Najlepszym snajperem ROW-u Rybnik jest stoper

Środkowy defensor Dawid Bober nie zamierza konkurować z kolegami grającymi w ataku, Przemysławem Brychlikiem i Sebastianem Musiolikiem. Swoją karierę piłkarską zaczynał wprawdzie od gry w napadzie, ale potem został wycofany do środkowej linii. Obecną pozycję w zespole znalazł dla niego Jan Furlepa, obecnie trener Odry Opole.

Dawid Bober
 /  fot. Katarzyna Mielnik  /  źródło: 400mm

BOGDAN NATHER: Myślał pan o zmianie pozycji na boisku? Podjąłby pan walkę w ataku z Przemysławem Brychlikiem i Sebastianem Musiolikiem?
DAWID BOBER: - Po prostu przydaję się drużynie ze swoim wzrostem przy stałych fragmentach gry i tyle. Piłka szuka mnie w polu karnym przeciwnika, jakbym miał magnes. Poza tym nie miałbym większych szans w rywalizacji z Przemkiem i Sebą, bo przez większość swojej przygody z piłką grałem na obronie.


Nigdy nie grał pan w ataku?
DAWID BOBER: - W ataku ustawiał mnie trener Filip Frydecki, jeszcze gdy jako uczeń gimnazjum, a potem liceum grałem w RKP Rybnik w „emce”. Pamiętam, że jesienią byłem nawet najlepszym strzelcem w drużynie, ale wiosną zostałem cofnięty do pomocy. Po przejściu do zespołu seniorów grałem jako defensywny pomocnik na pozycji numer „6”, tam ustawił mnie trener Dariusz Widawski, a jego następca Jan Furlepa przesunął mnie na środek obrony.


Jest pan zaskoczony, że jest najlepszym snajperem w zespole?
DAWID BOBER: - Myślę, że jest w tym trochę przypadku. W rundzie jesiennej napastnicy nie strzelali tyle goli, ile byśmy chcieli. Generalnie była ona słaba w naszym wykonaniu, a osiemnaście zdobytych punktów to mierny dorobek. Przemek Brychlik strzela bramki w każdym meczu, a Seba Musiolik wprawdzie nie jest tak skuteczny, ale wypracowuje dogodne sytuacje kolegom. Gdyby je wykorzystali, miałby już 4-5 asyst na koncie.


Czuje się pan pewniakiem w zespole trenera Piotra Piekarczyka? Nie czuje pan na plecach oddechu innych kolegów, chociażby Tomasza Balula?
DAWID BOBER: - Nasza kadra jest bardzo szeroka, rywalizacja naprawdę jest bardzo zacięta. Tomek Balul tydzień nie trenował, bo zmagał się z drobną kontuzją, ale będzie walczył o miejsce w podstawowej jedenastce. On i Bartek Polok grali ostatnio w zespole rezerw i na pewno nie powiedzieli ostatniego słowa, więc muszę na treningach pokazywać, że zasługuję na miejsce w wyjściowym składzie, a potem potwierdzać to meczach. Rywalizacja na zdrowych zasadach podnosi jakość gry całego zespołu, więc ja, czy Marian Jarabica, cały czas musimy być skoncentrowani. Nie możemy sobie pozwolić na rozluźnieni nawet wówczas, gdy piłka jest w polu karnym przeciwnika, by nie stracić głupiego gola. Trener Piekarczyk, jako były obrońca, dużą wagę przywiązuje do taktyki i ustawienia w defensywie.


Jak wytłumaczy pan obecną metamorfozę ROW-u? W porównaniu do rundy jesiennej to niebo i ziemia.
DAWID BOBER: - Trudno powiedzieć. Pojawiła się w szatni świeża krew, przyszli nowi zawodnicy. Doszedł doświadczony Mariusz Zganiacz, który zajął miejsce Mariusza Muszalika, który był kontuzjowany i na razie zaczyna mecze na ławce. Sam jestem ciekawy, czy znajdzie się miejsce dla nich obu w podstawowym składzie.


A może to zasługa zmiany ustawienia? Jesienią graliście jednym napastnikiem, teraz macie na szpicy dwa żądła.
DAWID BOBER: - To prawda, w rundzie jesiennej graliśmy w ustawieniu 4-5-1 albo 4-2-3-1. Może jesienią nasi napastnicy się w tym nie odnajdywali, bo brakowało im walorów fizycznych, by przytrzymać piłkę? Teraz grając dwójką bliżej bramki przeciwnika jesteśmy groźniejsi w ofensywie. Już w trakcie meczów sparingowych było widać, ze zespół to zaakceptował i przekonał się do tego sposobu gry, bo przynosi on wymierne profity.


Specjalnością waszej kuchni są stałe fragmenty gry, po których strzelacie większość goli. Często je szlifujecie na treningach?
DAWID BOBER: - W rundzie jesiennej poświęcaliśmy im tyle samo czasu, co obecnie. Też stwarzaliśmy po nich dogodne sytuacje do zdobycia gola, tylko brakowało nam szczęścia i zimnej krwi pod bramką przeciwnika. Regularnie w czwartki trenujemy stałe fragmenty gry, rzuty rożne i rzuty wolne, z różnych sektorów boiska. Trwa to przez 20-25 minut. Wiosną Pawłowi Jaroszewskiemu „siedzi” noga, w ostatnim meczu z Kotwicą Kołobrzeg dorzucił dwie takie piłki, że żal byłoby ich nie wykorzystać.


Bywalcy na waszych meczach, w tym byli piłkarze, uważają, że ROW już się utrzymał w II lidze. Wy też już jesteście spokojni o swój ligowy byt?
DAWID BOBER: - Chcielibyśmy mieć taką gwarancję, ale do utrzymania brakuje nam przynajmniej dwanaście punktów, jeśli nie więcej. Pragnę wszystkim zwrócić uwagę, że nad strefą spadkową mamy tylko trzy punkty przewagi. W następnych spotkaniach musimy udowodnić, że nasza dobra gra i zdobyte do tej pory punkty nie są dziełem przypadku. Musimy stale powiększać liczbę punktów i odskakiwać od „kreski”. Do tego potrzebne są chłodne głowy, nie możemy podpalać się głosami osób z zewnątrz. Pierwsze mecze pokazały, że możemy uzyskać dobry wynik, w okolicach nawet 5-6 miejsca.


Po tak znakomitej serii będziecie faworytem w piątkowym meczu z Rakowem Częstochowa?
DAWID BOBER: - Jesteśmy bardzo podbudowani naszymi wynikami, po ostatnich zwycięstwach nasza wiara i pewność poszły w górę. Tworzymy monolit, ale zagramy z zespołem, który bije się o awans i ten mecz będzie wyznacznikiem naszych możliwości. Nie powinniśmy odstawać od przeciwnika, a wynik jest sprawą otwartą.


Podobno w mecz z Rakowem pojawią się wasi szalikowcy. Liczycie na ich wsparcie, czy jest o wam obojętne?
DAWID BOBER: - Brakuje nam dopingu i liczymy na wsparcie naszych kibiców. Kiedy trybuny „żyją”, czuje się atmosferę piłkarskiego święta, bo przecież gramy nie tylko dla siebie, ale również dla kibiców. Mam nadzieję, że w piątek poniosą nas do zwycięstwa i po ostatnim gwizdku sędziego wspólnie będziemy się cieszyć z trzech punktów.

 

 

Z tej samej kategorii