Stoper beniaminka z Jastrzębia zaskoczony, chociaż nie do końca

Piotr Pacholski
 /  fot. Radosław Jóźwiak  /  źródło: Cyfrasport

Doświadczony środkowy obrońca Piotr Pacholski obecny sezon rozpoczynał na ławce rezerwowych, ale nie zrażał się rolą zmiennika i walczył o powrót do podstawowego składu. - Każdy z nas dąży do tego, by grać w podstawowym składzie, ale w tym sezonie już kilkakrotnie udowodniliśmy, że wchodząc na boisko z ławki rezerwowych można odwrócić losy spotkania - przekonuje "Pachu".

BOGDAN NATHER: Trudno się było panu pogodzić z rolą rezerwowego? Pytam dlatego, bo w poprzednich sezonach był pan kluczowym zawodnikiem w zespole z Jastrzębia, a obecny sezon rozpoczął pan od grzania ławy.
PIOTR PACHOLSKI: - Bardzo ciężko było mi się z tym pogodzić, bo w moim życiu po raz pierwszy zetknąłem się z taką sytuacją. Zawsze byłem podstawowym zawodnikiem w drużynie.


Żal, rozgoryczenie, pretensje do trenera?
PIOTR PACHOLSKI: - Nic z tych rzeczy. Rola rezerwowego motywuje do wytężonej pracy na treningach, piłkarz z podwójną energią walczy o powrót do podstawowej jedenastki.


W pierwszym meczu bieżącego sezonu przeciwko MKS-owi Kluczbork był pan zaskoczony, że pańskie miejsce na środku obrony zajął Kacper Kawula?
PIOTR PACHOLSKI: - Nie, ponieważ wiele przesłanek wskazywało na to, że właśnie Kacper będzie wychodził w podstawowym składzie. Na przykład wymóg regulaminowy o dwóch młodzieżowcach na boisku w trakcie meczu. Kacper jest jednym z lepszych młodzieżowców, ogranym już w III lidze, dlatego brałem pod uwagę to, że zajmie moje miejsce.

 

Gra się klei

 

Jako jeden z nielicznych piłkarzy GKS-u 1962 Jastrzębia grał pan wcześniej w II lidze. W sezonie 2011/2012 zakładał pan koszulkę Energetyka ROW-u Rybnik. Zauważył pan wiele zmian od tego czasu?
PIOTR PACHOLSKI: - To prawda, w II lidze grałem przed sześcioma laty, ale trudno mi stwierdzić, jakie zaszły zmiany.


Dlaczego?
PIOTR PACHOLSKI: - Bo GKS Jastrzębie, w którym gram obecnie, jest w tabeli na pierwszym miejscu, gra się nam klei, wygląda to bardzo fajnie. Kiedy grałem w Rybniku, nie za dobrze nam szło, mówiąc szczerze - graliśmy fatalnie. Dopiero kiedy odszedł trener Damian Galeja i zastąpił go Ryszard Wieczorek, ruszyliśmy z miejsca, bo przestaliśmy grać defensywnie. Na pewno znacznie lepiej gra się w roli faworyta niż outsidera.


Obecny poziom II ligi jest porównywalny z tamtym, podniósł się, a może obniżył?
PIOTR PACHOLSKI: - Przypiera mnie pan do muru… Z mojej perspektywy obecny poziom jest wyższy niż wtedy, gdy byłem zawodnikiem ROW-u.


Prawie wszyscy dookoła mówią, że są zaskoczeni obecnymi wynikami drużyny z Jastrzębia. Pan też?
PIOTR PACHOLSKI: - Przyznaję, trochę jestem zaskoczony, aczkolwiek muszę powiedzieć, że przed rozgrywkami nie martwiłem się o naszą motywację. Lubimy bowiem grać z silnymi zespołami, co udowodniliśmy już w III lidze, gdy wygrywaliśmy z czołówką, a traciliśmy punkty ze słabeuszami. Dlatego wiedziałem, że będzie dobrze, ale w najśmielszych snach nie spodziewałem się, że będziemy aż tak wysoko w tabeli.

 

Łatwiej nie będzie

 

Przyłowie mówi, że im dalej w las, tym więcej drzew. Każdy następny mecz w II lidze będzie trudniejszy od poprzedniego?
PIOTR PACHOLSKI: - Poprzeczkę na pewno sobie podwyższamy, ale nie wypada nagle obniżać lotów. Oczekiwania kibiców wzrastają, nasza motywacja nie słabnie, więc nie spodziewam się drastycznego spadku formy. W każdym kolejnym meczu będziemy walczyli o trzy punkty, niezależnie od determinacji i siły przeciwnika.


Sobotni mecz z Wartą Poznań będzie najtrudniejszym z dotychczasowych w II lidze? Kaszel jest krótki: „Bij lidera”.
PIOTR PACHOLSKI: - W pierwszych meczach wszyscy patrzyli na nas jako na beniaminka, który wszedł z III ligi. Może w głowach rywali, ich podświadomości, była zakodowana informacja, że jesteśmy nowicjuszem z niższej ligi. Teraz jednak przekonali się, że trzeba się z nami liczyć, dlatego następne mecze na pewno nie będę dla nas lżejsze i łatwiejsze.

 

Jeden za wszystkich…

 

Atmosfera panująca w waszej szatni sprzyja lepszej grze, pomaga w osiąganiu lepszych wyników?
PIOTR PACHOLSKI: - Atmosfera w szatni jest bardzo dobra, wszyscy trzymamy się razem. Na wynik ma wpływ wiele czynników, a atmosfera w drużynie jest jednym z ważniejszych z nich. Na razie jest bardzo dobrze, są wyniki, ale gwarantuję, że gdyby wyniki były słabsze, atmosfera byłaby… niczego sobie (śmiech).


Nie ma zawiści między tymi piłkarzami, którzy grają, a tymi, którzy grzeją ławę?
PIOTR PACHOLSKI: - Każdy z nas dąży do profesjonalizmu. Wiadomo, że na boisko może występować tylko 11 zawodników i każdy z nas dąży do tego, by grać w podstawowym składzie. W tym sezonie już kilkakrotnie udowodniliśmy, że wchodząc na boisko z ławki rezerwowych można odwrócić losy spotkania. Można powiedzieć, że kilka spotkań wygrali nam rezerwowi. Każdy z nas zna swoją rolę i chce dołożyć swoją cegiełkę do zdobyczy drużyny.


W Poznaniu po raz pierwszy zagracie jako lider rozgrywek, więc presja ciążąca na was może być większa. Czujecie z tego powodu większe obciążenie?
PIOTR PACHOLSKI: - W naszym przypadku to nie ma żadnego znaczenia. To przecież dopiero 9 kolejka, mecz z Wartą chcemy wygrać i nie ma dla nas znaczenia, czy jesteśmy na pierwszym, czy na dziesiątym miejscu w tabeli.


Trudno pogodzić pracę w policji z grą na poziomie II ligi?
PIOTR PACHOLSKI: - Wymagania trenerów rosną, ale w pracy mam coraz stabilniejszą pozycję, mogę decydować o grafiku. Na razie nie mam żadnych problemów, w miesiącu zdarzy się jeden lub dwa treningi, które muszę „odpuścić” na poczet służby, ale nie więcej. Daję radę, nawet z dwudniowymi wyjazdami nie ma problemu.

 

Z tej samej kategorii