Trener lidera II ligi czeka na napastnika

Jarosław Skrobacz nie ukrywa, że budżet GKS-u 1962 Jastrzębie jest jednym z najniższych w drugiej lidze. - Patrząc na nasze dokonania spokojnie i realnie oceniając sytuację organizacyjno-finansową klubu, chłopcy robią coś ponad miarę - powiedział z pełnym przekonaniem szkoleniowiec lidera II ligi i głównego kandydata do awansu na zaplecze ekstraklasy.

Jarosław Skrobacz
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

BOGDAN NATHER: Do zakończenia zimowego okienka transferowego pozostały już tylko dwa tygodnie, a lider II ligi pozyskał tylko dwóch nowych zawodników – defensywnego pomocnika Bartosza Jaroszka z Rozwoju Katowice oraz stopera Kacpra Czajkowskiego z Ruchu Chorzów. Dlaczego jest pan taki „wstrzemięźliwy”? Uważa pan, że GKS 1962 Jastrzębie nie potrzebuje wzmocnień, by awansować na zaplecze ekstraklasy?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Na pewno chciałbym zrobić znacznie większe zakupy. Gdyby to było możliwe, ściągnąłbym jeszcze 3-4 zawodników, by zwiększyć rywalizację, bo to ona jest gwarantem postępu. Niestety, mamy ograniczony budżet, stąd moje „skąpstwo” i oszczędność. Zimą planowałem wzmocnienie składu na dwóch pozycjach, ale nie był nią środek obrony. Kontuzja Kacpra Kawuli wymusiła korektę moich planów i zamierzeń.

 

Nie zdołaliście zatrzymać Kamila Adamka, który przeszedł do Drutexu-Bytovii. Szuka pan jeszcze napastnika?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Szukam. Cały czas rozglądamy się i penetrujemy rynek, być może w środowym sparingu z Elaną Toruń taki zawodnik pojawi się w naszym składzie.

 

Pytam o transfery dlatego, bo konkurenci zbroją się na potęgę. ŁKS Łódź pozyskał trzech piłkarzy, którzy ostatnio grali w I lidze - Rafała Kujawę, Wojciecha Łuczaka i Macieja Wolskiego, Warta Poznań zakontraktowała napastnika Pawła Piceluka z Rakowa Częstochowa, a Radomiak wręcz szalał na rynku transferowym. Jego nowymi zawodnikami zostali między innymi Damian Szuprytowski z Olimpii Elbląg, Bartosz Skowron z Chojniczanki, Jakub Wróbel z Bruk-Betu, czy portugalski pomocnik Bruno Luz, grający ostatnio w Rumunii. Co pan na to?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Wydaje mi się, że nasi rywale stawiają wszystko na jedną kartę. Na pewno zbrojenia konkurencji robią wrażenie i nie będę nikogo przekonywał, że mnie nie interesują, bo to byłaby nieprawda. Patrzę jednak przede wszystkim na siebie i moje potrzeby. Oczywiście zazdroszczę tym klubom środków finansowych, jakimi dysponują, ale z drugiej strony pocieszam się myślą, że nawet gdybym kupił 6-8 nowych piłkarzy, to na boisku może ich być tylko jedenastu. Nie mam wątpliwości, że moi zawodnicy podołają wyzwaniu, ale ściągając nowego zawodnika muszę mieć pewność, że jest on lepszy od tego, którego już mam w kadrze, albo przynajmniej równorzędny.

 

Nie jest tajemnicą, że w klubowej kasie nie przelewa się. Tak szczerze - jesteście pod każdym względem przygotowani na awans? Sportowym, organizacyjnym, finansowym…
JAROSŁAW SKROBACZ: - Nie jest tajemnicą, że jeżeli chodzi o zarobki piłkarzy i trenerów, jesteśmy na szarym końcu drugoligowej stawki, na pewno w ostatniej trójce. Całe szczęście, że pieniądze nie grają na boisku, tylko zawodnicy. Nasza lokata w tabeli po rundzie jesiennej rozbudziła apetyty działaczy, a przede wszystkim naszych kibiców. Próbuję je tonować, przypominając, że naszym celem było spokojne utrzymanie w II lidze. Jesienią już je sobie zagwarantowaliśmy, więc cel został zrealizowany.

 

Co dalej z tym fantem?
JAROSŁAW SKROBACZ: - My, trenerzy i piłkarze, zrobimy wszystko, by w sportowej rywalizacji wywalczyć awans do I ligi. Ale powinniśmy do tego podejść spokojnie, chociaż zdaję sobie sprawę, że kibice będą wywierali presję na moich zawodników. Pracuję prawie dwa lata w Jastrzębiu, w trzech okienkach transferowych pozyskaliśmy tylko 6 nowych zawodników. Nie zapominajmy, że gdy obejmowałem drużynę, jedną nogą była już w IV lidze, a w zasadzie obiema nogami. Tylko seria zwycięstw mogła nas uratować i taka seria nam się przydarzyła. Utrzymaliśmy się w III lidze, potem zrobiliśmy awans o szczebel wyżej, teraz jesteśmy liderem II ligi. Patrząc na nasze dokonania spokojnie i realnie oceniając sytuację organizacyjno-finansową klubu, chłopcy robią coś ponad miarę. Często zadajemy sobie pytanie, czy to ma sens, czy to jest właściwy moment na awans?

 

Macie wątpliwości?
JAROSŁAW SKROBACZ: - Każdy na naszym miejscu by je miał. Zna pan powiedzenie porywać się z motyką na słońce? Naszych działaczy czeka ogrom pracy organizacyjno-finansowej, by klub nie był kolosem na glinianych nogach. Chciałbym bardzo awansować, piłkarze także i temu podporządkowaliśmy nasze przygotowania do rundy wiosennej. Ale to nie będzie spacerek, teoria jest łatwa, ale każdy punkt trzeba będzie wydrzeć przeciwnikowi na boisku.

 

Nie boi się pan - że w przypadku awansu, a zwłaszcza jego braku – latem pańska drużyna zostanie „rozebrana”? To żadna tajemnica, że kilka bogatszych i bardziej renomowanych klubów niż GKS 1962 Jastrzębie interesuje się pańskimi piłkarzami. Latem będą dla nich łakomym kąskiem.
JAROSŁAW SKROBACZ: - Dostrzegam to niebezpieczeństwo, ale to pole do popisu dla moich zwierzchników. Trudno mi ocenić, czy poszczególni zawodnicy oprą się pokusie znacznie wyższych zarobków i gry w lepszych drużynach. Na pewno kilka klubów byłoby szczęśliwych, gdyby udało im się „wyciągnąć” z Jastrzębia kilku zawodników. Temat jest dla nas wszystkich istotny i… bardzo drażliwy, ale nie możemy chować głowy w piasek i udawać, że to nas nie dotyczy. Musimy się z tym problemem - jako klub - zmierzyć. Jeżeli latem stracimy 3-4 piłkarzy, to w naszym przypadku będzie to kadrowa rewolucja.

 

Z tej samej kategorii