Napastnik GKS-u 1962 Jastrzębie: - Musimy mieć chłodną głowę

Wojciech Caniboł
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Wojciech Caniboł uważa, że tajemnica sukcesów jego drużyny w rozgrywkach drugiej ligi wynika z faktu, że nikt na piłkarzach nie wywiera presji. Bramkostrzelny napastnik chociaż wszystkie mecze rozpoczynał na ławce rezerwowych, nie czuje się dyskryminowany przez trenera beniaminka z Jastrzębia, Jarosława Skrobacza.

BOGDAN NATHER: Pamięta pan, kiedy ostatni raz wyszedł w podstawowym składzie GKS-u 1962 Jastrzębie?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Niestety, nie pamiętam.


Odświeżę panu pamięć - 3 czerwca w meczu ze Stalą Brzeg. Od tamtej pory - wchodząc na boisko z ławki rezerwowych - zagrał pan w ośmiu meczach ligowych, zdobywając w nich cztery gole. Średnia niczego sobie…
WOJCIECH CANIBOŁ: - Teraz sobie przypominam. Zszedłem z boiska na początku II połowy (to była 52 minuta spotkania - przyp. BN). Liczba strzelonych bramek może być satysfakcjonująca, ale ilość minut spędzonych na boisku - na pewno nie.

 

Róbmy swoje

 

W poprzednim sezonie został pan królem strzelców w III lidze, strzelając 19 goli, z czego sześć jako dżoker. Wystąpił pan we wszystkich, 34 potyczkach ligowych, z czego w 19 w podstawowej jedenastce. Gdyby zagrał pan od pierwszej minuty we wszystkich spotkaniach, na pana koncie byłoby więcej bramek?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Na pewno mój dorobek strzelecki byłby większy, bo im więcej minut spędzasz na boisku, tym masz więcej okazji do zdobycia bramki. Tak to się jednak ułożyło, trener Skrobacz miał swoją wizję składu. Ale to on bierze odpowiedzialność za wynik, więc układa wyjściową jedenastkę według własnego uznania. Ja się jednak nie obrażam na niego, tylko walczę o miejsce w podstawowym składzie. Myślę, że moi koledzy z drużyny, którzy też zaczynają mecze na ławie, robią i myślą podobnie - nie narzekajmy, tylko róbmy swoje.


W bieżących rozgrywkach musi pan się wykazać cierpliwością, bo na razie trener Jarosław Skrobacz w ataku stawia na duet Kamil Jadach - Daniel Szczepan. Nie zamierzam wkładać kija w mrowisko, ale zapytam - jest pan bardzo rozgoryczony, że ani jednego meczu w tym sezonie nie rozpoczął od pierwszej minuty?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Każdy piłkarz chce grać od początku, gdybym powiedział inaczej - skłamałbym. W kadrze jest nas 23, albo nawet 24, a miejsc na boisku jest tylko jedenaście. Na pozycji numer „9” gram albo ja, albo Daniel Szczepan. To trener dokonuje wyboru i trzeba to szanować, a nie potępiać go.

 

Satysfakcja ta sama

 

Gol strzelony w ostatnim meczu ze Zniczem Pruszków sprawił panu szczególną satysfakcję?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Prowokacja? (śmiech)


Nic z tych rzeczy. Po prostu udowodnił pan trenerowi Skrobaczowi, że może na pana liczyć, a po drugie - zapewnił komplet punktów drużynie.
WOJCIECH CANIBOŁ: - Ten gol nie sprawił mi podwójnej satysfakcji, tylko taką samą, jak przy każdej poprzedniej bramce. To fajnie, że to trafienie zapewniło nam wygraną i kolejne trzy punkty, nic, tylko się cieszyć. Satysfakcję miała wiec cała drużyna, bo akurat w spotkaniu ze Zniczem szło nam jak po grudzie, nie mieliśmy klarownych sytuacji do zdobycia gola. Nie należy więc dziwić się naszemu wybuchowi radości, wręcz euforii. Liczą się bowiem tylko trzy punkty, styl idzie w zapomnienie. To była dla nas nagroda, że nie kalkulowaliśmy, tylko walczyliśmy do końca o zwycięstwo. Fajnie, że się udało.


Przecieram oczy ze zdumienia, bo na razie idziecie w II lidze jak burza. W poprzednim sezonie po 6 kolejkach byliście wprawdzie liderem w III lidze, ale mieliście o dwa punkty mniej niż teraz i gorszą różnicę bramek. Wtedy 12:7, obecnie 13:2. W czym tkwi tajemnica tych sukcesów? Jesteście dużo lepszym zespołem niż przed rokiem?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Myślę, że to rezultat luzu w naszej grze. My nic nie musimy, tylko możemy. Nie ma presji, że musimy awansować, tak jak to było w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu. Nasza piłka w II lidze zdaje egzamin. Tutaj jest mniej futbolu siłowego, a więcej taktyki i myślenia.

 

Niezrozumiały „szlaban”

 

Marzy się panu ścieżka wydeptana przez Odrę Opole, która jako beniaminek II ligi awansowała na zaplecze ekstraklasy?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Każdemu zawodnikowi marzy się gra w wyższej lidze i w lepszej drużynie. Trzeba jednak zachować chłodną głowę, mówienie w tej chwili o awansie byłoby przedwczesne. Na razie idzie nam dobrze, a nawet bardzo dobrze, ale to się wkrótce może zmienić. Poczekajmy do zimy, wtedy będzie można cokolwiek zaplanować.


W najbliższym meczu wyjazdowym z ŁKS-em nie możecie liczyć na wsparcie swoich kibiców, bo łodzianie nie wpuszczają na trybuny sympatyków drużyny przyjezdnej. To może choćby w minimalnym stopniu zmniejszyć wasze szanse na korzystny wynik?
WOJCIECH CANIBOŁ: - Trzeba uczciwie powiedzieć, że od początku bieżącego sezonu nasi kibice spisują się fantastycznie. Nie ma chamstwa na trybunach, na nasze mecze przychodzą całe rodziny. Doping kibiców nam pomaga, co można było zauważyć w ostatnim meczu ze Zniczem. Słysząc wsparcie z trybun, człowiekowi przychodzą nowe siły. Dla mnie decyzja o niewpuszczeniu naszych kibiców na najbliższy mecz jest niezrozumiała, krzywdząca nas i naszych sympatyków.

 

Z tej samej kategorii