Beniaminek z Jastrzębia „okradziony” z dwóch punktów

Prowadzący niedzielny mecz Radomiaka z GKS-em 1962 Jastrzębie sędzia Marcin Szrek z Kielc nie stanął na wysokości zadania, więc powinien uderzyć się w piersi i posypać głowę popiołem. Rzut karny dla gospodarzy w doliczonym czasie gry został podyktowany z "kapelusza", bo Kamil Szymura wyprzedził Leandro Rossiego.

Dawid Weis
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

W 84 minucie meczu Lecha Poznań z Legią Warszawa sędzia Szymon Marciniak przyznał gościom rzut karny uznając, że Dominik Nagy był faulowany przez obrońcę „Kolejorza”, Lasse Nielsena. W tej sytuacji Duńczyk był bez winy, ponieważ wyprzedził Węgra i wcześniej „dzióbnął” piłkę. Obsługujący VAR sędziowie Paweł Gil i Marcin Borkowski złożyli swojemu koledze propozycję nie do odrzucenia, ten obejrzał zapis video i zmienił decyzję, chociaż Guilherme ustawił już piłkę na „wapnie”. Arbiter anulował również żółtą kartkę dla Nielsena.


Z identyczną sytuacją mieliśmy do czynienia w doliczonym czasie gry meczu w Radomiu, gdy obrońca GKS-u 1962 Jastrzębie Kamil Szymura wyprzedził szarżującego jak dzik Leandro Rossiego. Brazylijczyk de facto sfaulował rywala, tymczasem arbiter z Kielc Marcin Szrek przyznał gospodarzom rzut karny!

 

Grzech zaniechania
W tym momencie zareagował asystent z Bydgoszczy (drugim pomocnikiem był sędzia liniowy z Kielc), który chciał się skonsultować z głównym. Ten ruszył do linii bocznej, po czym nagle zatrzymał się i pokazał czerwoną kartkę Weisowi. Zrezygnował z wymiany poglądów ze swoim kolegą biegającym na linii, jakby taka konsultacja była chorobą zakaźną. Żeby było ciekawiej - nawet dziennikarze z Radomia napisali, że obrońca GKS-u dostał czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie, tymczasem w protokole jest zapis, że piłkarz z Jastrzębia popchnął arbitra, naruszając tym samym jego nietykalność cielesną!

 

Siła razy gwałt
Na tym jednym incydencie nie kończy się lista grzechów arbitra z Kielc. W 40 minucie uderzony łokciem w twarz został Dominik Kulawiak, ale winowajca Jakub Rolinc upomniany został tylko żółtą kartką. Sztab medyczny z Jastrzębia długo nie był w stanie zatamować krwi cieknącej z twarzy 22-letniego piłkarza, a po meczu w szpitalu założono mu dwa szwy na rozcięty naskórek na brodzie. Nie wiadomo, czy „Kula” będzie gotowy do gry w sobotnim spotkaniu z Garbarnią Kraków. To samo dotyczy Bartosza Semeniuka, który opuścił boisko z poważnie spuchniętą nogą.


Pod koniec pierwszej połowy pomocnik jastrzębian Farid Ali mógł znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Radomiaka, Hubertem Gostomskim, ale został popchnięty w polu karnym przez obrońcę gospodarzy. Arbiter uznał , ze atak był bark w bark, a Ukrainiec chciał wymusić rzut karny, więc ukarał go żółtą kartką.

 

Rozgoryczenie
Na pomeczowej konferencji prasowej trener gości Jarosław Skrobacz nie ukrywał zdenerwowania. - Jesteśmy załamani, że nie dowieźliśmy tego zwycięstwa do końca – powiedział rozgoryczony szkoleniowiec beniaminka. - Rzut karny dla gospodarzy został podyktowany w momencie, gdy nasz obrońca czysto wybił piłkę, nie było w ogóle kontaktu, a zawodnik atakujący uderzył w naszego. Mam dziwne wrażenie, że od trzech spotkań jesteśmy dziwnie traktowani przez sędziów. Wiem, że nie powinienem tego mówić, lecz nie potrafię ukryć emocji.


Dwa dni po meczu trener skrobacz nie chciał wracać do ostatniego meczu. - Nie mam nic więcej do dodania, przynajmniej oficjalnie - powiedział. - A poza tym, co to zmieni? Wynik poszedł w świat, straconych punktów nikt nam nie zwróci.

 

Nietykalni?
Schodzący po meczu do szatni piłkarze i członkowie sztabu szkoleniowego GKS-u 1962 Jastrzębie nie pozostawili suchej nitki na arbitrze. Określenia „ty drukarzu” należały do najłagodniejszych. Nie pochwalam agresji sportowców w żadnej postaci, również tej werbalnej, bo jestem zdania, że takie metody powinny wyginąć wraz z jaskiniowcami. Rozumiem chyba jednak, co czuli nasi protoplaści, gdy świerzbiły ich ręce.


Wiem, że futbol jest sportem kontaktowym (Amerykanie mawiają, że tylko taniec jest sportem kontaktowym), ale na litość boską piłka nożna nie może być sportem zderzeniowym! A jeżeli już do takich sytuacji dochodzi, to winowajca powinien być przykładni ukarany. Wszyscy przecież powinniśmy troszczyć się o zdrowie piłkarzy, zwłaszcza sędziowie, prawda?


Jak znam życie, obserwator wystawi panu Szrekowi bardzo wysoką ocenę. Bo przecież sędziowie są nieomylni i nietykalni, a „profesorowi” wygodniej jest udawać głuchego i ślepego.

Z tej samej kategorii