Mariusz Muszalik: Robi się tragicznie

Mariusz Muszalik
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Chcielibyśmy, żeby kibice nas wspierali, a nie wyzywali. Oni tu zostaną na całe życie, a my jesteśmy tylko piłkarzami. Rozumiem więc ich niepokój - mówi kapitan ROW-u 1964 Rybnik. - W sobotę gramy z Rozwojem Katowice. Jeśli wygramy ten mecz, pokaże się światełko w tunelu - dodaje.

MICHAŁ TRELA: Po meczu w Niepołomicach trener Piotr Piekarczyk powiedział, że był to wasz najlepszy wyjazdowy występ w tej rundzie. Uważa pan, że porażka 0:2 była zasłużona?
MARIUSZ MUSZALIK: - Myślę, że była niezasłużona, bo w drugiej połowie pokazaliśmy, że chcemy i potrafimy grać w piłkę. Na boisku Puszczy nie było to jednak za bardzo możliwe. Mecz ustawiły dwie szybko zdobyte przez przeciwnika bramki. Druga połowa była lepsza, ale też - co tu dużo mówić - było to spowodowane tym, że rywal trochę się cofnął. Najgorsze jednak jest to, że nie punktujemy. W tym roku został nam jeszcze jeden mecz. W sobotę zagramy u siebie z Rozwojem Katowice. Musimy zrobić wszystko, by wreszcie zwyciężyć, bo nasza sytuacja w tabeli wygląda tragicznie.

 

Trzy razy z rzędu przegraliście do zera, nie wygraliście żadnego z pięciu spotkań. Zaczyna się robić niebezpiecznie?
MARIUSZ MUSZALIK: - Niebezpiecznie było od dawna. Teraz się zrobiło bardzo niebezpiecznie. Zdajemy sobie z tego sprawę. Jesteśmy świadomi tego, co się dzieje w tabeli, ale na pewno rozwiążemy to sobie w szatni. W ostatnim meczu musimy zdobyć 3 punkty. Musimy wyjść na boisko i dać z siebie tyle, ile jesteśmy w stanie. Ale to jest tylko piłka. Wynik jest zawsze sprawą otwartą.

 

Czujecie, że zasługujecie na miejsce niemal na dnie II-ligowej tabeli?
MARIUSZ MUSZALIK: - Przyczyn tego stanu jest wiele, ale tabela nie kłamie. Nie mam na dziś żadnych argumentów, żeby się tłumaczyć. Boisko pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy. Mamy w tej lidze najwięcej porażek, najmniej strzelonych goli i najwięcej straconych. Z liczbami się nie dyskutuje. Jesteśmy zawodowcami, za grę bierzemy pieniądze i na boisku musimy udowadniać miejsce, na które zasługujemy. Skoro jesteśmy na dole, to znaczy, że na to zasłużyliśmy.

 

Straty nie są duże, do bezpiecznej strefy brakuje wam raptem 3 „oczek”. Nie obawia się pan jednak, że na wiosnę będzie jeszcze trudniej punktować?
MARIUSZ MUSZALIK: - Czego ja się mam obawiać? To tylko sport. Nie mamy już nic do stracenia. Jesteśmy praktycznie na samym dnie, bo gdyby nie punkty odebrane Polonii Bytom, bylibyśmy na ostatnim miejscu. Tu już nie ma się czego obawiać. Mamy bardzo młody zespół, nie wliczając kilku doświadczonych zawodników. Musimy tę rundę przyjąć po męsku, wziąć ją na klatę i spróbować powalczyć o to, by wiosna zaczęła się dla nas dobrze. Jak wspomniałem, jest jeszcze jeden mecz. Jeśli go wygramy, to pokaże się światełko w tunelu.

 

Po meczu w Niepołomicach długo rozmawialiście z kibicami. Było gorąco?
MARIUSZ MUSZALIK: - Rozmowa była długa i nie należała do przyjemnych. Chcielibyśmy, żeby kibice nas wspierali, a nie wyzywali. Chcielibyśmy przybijać z nimi „piątki” po zwycięstwach, a nie tłumaczyć się, dlaczego przegrywamy. Wiem, że w takich wypadkach górę biorą emocje. ROW to ich klub i chcą, żeby wygrywał. Oni tu zostaną na całe życie, a my jesteśmy tylko piłkarzami i dość często zmieniamy miejsce pracy. Nie dziwię się zatem, że się niepokoją, bo nikt nie chce, żeby jego drużyna została zdegradowana...

Z tej samej kategorii