Mariusz Muszalik: Jeszcze żyję!

Mariusz Muszalik
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

38-letni pomocnik ROW-u 1964 Rybnik przed kilkoma dniami podpisał z drugoligowcem nowy kontrakt. "Muszi" zapewnia, że mecze bez stawki i adrenaliny, są dla niego niewiele warte. Ma nadzieję, że w nadchodzącym sezonie jego zespół będzie do końca grał pod presją, ale stawką nie będzie utrzymanie w II lidze.

BOGDAN NATHER: To żadna złośliwość z mojej strony, ale na początku zapytam z zdrowie. W poprzednim sezonie z powodu kontuzji stracił pan kilka tygodni na rehabilitację, a co za tym idzie, nie mógł pan przez cały okres przygotowawczy trenować na pełnych obrotach.
MARIUSZ MUSZALIK: - W tej chwili na zdrowie nie narzekam, a po kontuzji, jakiej doznałem w listopadzie ubiegłego roku w meczu z Rozwojem Katowice nie ma już śladu. Potwierdzam, kontuzja ślimaczyła się, by kość się zrosła, musieliśmy zastosować sterydy. Oczywiście o tej kuracji poinformowaliśmy PZPN, by później nie było żadnych kłopotów natury formalnej. Teraz nie mam już żadnego dyskomfortu i chcę się optymalnie przygotować do rozgrywek ligowych.


Pokłosiem urazu była utrata miejsce w podstawowej jedenastce ROW-u. Wściekał się pan z tego powodu, czy też przyjął decyzję trenera Piotra Piekarczyka spokojnie?
MARIUSZ MUSZALIK: - Byłem tego świadomy, że stracę miejsce w podstawowym składzie. Ale piłkarzowi trudno się pogodzić z siedzeniem na ławce rezerwowych , chociaż decyzję trenera Piekarczyka przyjąłem z pokorą. Po prostu czekałem na swoją szansę. Do podstawowego składu wskoczyłem w meczach z Polonią Bytom i Odrą Opole, ale oba przegraliśmy, więc wróciłem na ławkę rezerwowych.


Nie może pan grać z Mariuszem Zganiaczem? Jak on wychodził w podstawowej jedenastce, pan zaczynał na ławce rezerwowych.
MARIUSZ MUSZALIK: - Zagrałem ze „Zganim” od pierwszej minuty we wspomnianych meczach z Polonią i Odrą. Wyniki i przebieg tych meczów widocznie dały trenerowi Piekarczykowi do myślenia, że razem nie możemy grać w jednej linii. Zagrałem z Mariuszem w sparingu może 20 minut, więc siłą rzeczy nie „czytaliśmy” siebie. Wprawdzie graliśmy wcześniej ze sobą, w Odrze Wodzisław i Piaście Gliwice, ale to było dawno temu. Czas nie stoi w miejscu, poza tym ja mam inne predyspozycje niż Mariusz. Nie wykluczam, że będziemy ze sobą grali w nowym sezonie, mnie nie przeszkadza, kto obok mnie jest na boisku.


Pod pańską nieobecność na boisku stałe fragmenty gry z reguły wykonywał Paweł Jaroszewski. Jak będzie w nadchodzącym sezonie?
MARIUSZ MUSZALIK: - Paweł ma dobrze ułożoną stopę, to po pierwsze. Pod drugie - gdy byliśmy obaj na boisku, „żarło” mu, więc nie było sensu czegokolwiek zmieniać. Podział był czytelny – kiedy trzeba było dorzucić piłkę z rzutu rożnego lub wolnego, robił to on. Gdy mieliśmy rzut wolny blisko bramki, do piłki podchodziłem ja. Myślę, że ten układ będzie obowiązywał w nadchodzącym sezonie.


Chyba się pan jeszcze nie wypalił, skoro po meczu w Tarnobrzegu trener Siarki Włodzimierz Gąsior nie mógł się pana nachwalić…
MARIUSZ MUSZALIK: - Ja się w ten sposób nie dowartościowuję, ale to miłe, gdy trener przeciwnika zauważa twoją dobrą dyspozycję. Odpowiem przewrotnie, że takimi meczami jak ten z Siarką pokazałem naszej młodzieży, że jeszcze żyję (śmiech).


W ostatnich dwóch sezonach ROW bronił się przed degradacją z II ligi. Jest szansa, że w nadchodzących rozgrywkach ten scenariusz ulegnie zmianie?
MARIUSZ MUSZALIK: - Na razie tak do końca nie wiemy, kto od nas odejdzie i jacy zawodnicy przyjdą na ich miejsce, więc trudno snuć w tej chwili jakieś plany. Są zespoły, które w poprzednim sezonie w 5-6 ostatnich kolejkach nie grały już o nic, te mecze były dla nich bez stawki. My byliśmy pod presją do końca, walcząc o utrzymanie. Chciałbym, żeby teraz ta presja była w drugą stronę, tzn. by ROW walczył o awans. Mecze bez adrenaliny są dla mnie niewiele warte. Górnik Zabrze w poprzednim sezonie pokazał, że pod presją można grać ładnie dla oka i skutecznie.

 

Z tej samej kategorii