jeden punkt i ustąpił miejsca na szczycie tabeli zespołowi z Częstochowy. Liczy pan na to, że nie zdołają przezwyciężyć kryzysu albo że będą grali bardzo nerwowo?
PIOTR PIEKARCZYK: - W II lidze poziom jest tak wyrównany, że każdy może wygrać z każdym. Zresztą nie tylko w naszej lidze, proszę popatrzeć na ostatnie wyniki w I lidze, gdzie sensacja goniła sensację. Dlatego uważam, że nie stoimy na straconej pozycji. Podejmiemy walkę i będziemy walczyć o trzy punkty, bo nie mamy nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Myślę, że o wyniku naszego piątkowego spotkania zadecyduje tak zwana dyspozycja dnia.


Po ostatnich niepowodzeniach zamierza pan dokonać korekt w wyjściowym składzie?
PIOTR PIEKARCZYK: - Zmiany w wyjściowej jedenastce na pewno będą, ale proszę nie oczekiwać, że teraz wszystko przewrócę do góry nogami. Będzie to raczej kosmetyka, ale szczegółów nie zamierzam zdradzać, by nie ułatwiać zadania przeciwnikowi.

 

Z tej samej kategorii