Piotr Piekarczyk: Nie możemy ugrzęznąć w spadkowym marazmie

Piotr Piekarczyk
 /  fot. z  /  źródło: FOCUSMEDIA

Wydostanie zespołu ze strefy spadkowej jest na dziś celem numer jeden. Łatwo jednak nie będzie. Pięć porażek w sześciu ostatnich meczach jest niebezpiecznym sygnałem, tym bardziej, że już 11 kolejek za nami. Wówczas stabilizują się wartości zespołów, więc nasza obecna pozycja spadkowa jest mocno niepokojąca - przyznaje nowy trener ROW-u 1964 Rybnik.

ZBIGNIEW CIEŃCIAŁA: Czy po zakończeniu współpracy z GKS-em Katowice wierzył pan, że jeszcze wróci do zawodu i zajmie się szkoleniem seniorów?
PIOTR PIEKARCZYK: Zawsze w to wierzyłem, ponieważ jestem z takiego rocznika, który o emeryturze nie może myśleć, a znając swoje szczęście, chyba nigdy na nią nie pójdzie. Najpierw bowiem było to 65 lat, potem podniesiono wiek emerytalny dla mężczyzn do 67 lat, a zapewne, gdy dojdę już do tego wieku, to ta granica znów zostanie przesunięta w górę. Tak więc na emeryturę na razie nie liczę i zabieram się do pracy. A swoją drogą, bardzo przydał mi się ten rok przerwy...


Żal było po wielu latach żegnać się z klubem z Bukowej, w którym przeżywał pan najpiękniejsze chwile, najpierw jako zawodnik, a potem jego szkoleniowiec?
PIOTR PIEKARCZYK: To był mój wybór, bo mogłem mieć kolejną umowę o pracę w Katowicach. Nie mam do nikogo pretensji. Odszedłem jednak i uważam, że była to rozsądna decyzja.


Pana futbolowe losy zatoczyły koło...
PIOTR PIEKARCZYK: W jakimś sensie tak, choć ROW to jest już inny klub niż dekadę temu. Przede wszystkim jest zdecydowanie lepiej poukładany organizacyjnie, choć - paradoksalnie - do pewnych rzeczy sprzed 10 lat będę chciał wrócić. Mam na myśli program rozwoju, jaki wtedy napisałem w tym klubie alternatywnie na wypadek gry w I lub II lidze. Marcin Grolik (aktualnie gra w Bełchatowie - przyp. red.), Szymon Jary, Gabriel Nowak - to wszystko wychowankowie klubu, zawodnicy z tego miasta, którzy w pewnym momencie odchodzili z ROW-u, a potem do niego wracali. Taki był wtedy pomysł i właśnie na takich ludzi „stąd” będziemy teraz stawiać. Nie zapomnimy również o utalentowanej młodzieży, której w Rybniku i okolicy nie brakuje. Przed laty mój pomysł, z różnych przyczyn, nie wypalił. Nie było warunków, wszystko się ślimaczyło, rozwiązania nie były wdrażane w życie. Obecnie jest na to zielone światło.


Priorytetem jest jednak utrzymanie drużyny w II lidze...
PIOTR PIEKARCZYK: Zdecydowanie tak i temu zadaniu poświęcę się w stu procentach. Wydostanie zespołu ze strefy spadkowej jest na dziś celem numer 1. Łatwo jednak nie będzie. Pięć porażek w sześciu ostatnich meczach jest niebezpiecznym sygnałem, tym bardziej, że już 11 kolejek za nami, a zwykle tabela klaruje się po dziewięciu seriach spotkań. Wówczas stabilizują się wartości zespołów, więc nasza obecna pozycja spadkowa jest mocno niepokojąca. Będziemy szybko chcieli rozpocząć marsz w górę, by nie ugrzęznąć na dobre w spadkowym marazmie. Chcę jednak podkreślić, że realizując zadanie utrzymania II ligi, nie stracimy kontaktów z grupami młodzieżowymi, uczniami szkoły sportowej w Rybniku. Jak już wspominałem - talentów u nas nie brakuje, czego najlepszym przykładem są Bartosz Ślisz i Radosław Dzierbicki, obaj z rocznika 1999, reprezentanci Polski w swej kategorii wiekowej.


We wtorek poprowadził pan pierwszy trening zespołu. Od czego pan zaczął?
PIOTR PIEKARCZYK: Ważne są dla mnie rozmowy z chłopakami, byśmy szybko zmonitorowali problem. Zobaczyli, co w zespole „piszczy”. Czy kłopoty drużyny wynikają z psychiki, czy może coś nie działa w tak zwanej fizyczności. Może przeprowadzimy jakieś dodatkowe badania, choć mamy wyniki poprzednich i na nich też się oprzemy. Do końca jesiennych zmagań zostało 8 kolejek, więc w materii przygotowań wiele nie poprawimy, ale nie możemy przedobrzyć.

Z tej samej kategorii