Kłopoty bogactwa w pomocy. ROW po inauguracji sezonu

Postawiłem na tych, którzy zaczynali pucharowy mecz z Górnikiem Zabrze. Pozostali muszą czekać na swoją szansę - mówi trener II-ligowca, Piotr Piekarczyk.

PIOTR PIEKARCZYK
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Na inaugurację sezonu drużyna z Rybnika przywiozła punkt z Łodzi. W obecności prawie 5 tysięcy widzów zremisowała z ŁKS-em 0:0. - Mecze z beniaminkami bywają trudne, bo nie wiadomo, czego należy się po nich spodziewać. Z jednej strony trafiają do zupełnie nowego towarzystwa, w którym muszą się odnaleźć, a z drugiej chcą niejako pójść siłą rozpędu i udowodnić, że awans im się należał. Nam na nowym stadionie nowicjusza udało się zremisować, a przy odrobinie szczęścia mogliśmy pokusić się o zwycięstwo - analizuje pierwsze w nowych rozgrywkach spotkanie szkoleniowiec ROW-u, Piotr Piekarczyk.

 

Nie takie „ogórki”

Jego podopieczni podeszli do tego meczu podwójnie zmobilizowani. - Moi chłopcy czytali wypowiedzi na kibicowskich forach internetowych rywala. Były one pełne optymizmu. Fani ŁKS-u stwierdzili, że na początku sezonu ich ulubieńcy grają z „ogórkami”, więc w trzech pierwszych kolejkach zdobędą 9 punktów. Swoje plany muszą więc zweryfikować, bo 2 „oczka” już stracili - dodaje trener Piekarczyk, który nie ukrywa zadowolenia z postawy swojego zespołu. Zwłaszcza linia obrony stanowiła monolit i nie dopuszczała przeciwników do klarownych sytuacji. Na jej prawej stronie wystąpił Marek Krotofil, wracający do Rybnika po rocznych występach w Legionovii. - To solidna firma. Ta pozycja jest dla niego optymalna. Ale pozostali również nie zawiedli, czego dowodem było zachowanie czystego konta - dodaje opiekun rybniczan, żałując zmarnowanych okazji.

 

Zganiacz w kolejce

Najlepszą miał Kamil Spratek. - Był może 5 metrów od bramki. Nikt go nie atakował. Miał czas i miejsce, by dobrze uderzyć głową, ale trafił w bramkarza. Gdyby posłał piłkę pół metra w prawo lub lewo, to ta wpadłaby do siatki. Szkoda, ale nie możemy się tym załamywać i szukać okazji w kolejnych meczach - deklaruje Piotr Piekarczyk. Doświadczony trener nie ma bólu głowy z obsadą linii pomocy. - Można powiedzieć, że w tej formacji mam kłopoty bogactwa, a grać może pięciu. Postawiłem na tych, którzy zaczynali pucharowy mecz z Górnikiem Zabrze. Pozostali muszą czekać na swoją szansę. Myślę tu choćby o Mariuszu Zganiaczu, który wobec wiosennej rehabilitacji Mariusza Muszalika praktycznie całą rundę wychodził w podstawowym składzie (13 meczów/2 bramki - przyp. red.) i jedynie w dwóch ostatnich spotkaniach ustąpił miejsca „Musziemu”, wracającemu do optymalnej dyspozycji. Od nowego „rozdania” gra już Muszalik, doświadczony i bardzo przydatny w ofensywie zawodnik, co zresztą udowodnił w Łodzi. Skład ustalam po analizie gry najbliższego rywala. Nie wykluczam więc zmian, a mam jeszcze do dyspozycji Roberta Tkocza, który wyleczył kontuzję i w obu ostatnich spotkaniach wchodził na ostatnie kwadranse.

 

Chcąc uciec przed upałem, rybniczanie trenują w godzinach rannych. Wyjątkiem będzie środa, kiedy wybiegną na boisko o 19.00, a więc w porze piątkowego meczu z Olimpią Elbląg.

 

Liczby

1 - tylu zawodników, w porównaniu z poprzednim sezonem, pojawiło się w wyjściowym składzie ROW-u podczas pierwszego meczu nowych rozgrywek. Tym „rodzynkiem” był Marek Krotofil, wracający na „stare śmieci”.

 

322 - tyle dni minęło od ostatniego ligowego występu Roberta Tkocza. „Diego” pauzował tak długo z powodu kontuzji kolana.

Z tej samej kategorii