Każdemu innemu klubowi by odmówił

Marek Koniarek bardzo liczy na zacieśnienie współpracy między Rozwojem a GKS-em. - Jesteśmy dwoma katowickimi klubami ze szczebla centralnego, więc po co jakieś animozje i wojenki? – zapytuje nowy trener Rozwoju.

Marek Koniarek
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Maciej GRYGIERCZYK: - Decyzja o powrocie na trenerską ławkę Rozwoju była trudna?
Marek KONIAREK: - Bardzo. Pod każdym względem. Przede wszystkim – jestem w trakcie rehabilitacji i musiałem przełożyć zabieg, którego termin miałem już ustalony w Piekarach Śląskich na koniec czerwca.

Czyli piłka znów wygrała ze sprawami prywatnymi?
Marek KONIAREK: - Gdyby to był jakikolwiek inny klub, to powiedziałbym, że zdrowie jest najważniejsze. W Rozwoju spędziłem jednak sporo czasu. Ostatnio - pięć lat z rzędu, a i wcześniej byłem tu dwukrotnie. Nawet nie potrafię już policzyć, ile tego dokładnie jest. Fajne chwile się tu przeżyło, jak awans do pierwszej ligi, dlatego szkoda byłoby mi odmówić. Trzeba pomóc.

Co to za zabieg?
Marek KONIAREK: - Jestem już po trzech operacjach prawej nogi. Teraz chodzi o okolice pachwiny, usunięcie zrostów pooperacyjnych i rekonstrukcję biodra. Jeszcze do końca nie wiadomo, jak to będzie wyglądało, bo przez dłuższy czas był w nim stan zapalny, ropny, trochę się pouszkadzało.

Kiedy będzie czas, by zadbać o zdrowie?
Marek KONIAREK: - Teraz na zabieg nie ma szans, bo potrzeba na to około dwóch miesięcy. Doktor powiedział mi, że można to przesunąć. Nie trzeba operować „na już”, choć wiadomo, że najlepiej to zrobić jak najszybciej. Stale muszę się rehabilitować, by tej nogi nie zaniedbać. Ona musi być przygotowana do zabiegu. Trzeba będzie to zrobić, nie ma wyjścia. Przesunęliśmy to na jesień. Dokładnego terminu jeszcze nie mam, ale pewnie wtedy, gdy już skończy się runda.

Powiedział pan, że ta decyzja o powrocie do Rozwoju była trudna pod każdym względem.
Marek KONIAREK: - Zdrowie – to raz, ale następna rzecz to sytuacja klubu. Wiadomo, jaki jest stan tej drużyny. Trochę się to wyklarowuje, zapadła decyzja, że startujemy w drugiej lidze, ale dziś jeszcze ciężko to wygląda. Trudno będzie wielkich rzeczy oczekiwać. Zrobi się tyle, na ile nas będzie stać. Chodzi o to, by młodzi chłopcy wprowadzani do gry mieli obok siebie zawodników doświadczonych. Gdyby grali sami młodzi – tylko zrobilibyśmy im krzywdę.

Podobno taka była jedna z opcji.
Marek KONIAREK: - I w jej przypadku od razu byłem na nie. Powiedziałem, że nie ma szans. To są fajni chłopcy, większe czy mniejsze talenty, ale sami nie daliby sobie rady. Nie ma o czym gadać. Wystarczyłyby dwa-trzy mecze, a mogliby się zdołować, uszłoby powietrze i zespół kompletnie by nie funkcjonował. Jeśli mówi się, że chcemy iść w kierunku promocji, to efekt mógłby być odwrotny: antypromocja. Tacy młodzieżowcy jak Bartek Marchewka czy Kacper Tabiś potrzebują mieć obok siebie chłopaków, którzy ciężar drugiej ligi już znają i wiedzą, o co chodzi.

Dwa lata, które minęły od awansu Rozwoju na zaplecze ekstraklasy, były trudnym czasem.
Marek KONIAREK: - Dla mnie zdrowotnie – na pewno, o czym nieraz już mówiłem. To były jednak też ciężkie chwile dla klubu. Obserwując to z boku, powiem, że pierwsza liga była do uratowania. Przynajmniej – sportowo, bo finanse to inna rzecz. Dwie drużyny wtedy się wycofały, a gra Rozwoju nie była aż tak zła. Czegoś jednak zabrakło. Szkoda, bo dziś moglibyśmy być w innym miejscu. Na drugą ligę trzeba było montować nowy skład praktycznie dwa razy – zaraz po spadku, no i zimą. Drużyna cały czas jest w przebudowie. Najgorszy okres jest jednak teraz, bo pół roku temu był czas, ciut większe pieniądze, a teraz wszystko się nawarstwiło. Sławek Mogilan z pomocą Arka Milika chcą to pociągnąć. Nikt jednak nie powiedział, że trzeba się utrzymać. Nie. Chcemy bardzo, zależy nam, taki jest cel, ale zobaczymy, jak będzie.

Spadku kolejnego śląskiego klubu byłoby bardzo szkoda?
Marek KONIAREK: - W ostatnim sezonie to nawet kibicowałem Ruchowi. Nasz śląski klub, trzeba życzyć mu dobrze. Wielkim ciosem była jednak dla mnie zwłaszcza wiosna GKS-u Katowice. Człowiek jest na Bukowej na każdym meczu, kibicuje… Wystarczyło wygrać z Kluczborkiem, a byłby awans. Naprawdę szkoda tej szansy. Teraz przyszedł nowy trener, mój kolega Piotrek Mandrysz, pozmieniał kadrę, oczyścił szatnię i wierzę, że będzie to wyglądało inaczej. Balon znów będzie napompowany, jak to w GKS-ie.

Mandrysz obiecał panu pomóc.
Marek KONIAREK: - Jesteśmy umówieni, że ci zawodnicy, których odpuści, mogą nas w miarę możliwości wzmocnić. Coś z tego powinno się urodzić. Liczę na współpracę między GKS-em a Rozwojem. To dwa katowickie kluby ze szczebla centralnego. Po co jakieś animozje? Wojenki? To nie ma sensu. GKS zawsze będzie na pierwszym miejscu, bo jest GKS-em. Nie ma się co czarować. Fajnie byłoby, gdyby współpraca się zacieśniła, bo korzyści mogłyby czerpać obie strony.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~ZabaUżytkownik anonimowy
~Zaba :
No photo~ZabaUżytkownik anonimowy
Koniar to swoj chop,dobrze prawi,polać mu.
14 lip 17 16:05
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~hadriansUżytkownik anonimowy
~hadrians :
No photo~hadriansUżytkownik anonimowy
Podoba mi się wypowiedź Koniarka. Jak walczyć, to na boisku, a po meczu jesteśmy przyjaciółmi.
14 lip 17 15:05
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii