Napastnik ROW-u jak karabin maszynowy

Przemysław Brychlik
 /  fot. Michał Golda  /  źródło: Pressfocus

W rundzie wiosennej Przemysław Brychlik jest bardzo regularny - w trzech meczach zdobył trzy gole. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne występy w drużynie Odry Opole strzelił bramki w pięciu spotkaniach ligowych z rzędu, co w przeszłości nigdy mu się nie zdarzyło. Liczy, że dobrą passę podtrzyma w piątkowym meczu z Rakowem Częstochowa.

BOGDAN NATHER: Lepszego startu w nowym klubie chyba nie mógł pan sobie wymarzyć - w każdym meczu gol.
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Na pewno nie przewidziałem tego, że będę regularnie zdobywał bramki, ale wierzyłem, że zespół dobrze wystartuje w lidze. Temu podporządkowane były nasze zimowe przygotowania. Najważniejsze, by drużyna wygrywała i zdobywała punkty, ja będę z tego zadowolony nawet wtedy, gdy nie dołożę żadnej bramki.


Najtrudniejszy mecz z dotychczas rozegranych?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Biorąc pod uwagę przebieg meczu, na pewno ten wyjazdowy z Błękitnymi Stargard. Mieliśmy to spotkanie pod kontrolą i byłem przekonany, że wyjdziemy do domu bogatsi o trzy punkty. Tymczasem nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji, rzut karny dla gospodarzy z przypadku, potem odbita piłka i drugi gol dla Błękitnych. Na szczęście nie załamaliśmy się stratą dwóch goli, dążyliśmy do wyrównania i w ostatnich sekundach udało się. Uważam, że ten mecz dał nam pozytywnego kopa, bo pokazał, że potrafimy wyjść obronną ręką z bardzo trudnej sytuacji.


Licząc końcówkę poprzedniej rundy, strzelił pan bramki w 5 ostatnich meczach ligowych. Imponująca seria, ale nurtuje mnie pytanie, czy będzie kontynuowana?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Jeszcze nigdy w życiu nie strzeliłem pięciu bramek w pięciu kolejnych meczach i oby ta seria trwała jak najdłużej. Może nie mam zbyt dużo sytuacji strzeleckich, ale piłka mnie szuka w polu karnym przeciwnika i jak już dojdzie do mnie, to trafiam do siatki. Czasami sam nie wiem, jak to się dzieje. Dopiero uczę się grać na pozycji środkowego napastnika.


Pan się dopiero uczy?! Na boisku zachowuje się pan jak rasowy snajper, więc bez żartów.
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Nie przesadzam, gram na „9” dopiero od roku. Cieszę się, że idzie to w dobrym kierunku i że mam z tego korzyści nie tylko ja, ale cała drużyna. To jest najważniejsze.


Raków Częstochowa, z którym zmierzycie się w piątek, to lepsza drużyna niż te, z którymi zmagaliście się w tym roku. Czyli stojące przed wami zadanie będzie o wiele trudniejsze niż poprzednie? Ma pan już pogląd na ten temat, bo grał pan przeciwko drużynie z Częstochowy w rundzie jesiennej.
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - To prawda, grałem z Rakowem jeszcze będąc zawodnikiem Odry Opole. Patrząc na Raków z perspektywy boiska, to jedna z najlepszych drużyn w II lidze, dlatego byłem bardzo zdziwiony i zaskoczony, że przegrali teraz pierwsze dwa mecze. Ale ostatnie, wysokie zwycięstwo z Legionovią pokazało, że mają spory potencjał.


Znaleźliście sposób, by zaskoczyć najbliższego przeciwnika?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Na pewno nie wyjdziemy na boisko przestraszeni. Mamy swój sposób gry, ale jeszcze możemy czymś przeciwnika zaskoczyć. Szczegółów oczywiście nie będę zdradzał.


A może po wygranej 5:1 w szeregi przeciwnika wkradnie się samouspokojenie?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Na to akurat nie liczymy. Ale zadowolenie po takim meczu na pewno u piłkarzy Rakowa będzie, wątpię jednak, by nas zlekceważyli. Liczymy na otwarty futbol, wierzę, że nie będziemy musieli forsować autobusu zaparowanego przed polem karnym przeciwnika. Taki mecz powinien zadowolić kibiców obu zespołów.


W trzech spotkaniach rozegranych w tym roku zdobyliście już siedem punktów i przesunęliście się na 9. miejsce w tabeli. Będziecie mogli grać teraz spokojniej, mnie nerwowo, co można było zauważyć nawet w dwóch poprzednich, zwycięskich meczach?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Może rzeczywiście tego spokoju na boisku nam brakuje, ale my - wbrew pozorom - wcale nie jesteśmy jeszcze w komfortowej sytuacji. Nad strefą spadkową mamy tylko trzy punkty przewagi, ale jakiś pozytyw to jest. Nie można zadowalać się i zachwycać dotychczasowymi osiągnięciami, tylko trzeba przeć do przodu. Może ten olimpijski spokój przyjdzie z czasem, gdy zdobędziemy jeszcze kilka punktów?


Na mecz z Rakowem wracają na trybuny wasi kibice. Będzie wam łatwiej?
PRZEMYSŁAW BRYCHLIK: - Żaden piłkarz nie lubi grać przy pustych i milczących trybunach. Jeżeli nasi kibice przyjdą na mecz i wesprą nas dopingiem, to my postaramy się im odpłacić dobrą grą. Doping „niesie” piłkarzy i na to liczę.

Z tej samej kategorii