Pozytywne zaskoczenie pomocnika drugoligowca z Rybnika

Robert Tkocz
 /  fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Robert Tkocz czuje, że jego forma rośnie i już niedługo zamierza wskoczyć do podstawowego składu zespołu trenera Piotra Piekarczyka. Pomocnik ROW-u uważa, że w przegranym meczu z Wartą Poznań jego drużyna nie zagrała słabo, to przeciwnik okazał się najbardziej wymagający spośród dotychczasowych konkurentów.

Poprzedni sezon pomocnik ROW-u Robert Tkocz de facto mógł spisać na straty. Dziesiątego września ubiegłego roku w meczu z Odrą Opole zerwał więzadła krzyżowe przednie i niezbędna była ich rekonstrukcja. Miesiąc później, dokładnie 7 października, piłkarz znalazł się na stole operacyjnym. Na boisko wrócił dopiero w lipcu bieżącego roku.


BOGDAN NATHER: Na razie trener Piotr Piekarczyk wpuszcza pana na boisko na kilkanaście minut. To pana satysfakcjonuje, czy czuje pan, że mógłby grać więcej?
ROBERT TKOCZ: - Szczerze? Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony i zadowolony, że już gram. Wcześniej byłem mniej optymistycznie nastawiony do mojego powrotu na boisko. W końcu zerwanie więzadeł to poważna kontuzja i rehabilitacja wymaga czasu. Gram na razie epizody, ale czuję podczas treningów, że za dwa-trzy tygodnie będę gotowy grać od pierwszej minuty. Teraz nabieram pewności siebie.


Dlaczego w ostatniej kolejce wróciliście z Poznania z pustymi rękami? Co szwankowało w waszej grze?
ROBERT TKOCZ: - Warta była zespołem bardzo dobrze wybieganym, nie mogliśmy liczyć, że jej piłkarze osłabną w trakcie meczu, zaprezentowała się bardzo dobrze pod względem motorycznym i wolicjonalnym. Nam natomiast - moim zdaniem - zabrakło podań do przodu, graliśmy zbyt zachowawczo. Ale nasz przeciwnik nie stworzył stuprocentowych okazji do zdobycia gola, bramki zdobył po mniej klarownych sytuacjach.


Można powiedzieć, że spośród trzech dotychczasowych potyczek ligowych, mecz w Poznaniu był najsłabszy w waszym wykonaniu?
ROBERT TKOCZ: - Odpowiem inaczej - to Warta była najlepszym przeciwnikiem. „Suchy” wynik mógłby sugerować, że zagraliśmy słabo, ale tak nie było. To w przeciwnym zespole było kilka naprawdę mocnych ogniw.


W sobotę zmierzycie się z Wisłą Puławy. Przed rozpoczęciem rozgrywek ta drużyna była postrzegana jako jeden z kandydatów do awansu do I ligi, tymczasem na razie zgromadziła mniej punktów od was. Wciąż jest to groźny przeciwnik?
ROBERT TKOCZ: - Piłkarze z Puław mają doświadczenie pierwszoligowe. Po spadku do II ligi nie zaszło tam zbyt wiele zmian w kadrze drużyny, większość zawodników udało się zatrzymać, co wcale nie jest regułą. W wielu zespołach roszady są daleko idące, bo zawodnicy chcą grać w wyższej klasie. Słabe wyniki Wisły Puławy są dla mnie zaskoczeniem, ale to wcale nie znaczy, że można najbliższego przeciwnika zlekceważyć, nie doceniać. Oni w każdej chwili mogą wrócić do równowagi, bo na razie brakuje im pewności siebie. Tak się zazwyczaj dzieje, gdy drużyna spada o klasę niżej. Przecież, by zostać zdegradowanym, trzeba większość meczów przegrać.


Waszą silną bronią są stałe fragmenty gry, właśnie po nich zdobywacie większość bramek. Myśli pan, że to będzie klucz do sukcesu w najbliższym spotkaniu?
ROBERT TKOCZ: - Stałe fragmenty gry są naszą silną bronią od dłuższego czasu, wszyscy to wiedzą. Ale paradoksalnie, w zwycięskim meczu z Olimpia Elbląg, tylko pierwszy gol padł po stałym fragmencie gry, pozostałe dwa po akcjach. Zresztą temu są poświęcone ostatnie zajęcia, trener Piotr Piekarczyk akcent kładzie na wykańczanie akcji zaczepnych. Musimy być bardziej kreatywni atakując bramkę przeciwnika, nie możemy liczyć tylko na rzuty rożne lub wolne.


Wisła Puławy została już rozłożona na „czynniki pierwsze”?
ROBERT TKOCZ: - Analizę gry najbliższego przeciwnika nasi trenerzy zaplanowali w piątek. Wtedy poznamy mocne i słabe strony Wisły Puławy.


W tym sezonie bardzo stabilną formacją jest wasza defensywa. Bramkarz Kacper Rosa oraz obrońcy Marek Krotofil, Dawid Bober, Szymon Jary i Dawid Gojny zagrali w pełnym wymiarze czasu nie tylko wszystkie mecze ligowe, ale również w Pucharze Polski. To sprzyja uzyskiwaniu korzystnych wyników?
ROBERT TKOCZ: - To rzeczywiście bardzo silna formacja. Począwszy od meczu z ŁKS-em Łódź gramy bardzo solidnie w obronie i przeciwnik nie potrafi stworzyć dogodnych okazji do strzelenia bramki. Wyjątkiem był mecz pucharowy z Górnikiem Zabrze, ale w II lidze nie mamy tak silnych przeciwników jak zabrzanie. Nawet ostatni mecz z Wartą Poznań, chociaż przegrany, pokazał, że nie jest łatwo wyprowadzić nas w pole. Za stracone bramki w tym spotkaniu nie winiłbym naszej defensywy tylko… klaskał naszym przeciwnikom. Obrona to nasza silna formacja i wierzę, że potwierdzimy to w sobotnim meczu z Wisłą Puławy.

 

Z tej samej kategorii