Smyła: Milik jest gwarancją europejskiej jakości piłkarskiej dla każdego klubu

Transfer Arkadiusza Milika do SSC Napoli wzbudza wiele emocji. Pamiętać trzeba, że były zawodnik Rozwoju Katowice.

Wojciech Król Arkadiusz Milik Mirosław Smyła
 /  fot. rozwoj.info.pl  /  źródło: Materiał prasowy

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Rozumiem, że przeskok Arka Milika z Eredivisie do Serie A - za rekordową kwotę - nie zaskoczył pana?
MIROSŁAW SMYŁA*: - Kariera Arka od samego początku prowadzona była modelowo. Trener Sławomir Mogilan w piłce młodzieżowej rozwijał w treningu indywidualnym jego umiejętności techniczne, doprowadzając do stanu, w którym lewą nogą Arek wiąże krawaty. Również wprowadzanie do piłki seniorskiej było bardzo poukładane. Trenował przez jakiś czas z pierwszą drużyną, potem wracał do swych rówieśników; grywał po parę minut z seniorami, równolegle sięgał po medal mistrzostw Polski juniorów. Dobre były też kolejne wybory klubów: Górnik zamiast Legii - bo Adam Nawałka dawał gwarancję, że „wytrzyma ciśnienie” i będzie cierpliwie na Arka stawiał. Później „transfer życia” do Leverkusen, który - wobec faktu, że nie wywodził się z „bogactwa rodzinnego” - dał mu stabilizację i możliwość skupienia się wyłącznie na piłce. Wypożyczenie do Ajaksu też nastąpiło w odpowiednim momencie; poszedł tam w momencie, w którym była szansa na regularne występy. No i teraz przeskok do klubu już topowego, ale w chwili, gdy ten traci swą największą gwiazdę na pozycji „dziewiątki” i potrzebuje jej następcy.
Liga włoska jest tą, do której Milik będzie pasować?
MIROSŁAW SMYŁA: - Nie boi się twardo grających obrońców. Jest przecież i fizycznie, i charakterologicznie „facetem z jajami”. Żadna stykowa piłka mu nie straszna, jest przygotowany do każdej sytuacji, w której trzeba powalczyć. W mistrzostwach Europy pokazał, ile kilometrów potrafi „nabiegać” w meczu. Owszem, malkontenci mogą mu wytknąć nieskuteczność we Francji, ale - po pierwsze - w tych sytuacjach też trzeba umieć się znaleźć, po drugie - u Arka okres, w którym „zaciął się” strzelecko, nigdy nie trwał długo. Pewny więc jestem, że we Włoszech bramek nastrzela sporo.
U nastoletniego Arkadiusza Milika kiedykolwiek pojawiała się Serie A jako ta wymarzona liga?
MIROSŁAW SMYŁA: - Myślę, że była to raczej Premier League. Może stąd, że od wielu lat Rozwój raczej rozwijał współpracę z angielską piłką. Sam miałem okazję - dzięki klubowi - gościć na meczach Chelsea i Tottenhamu. Arek też - jako 16-latek - miał okazję potrenować z Reading i „Kogutami”. Do dziś zresztą grupy juniorskie mają okazję bywać w Niemczech, w Holandii; tych chłopaków po prostu przygotowuje się u nas do europejskiego stylu gry.
„Facet z jajami” będzie więc strzelać bramki we Włoszech - jak pan mówi. Zatem potem - jako wyższy poziom - zostaje mu już tylko Premiership?
MIROSŁAW SMYŁA: - Na pewno nie Primera division, bo - moim zdaniem - liga hiszpańska to nie jest piłka dla Arka. Ale te angielskie boiska pewnie będzie mieć z tyłu głowy. Wiem, że może brzmi to górnolotnie, ale... chyba mamy prawo tak mówić, skoro „porodziły się” nam w tej chwili takie gwiazdy... Nie wstydźmy się chęci wyjścia na salony; Arek jest dziś gwarancją europejskiej jakości piłkarskiej dla każdego klubu.

 

* pierwszy trener Arkadiusza Milika w seniorskiej piłce, w Rozwoju Katowice 

Z tej samej kategorii