Napastnik ROW-u miał chrapkę na hat trick. - Koledzy mnie nie zauważali!

Przemysław Brychlik
 /  fot. Krzysztof Porębski  /  źródło: Pressfocus

Przemysław Brychlik w zwycięskim (3:1) meczu z Olimpią Elbląg strzelił dla drużyny z Rybnika dwa gole. Napastnik zespołu trenera Piotra Piekarczyka przyznał, że sportową złość wyzwoliło w nim poprzednie spotkanie z ŁKS-em Łódź, zakończone bezbramkowym remisem, w którym nie miał ani jednej okazji do zdobycia gola!

BOGDAN NATHER: Zwycięstwo z Olimpią Elbląg przyszło wam łatwiej niż się pan spodziewał?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Mieliśmy określony pomysł i sposób gry w tym spotkaniu, który konsekwentnie realizowaliśmy. To przyniosło pożądane efekty. Szybko zdobyty przeze mnie trzeci gol de facto zamknął ten mecz. Gdybyśmy potem zagrali trochę skuteczniej, wynik mógł być wyższy. Ale nie mamy powodu, by narzekać.


Od momentu, gdy strzelił pan trzeciego gola, zauważyłem, że niektórzy pańscy koledzy zaczęli grać bardziej nonszalancko, egoistycznie, nie tak skoncentrowani jak wcześniej. W końcówce spotkania Kacper Rosa co najmniej dwa razy uchronił was od straty gola
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Nie uważam, że byliśmy bardziej rozkojarzeni po zdobyciu trzeciej bramki. Po prostu przy takim wysokim prowadzeniu zawodnik ma skłonność do podejmowania ryzyka, a piłka nożna to prosta gra i często zawiłe kombinacje przynoszą mniej korzyści niż proste rozwiązania. Co się zaś tyczy Kacpra Rosy - jest świetnym bramkarzem, w tym meczu nie miał za wiele pracy, ale w końcówce musiał się wykazać. Rzeczywiście, w końcówce uchronił nas od straty gola. A gdyby padł gol na 3:2, różne rzeczy mogły się jeszcze zdarzyć.


Czego zabrakło, by w meczu z Olimpią strzelił pan hat trick?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Podczas meczu miałem w głowie zakodowaną informację, że to jest ten moment, by pokusić się o hat trick. Niestety, w końcówce koledzy nie zauważali mnie na boisku (śmiech).


Utrzymuje pan skuteczność z rundy wiosennej - średnio strzela pan jednego gola w dwóch meczach. To znaczy, że w czerwcu przyszłego roku na koncie Przemysława Brychlika będzie 17 bramek?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Nie ukrywam - taki wynik byłby dobry i na pewno by mnie zadowolił. Ale nie robię takich dalekosiężnych planów, cieszę się z tego, co mam, cieszę się ze zdobytych bramek tej chwili. Dobrze, że z Olimpią udało mi się umieścić piłkę w bramce, bo w spotkaniu z ŁKS-em Łódź nie miałem żadnej okazji do zdobycia gola. Tam mogłem zostać dobrym asystentem, niestety, koledzy nie zamienili moich podań na bramki.


W dwóch meczach zdobyliście cztery punkty. Trener Piotr Piekarczyk powiedział, że trzeba być zadowolonym z tego, co jest. A pan nie uważa, że powinniście mieć o dwa punkty więcej?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - W Łodzi straciliśmy dwa punkty, bo mieliśmy więcej klarownych sytuacji do zdobycia bramki niż gospodarze. Byłem zły na siebie po tym spotkaniu i dlatego do kolejnego meczu przystąpiłem bardzo bojowo nastawiony. Jak widać po wyniku, sportowa złość była potrzebna.


Jakie są wasze plany w tym sezonie? Chyba nie zamierzacie znowu walczyć o utrzymanie?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Na razie interesuje nas tylko następny mecz, więc teraz koncentrujemy się na spotkaniu z Wartą Poznań. O celach i planach będziemy rozmawiali dopiero po zakończeniu rundy jesiennej.

Z tej samej kategorii