Przemysława Brychlika cieszą bramki, które zapewniają jego drużynie punkty

Przemysław Brychlik
 /  fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

W meczu z Legionovią napastnik ROW-u 1964 Rybnik po raz pierwszy w rundzie wiosennej zdobył dwa gole. Miał szansę i ochotę na hat-tricka, ale nie chciał pozbawiać Mariusza Zganiacza wykonywania rzutu karnego. Drużyna Piotra Piekarczyka nie przegrała sześciu meczów pod rząd i bramkostrzelny napastnik liczy na podtrzymanie dobrej serii w Stalowej Woli.

BOGDAN NATHER: W środę ROW odniósł najwyższe zwycięstwo w bieżących rozgrywkach. Mecz z Legionovią rzeczywiście był waszym najlepszym występem w rundzie wiosennej?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Wydaje mi się, że tak. Mieliśmy w nim mnóstwo sytuacji do zdobycia bramek, podobnie jak na początku rundy z Olimpią Zambrów. Zarówno wtedy, jak i teraz powinniśmy wygrać zdecydowanie wyżej. Sam mogłem w środę dołożyć jeszcze dwie bramki, w jednym przypadku bramkarza praktycznie nie było już w bramce, ale chybiłem, chociaż minimalnie. Naprawdę zabrakło mi centymetrów.


Kiedy ostatni raz pańska drużyna zdobyła w meczu pięć goli?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Dokładnie nie pamiętam, ale brałem udział w takim meczu, gdy byłem zawodnikiem BKS-u Bielsko-Biała (25 maja 2016 roku BKS Stal Bielsko-Biała pokonał LZS Piotrówka 8:0, Przemysław Brychlik zdobył ostatniego gola - przyp. BN).


W ROW-ie strzelił pan 7 bramek w 12 spotkaniach ligowych, co daje średnią 0,58 gola na mecz. Jest pan zadowolony z tego dorobku, czy wynik mógł być lepszy?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: To niezła statystyka, ale wynik powinien być zdecydowanie lepszy. Miałem bowiem znacznie więcej dogodnych okazji do zdobycia bramek, lecz nie wszystko wpadło. Cieszy mnie to, że w ogóle strzelam, z Legionovią po raz pierwszy zdobyłem dwa gole, wcześniej w meczu strzelałem tylko jednego. Najważniejsze jednak, że w każdym spotkaniu, w którym trafiłem do siatki, drużyna zdobywała punkty.


Nie korciło pana, by w meczu z Legionovią podejść do rzutu karnego? Wynik był już pewny (ROW prowadził 4:1), wasze zwycięstwo niezagrożone, więc można było pomyśleć o hat-tricku…
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Przeszła mi taka myśl przez głowę, ale wyznaczony do karnego był „Zgani”. Podszedł do piłki i pewnie uderzył z „wapna”. Wychodzę z założenia, że jeżeli coś idzie dobrze, to nie powinno się tego zmieniać.


To może w najbliższym meczu ze Stalą Stalowa Wola uda się panu strzelić trzy gole?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Koledzy w szatni śmieją się, że zdobywam bramki tylko w Rybniku. Wprawdzie pierwszego gola dla ROW-u strzeliłem w wyjazdowym meczu z Błękitnymi Stargard, lecz od tamtej pory trafiam tylko w Rybniku. Może teraz się odblokowałem i przełamanie przyjdzie w Stalowej Woli.


Do zakończenia rywalizacji pozostały tylko trzy kolejki. Martwicie się jeszcze o utrzymanie?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Nie martwimy się, ale w tej chwili nie możemy być jeszcze pewni utrzymania na sto procent, dlatego jesteśmy maksymalnie zmobilizowani. W najbliższym meczu w Stalowej Woli mamy robotę do wykonania i tylko na tym się koncentrujemy. Mamy passę sześciu meczów bez porażki i chcielibyśmy ją przedłużyć do siedmiu, a może nawet więcej (śmiech).


Ostatnie zwycięstwo „Stalówki” z Rakowem w Częstochowie zrobiło na was wrażenie? Nie każdy potrafi strzelić Rakowowi na jego boisku trzy bramki…
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Siedzieliśmy w szatni, przygotowując się do wyjścia na rozgrzewkę, gdy poznaliśmy wynik tego meczu do przerwy. Nasza reakcja? Wszyscy byliśmy w ciężkim szoku. Ale bynajmniej nie wystraszyliśmy się wysokiego zwycięstwa naszego najbliższego przeciwnika, pojedziemy do Stalowej Woli zmobilizowani i nastawieni na zwycięstwo.


Stal zdobyła trzy bramki, wy pięć. W bezpośrednim pojedynku należy spodziewać się strzeleckiej kanonady?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: Może być różnie, bo przecież każdy mecz jest inny, więc niczego bym nie przesądzał.

 

 

Z tej samej kategorii