Jan Furlepa: Nie płaczę nad rozlanym mlekiem

W meczu „na styku” zdarzają się nam chwile drzemki, zawahania, co dobry przeciwnik natychmiast bezlitośnie wykorzystuje. Sparing z GKS-em Jastrzębie obnażył wiele naszych mankamentów, więc dostałem materiał do analizy i pokażę moim zawodnikom, czego muszą się wystrzegać i nad czym pracować - podkreśla trener MKS-u Kluczbork.

Jan Furlepa
 fot. Krzysztof Dzierżawa  /  źródło: Pressfocus

BOGDAN NATHER: Zimą z pańskiej drużyny odeszło pięciu zawodników - Wojciech Kochański, Dominik Kościelniak, Eryk Rakowski, Damian Warchoł i Dawid Wolny. Gdyby to od pana zależało, zatrzymałby pan któregoś z nich?

JAN FURLEPA: - Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie miałem na to żadnego wpływu. Gdyby to jednak ode mnie zależało, jednego z wymienionych przez pana piłkarzy na pewno widziałbym w swoim zespole. A kto wie, może nie tylko jednego…

 

Na razie nie pochwaliliście się żadnym transferem. W ostatnim sparingu z GKS-em 1962 Jastrzębie pojawiło się aż pięciu zawodników testowanych. Dlaczego nie podajecie nazwisk sprawdzanych piłkarzy? Z czego wynika ta asekuracja? Klubowi działacze pracują opieszale, czy to pan nie jest jeszcze zdecydowany?

JAN FURLEPA: - Nie ma pośpiechu. Jeden z testowanych zawodników w sparingu z Jastrzębiem oblał egzamin i już się więcej u nas nie pojawi. Jaki byłby sens w podaniu jego nazwiska? Sprawdzam zawodników nie w jednym sparingu i nie przez 45 minut, muszę im się przyjrzeć bardzo dokładnie, nim podejmę ostateczną decyzję w kwestii ich przydatności do zespołu. Nowych twarzy będę szukał jeszcze przez dwa tygodnie, potem w grę wchodzi tylko „złoty strzał”. Z jednym z testowanych zawodników umówiłem się, że zagra jeszcze w sobotnim meczu kontrolnym ze Stalą Brzeg i wówczas dam mu ostateczną odpowiedź. Współpraca z działaczami w Kluczborku układa się bardzo dobrze, to ja „grymaszę”.

 

No to inaczej - jakie są pańskie priorytety w transferowych poszukiwaniach?

JAN FURLEPA: - Potrzebny mi jest boczny obrońca i boczny pomocnik. Lewą stronę mam dobrze zabezpieczoną, potrzebuję zawodników na prawą flankę. Ale nie chodzi mi o sztuki, tylko o piłkarzy, którzy nam pomogą w walce o utrzymanie w II lidze, podniosą jakość w zespole. Poza tym przydałby się nam wartościowy środkowy obrońca. Gdyby był młodzieżowcem, byłaby pełnia szczęścia. Wartościowi zmiennicy też są potrzebni w drużynie.

 

Po objęciu funkcji trenera w Kluczborku pertraktował pan z zawodnikami, z którymi ongiś pracował w GKS-ie Jastrzębie. Mam na myśli Łukasza Pielorza, Michała Chrabąszcza, czy Marcina Radzewicza. Jak wiadomo, żaden z nich nie trafi pod pańskie skrzydła. Chrabąszcz został w Polonii Bytom, „Radza” do niej dołączył, a Pielorz wybrał IV-ligowy SK Bischofshofen. Jest pan rozczarowany, że żaden z ich nie skorzystał z pańskiej oferty?

JAN FURLEPA: - Takie jest życie. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Podjęli takie, a nie inne decyzje i muszę je uszanować. Nic innego mi nie pozostało.

 

Który z nich był najbliżej Kluczborka?

JAN FURLEPA: - Wydawało mi się, że Łukasz Pielorz. On byłby naprawdę dużym wzmocnieniem. Zdecydował się na grę w Austrii z powodów finansowych i rodzinnych. Jego żona podobno otrzymała tam pracę. Ale to nie ma już żadnego znaczenia, Pielorza u nas nie ma i nie będzie. Nie mam zamiaru płakać nad rozlanym mlekiem.

 

Ostatni sparing z GKS-em 1962 Jastrzębie otworzył panu oczy na mankamenty w grze MKS-u?

JAN FURLEPA: - Przede wszystkim zauważyłem wiele pozytywów, chociaż pomyłek oczywiście też się nie ustrzegliśmy. Powielamy jeszcze błędy, które w rundzie jesiennej spowodowały, że drużyna z Kluczborka straciła mnóstwo punktów, remisując wygrane mecze lub przegrywając zremisowane. W meczu „na styku” zdarzają się nam chwile drzemki, zawahania, co dobry przeciwnik natychmiast bezlitośnie wykorzystuje. Jastrzębie jest takim przeciwnikiem, obnażył wiele naszych mankamentów, więc dostałem materiał do analizy i pokażę moim zawodnikom, czego muszą się wystrzegać i nad czym pracować.

Z tej samej kategorii