Wierzy, że jego zespół jako pierwszy pokona ŁKS na własnym boisku

Sebastian Musiolik uważa najbliższego przeciwnika za najlepszą drużynę w drugiej lidze. - Rywalizacja z Przemkiem Brychlikiem o miejsce w podstawowej jedenastce nakręca mnie i jego chyba też - mówi Sebastian Musiolik. - Nie ma niczego lepszego niż zdrowa, sportowa rywalizacja. Wtedy człowiek daje z siebie maksa nie tylko podczas meczów, ale na każdym treningu.

Sebastian Musiolik
 /  fot. Michał Gołda  /  źródło: Pressfocus

BOGDAN NATHER: W dwóch ostatnich meczach zdobyliście tylko jeden punkt. Taki wynik wyzwolił w was sportową złość?
SEBASTIAN MUSIOLIK: - Musimy szanować ten punkt, bo zdobyliśmy go w starciu z silnymi przeciwnikami, jakimi są GKS Jastrzębie i Znicz Pruszków. Prawda jest taka, że w każdym z nich mogliśmy zdobyć nawet komplet punktów, lecz zabrakło nam skuteczności, kropki nad „i”. Cała drużyna chciała czegoś więcej, ale nie udało się.


W Jastrzębiu to bramkarz gospodarzy Grzegorz Drazik uniemożliwił panu zdobycie wyrównującego gola…
SEBASTIAN MUSIOLIK: - Rzeczywiście, bramkarz Jastrzębia zrobił mi psikusa, broniąc tę główkę. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a my we wcześniejszych sześciu meczach nie zeszliśmy z boiska pokonani.

 

„Złamać” łodzian

 

Teraz do Rybnika przyjedzie ŁKS, który stracił najmniej bramek w II lidze, bo tylko dziewięć. To was dodatkowo mobilizuje, by skruszyć defensywę łodzian?
SEBASTIAN MUSIOLIK: - Pamiętam pierwszy mecz z ŁKS-em, który graliśmy w Łodzi. Byliśmy tam bliżsi wygranej. Z gry może to nie wynikało, lecz stworzyliśmy o wiele groźniejsze sytuacje pod bramką przeciwnika. Potwierdzam, ŁKS to jeden z najlepszych zespołów w II lidze, jeżeli nie najlepszy. Ale my u siebie też jesteśmy bardzo mocni, więc każdy wynik jest możliwy. Nikt nie może być pewnym swego, bo w II lidze każdy może wygrać z każdym. My też chcemy w sobotę zgarnąć pełną pulę, bo ŁKS jeszcze nie przegrał meczu na wyjeździe, a my chcemy być pierwszą drużyną, która pokona go na swoim boisku.


Ostatniego gola zdobył pan przed ponad dwoma miesiącami, konkretnie 2 września, w meczu z Siarką Tarnobrzeg. Martwi to pana?
SEBASTIAN MUSIOLIK: - Czuję się bardzo dobrze fizycznie i psychicznie, ale liczby rzeczywiście są średnie. Dochodzę do sytuacji strzeleckich, ale jak nie bramkarz przeciwnika, to brakuje mi szczęścia. Pocieszam się myślą, że do dwóch goli dorzuciłem dwie asysty i wywalczyłem dwa rzuty karne. Jestem pewien, że wkrótce nastąpi przełom i znowu zacznę strzelać bramki. A poza tym dla ROW-u bramki strzelało już kilkunastu zawodników (dokładnie jedenastu - przyp. BN).

 

Poprawić statystyki

 

Jesteście bramkostrzelnym zespołem, więcej goli do was zdobyły tylko GKS Jastrzębie, Siarka Tarnobrzeg, Radomiak, GKS Bełchatów, tyle samo Warta Poznań. Są jeszcze duże rezerwy w grze ofensywnej?
SEBASTIAN MUSIOLIK: - Rzeczywiście nasza skuteczność jest przyzwoita, ale mamy jeszcze rezerwy w tym elemencie. Mamy opracowanych kilka schematów, które bardzo fajnie wychodzą i powodują, że dochodzimy do dogodnych sytuacji strzeleckich. Wkrótce nastąpi przełamanie i jeszcze poprawimy nasze statystyki, tzn. zaczniemy strzelać jeszcze więcej bramek.


Rywalizacja z Przemysławem Brychlikiem o miejsce w podstawowej jedenastce ROW-u nakręca pana? Jakie są wasze wzajemne relacje? Patrzycie na siebie wilkiem, czy też jeden drugiego dopinguje, wspiera?
SEBASTIAN MUSIOLIK: - To oczywiste, że mnie nakręca. Przemka też, chociaż nie chcę mówi za niego. Zresztą nie ma niczego lepszego niż zdrowa, sportowa rywalizacja. Wtedy człowiek daje z siebie maksa nie tylko podczas meczów, ale na każdym treningu. Ma się bowiem zakodowane w głowie, że ktoś depcze ci po piętach. Gramy tylko jednym napastnikiem, więc drugi musi rozpoczynać mecz na ławce rezerwowych. Żaden z nas nie jest już młodzieżowcem, więc taki wariant jest chyba optymalny. Znamy się z Przemkiem doskonale i lubimy. Poza tym trener Roland Buchała jest nie tylko wobec nas, ale wobec wszystkich zawodników mega fair. Wiadomo, że każdy z nas zagra w każdym meczu. Jeden godzinę, drugi 30 minut, tak mniej więcej. Nasz szkoleniowiec zdaje sobie sprawę z tego, że piłkarze trenują po to, by grać. A jeżeli któryś byłby regularnie pomijany, to popadnie w apatię i starci motywację. Po co bowiem się angażować na sto procent, skoro wiadomo, że i tak nie zagram?


Trener Roland Buchała znalazł sposób, jak pokonać w sobotę ŁKS i zdobyć wreszcie trzy punkty?
SEBASTIAN MUSIOLIK: - Nasz trener każdego przeciwnika „prześwietla” od stóp do głów. Oczywiście mamy pomysł na sobotni mecz, znamy wszystkie silne i słabe strony przeciwnika. Ale wszystko zależy od nas, piłkarzy, konkretnie od naszych nóg i głowy. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy naszych kibiców i pokonamy ŁKS.

Z tej samej kategorii