Pomocnik ROW-u Mariusz Muszalik kule pożyczył od Jana Furtoka

Mariusz Muszalik
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

W piątkowym meczu z Gryfem Wejherowo doświadczony piłkarz rybnickiej jedenastki doznał bolesnej kontuzji i musiał opuścić boisko. Badania na pogotowiu wykluczyły złamanie jakiejkolwiek kości, ale „Muszi” nie będzie trenował przez dwa-trzy tygodnie. -Opuchlizna jest tak duża, że muszę chodzić o kulach, które pożyczyłem od wujka, Jana Furtoka – mówi piłkarz.

BOGDAN NATHER: W feralnej sytuacji myślał pan, że zdąży uciec z nogami, albo że przeciwnik cofnie swoją nogę?

MARIUSZ MUSZALIK: - Zna mnie pan na tyle długo, że wie doskonale, iż nigdy nie kalkuluję co się opłaca, a co nie. Tak było i tym razem. Widziałem, że rywal idzie wślizgiem, ale myślałem, że dam radę przeskoczyć nad jego nogami. Niestety, z tą drugą  nogą nie udało się uciec i zostałem trafiony. Teraz sobie myślę, że miałem kupę szczęścia.

 

W pierwszej chwili pomyślał pan: „O kurczę, noga złamana”?

MARIUSZ MUSZALIK: - Kiedy łamią ci nogę, słyszysz charakterystyczny chrzęst lub chrupot. Pierwszy raz miałem złamaną stopę w wieku piętnastu lat, gdy grałem w zespole juniorów GKS-u Katowice. Teraz tego dźwięku nie było.

 

Na pogotowie ratunkowe jechał pan z duszą na ramieniu?

MARIUSZ MUSZALIK: - Aż tak źle nie było, chociaż targały mną poważne obawy, bo nie miałem czucia w nodze. Lekarz jednak stwierdził, że to normalne, bo stłuczenie było bardzo silne. W momencie pobytu na pogotowiu przed oczami stanęło mi moje życie piłkarskie, bo wiadomo, że w moim wieku rany, czy urazy wymagają dłuższego leczenia.

 

Po zakończeniu meczu trener Piotr Piekarczyk powiedział, że ma pan rozcięty goleń i że istnieje podejrzenie uszkodzenia kości strzałkowej. Na szczęście dla pana skończyło się na strachu…

MARIUSZ MUSZALIK: - To prawda. Pojechałem na pogotowie i od razu wykluczono złamanie piszczeli. Ale kość strzałkowa jest bardziej delikatna, mogła być pęknięta. Na szczęście więzadła w stawie kolanowym i skokowym były całe, więc rzeczywiście można powiedzieć, że skończyło się na strachu. Na wszelki wypadek dostałem jednak zastrzyk przeciwtężcowy. Przyjechał po mnie Seba Siwek i pojechaliśmy do Katowic, gdzie mieszkamy.

 

W piątek w nocy zakomunikował mi pan, że przez jakiś czas będzie musiał chodzić o kulach. Jak długo?

MARIUSZ MUSZALIK: - Przez jakieś dwa lub trzy tygodnie. Wszystko zależy od tego, jak szybko zejdzie opuchlizna, którą mam na zewnętrznej stronie łydki. Na razie mam mega krwiaka, który jest rozlany i „schodzi” na dół. W nocy z piątku na sobotę ból był nie do wytrzymania, więc musiałem zażyć środek przeciwbólowy.

 

Umie pan poruszać się o kulach?

MARIUSZ MUSZALIK: - Na szczęście tak. Kule pożyczyłem od mojego wujka, Jana Furtoka, który niedawno miał problemy z biodrem i kule gdzieś mu się „zawieruszyły” w domu.

 

Co pan robi, jak pan nic nie robi?

MARIUSZ MUSZALIK: - W tej chwili „przyłapał” mnie pan na oglądaniu telewizji, patrzę na mecz tenisa ziemnego. Po prostu zgodnie z wytycznymi lekarza mam siedzieć i trzymać nogę w górze, okładając ją lodem. Ciągnie mnie na boisko, ale na razie muszę zapomnieć o treningach i meczach.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~Ryszard Lwie SerceUżytkownik anonimowy
~Ryszard Lwie Serce :
No photo~Ryszard Lwie SerceUżytkownik anonimowy
Mariusz, wracaj do zdrowia! I na boisko.
16 paź 16 12:57 | ocena:100%
Liczba głosów:4
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii