Jastrzębski alfabet Piotra Rzepki

Szkoleniowiec pracujący obecnie w Gryfie Wejherowo po dziewięciu latach wraca do Jastrzębia Zdroju. Podczas dwuletniej pracy w GKS-ie Jastrzębie awansował z drużyną z trzeciej do drugiej ligi, czyli na zaplecze ekstraklasy. Do dzisiaj łzy płyną mu do oczu, gdy wraca pamięcią do pożegnania, jakie urządzili mu kibice w hotelu "Diament".

Piotr Rzepka
 /  fot. Jakub Kaczmarczyk  /  źródło: Pressfocus

Piotr Rzepka pojawił się w GKS-ie Jastrzębie w sezonie 2006/2007, zastępując po 3 kolejkach Józefa Gollę. Awansował zespołem z III ligi na zaplecze ekstraklasy, jaką wtedy była II liga. Odszedł z Jastrzębia po zakończeniu sezonu 2007/2008, oddając stery drużyny Jerzemu Wyrobkowi.

 

A - Apin. Chińczyk, u którego mieszkałem ponad rok. On w tym czasie przebywał w swojej ojczyźnie, zaglądał do Jastrzębia raz na dwa-trzy miesiące. Poznałem go osobiście, bardzo sympatyczny gość. To mieszkanie „załatwił” mi wicedyrektor MOSiR-u, Michał Szelong.

 

B - Brzeziński Andrzej. W trakcie mojego kontraktu w Jastrzębiu był właścicielem pizzerii „Luciano” i delikatesów w dzielnicy Zdrój. Był i jest do tej pory zapalonym kibicem GKS-u Jastrzębie, wspomagał finansowo drużynę rezerw. W jego pizzerii odbywały się spotkania z kibicami, namówiłem go, by wypiekał pizzę w klubowych barwach. W tej chwili pracuje na kopalni, utrzymujemy stały kontakt telefoniczny. Jest Kaszubem, który przyjechał na Śląsk, więc gdy odwiedza swoje rodzinny strony, spotykamy się.

 

Beaujolais nouveau - francuskie młode, czerwone i cierpkie wino. Zawsze zabierałem butelkę tego trunku, gdy szedłem do zaprzyjaźnionego dziennikarza, by obejrzeć mecz w telewizji.

 

D - Diament. Dowiedziałem się, że ten hotel zburzono. Właśnie w nim kibice GKS-u zorganizowali mi pożegnanie, gdy odchodziłem z klubu. Miałem łzy w oczach, nie wiedziałem co powiedzieć, bo wzruszenie ścisnęło mi gardło. Teraz za każdym razem, gdy pomyślę o Jastrzębiu, robi mi się „ciepło”.

 

Deep Purple. To mój ulubiony zespół muzyczny, do którego przekonał mnie jeszcze kolega ze szkoły. Kiedy miałem ochotę odprężyć się przy ich muzyce, wiedziałem do których drzwi zapukać. Miałem zachcianki na rozmaite utwory, z różnych okresów działalności „Purpury”, ale dziennikarza „Sportu” ani razu nie udało mi się zaskoczyć. Miał wszystko.

 

G - „Gitara”, czyli Witold Wawrzyczek. Wszyscy kojarzą, że grał w Odrze Wodzisław i Ruchu Chorzów, a potem w Niemczech, ale do nas dołączył wracając z Grecji. Dobry duch drużyny, pokazywał wszystkim w szatni, na czym polega profesjonalizm. Przychodząc do GKS-u miał sporą nadwagę, ale sumiennie pracował na treningach, by zrzucić wagę. Nieoceniony przy stałych fragmentach gry, bramkarze drżeli, gdy podchodził do rzutu wolnego.

 

J - Artur Jędrzejczyk. Załatwiłem jego wypożyczenie z Legii Warszawa dzięki Markowi Jóźwiakowi. „Jędza” debiutował w drużynie seniorów właśnie w GKS-ie Jastrzębie, tutaj nabrał piłkarskich szlifów, chociaż łapał za dużo żółtych kartek. Teraz jest reprezentantem Polski, co jako jego byłego trenera bardzo mnie cieszy.

 

K - Kapsle. Bardzo popularny browar zorganizował akcję zbierania kapsli z piwa jego produkcji. Były dwie edycje tego konkursu, jedną wygraliśmy, w następnej zajęliśmy drugie miejsce. Były nagrody finansowe dla kibiców i dla klubu. Nie pamiętam już dokładnie, jakie kwoty trafiły na nasze konto, ale zaangażowanie kibiców ratowało nam budżet.

 

L - Joachim Langer. Prezes klubu, u którego byłem raz nawet na urodzinach ze swoją małżonką. Zaprosił mnie na tę imprezę jego ojciec. Prezesowi zdarzyło się kilka razy, że po zwycięskim meczu miał wyjątkowo dobry humor i podwajał nam premię meczową.

 

M - MOSiR. Do dzisiaj bardzo ciepło wspominam współpracę z dyrekcją tej placówki, panią dyrektor Zofią Florek i jej zastępcą, Michałem Szelongiem. Wyniki obecnego GKS-u Jastrzębie pokazują, że i teraz ta współpraca jest owocna.

 

P - Park Zdrojowy. Jestem fanem przyrody, a park w Jastrzębiu jest wyjątkowo piękny, mnóstwo w nim oryginalnych drzew, a przede wszystkim spokój. W momentach stresu szedłem tam na spacer, często godzinny albo nawet dłuższy. Obcowanie z przyrodą powodowało, że byłem wypoczęty jako po 10 godzinach snu. W Parku Zdrojowym spotykałem się też na kawie z kibicami. Jeden z nich, Jan Pośpieszny, telefonuje do mnie do dzisiaj.

 

Ś - Jan Śleziak. Mój kierownik drużyny był zapalonym cyklistą. Długo jednak nie wierzyłem, że pokonuje setki kilometrów na rowerze. Kiedyś przyszedł do klubu i zaskoczył wszystkich kolorem włosów. Tłumaczył się potem, że pomylił się, bo umył głowę szamponem, który należał do jego córki.

 

W - Kamil Wilczek. Dołączył do nas mając 19 lat. Szybko robił postępy, grał jeszcze w Jastrzębiu po moim odejściu. Śledzę uważnie jego karierę i cieszę się, że przebił się do drużyny narodowej.

 

Wiśniowe bmw. Tym samochodem, model 318 i, którym przyjechałem z Francji, jeździłem pracując w Jastrzębiu. Mam go do dzisiaj, nadal spisuje się bez zarzutu.

 

Ż - Robert Żbikowski. Był naszym najlepszym snajperem w III lidze, po awansie do drugiej też nikt nie był lepszy od niego. Napastnik, który miał niesamowity instynkt strzelecki i naprawdę niezłą lewą nogę.

 

Z tej samej kategorii