Obrońca z Jastrzębia zapewnia, że lider nie zlekceważy Gwardii Koszalin

Dominik Kulawiak
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dominik Kulawiak zapewnia, że z każdym zwycięskim meczem apetyt na awans do I ligi jest coraz większy, ale na razie jego koledzy nie "podpalają się" i myślą tylko o najbliższym meczu. - Pojedziemy do Koszalina odpowiednio nastawieni, a z poprzedniego sezonu wyciągnęliśmy wnioski i już nie popełnimy tych samych błędów - mówi "Kula".

BOGDAN NATHER: Zwycięstwo z ROW-em 1964 Rybnik potraktował pan jako spóźniony prezent urodzinowy?
DOMINIK KULAWIAK: - Rzeczywiście, ta wygrana była bardzo fajnym prezentem urodzinowym, które obchodziłem dzień przed meczem. Zdobyte trzy punkty w derbach sprawiły, że miałem miłe sobotnie popołudnie.


Nie miał pan żalu do trenera Jarosława Skrobacza, że zmienił pana w przerwie spotkania?
DOMINIK KULAWIAK: - Trener Skrobacz obawiał się, że dostanę drugą żółtą kartkę i będziemy musieli grać w dziesiątkę. Wszyscy zawodnicy przebywający na boisku grali ostro, w meczu dużo było walki. Pod koniec I połowy sędzia ostrzegł mnie, że każdy następny faul będzie równoznaczny z pokazaniem żółtej kartki. Najważniejsza w takim przypadku jest drużyna, a nie moje „zachcianki”, więc trener wiedział, co robi zdejmując mnie z boiska. Siedząc na ławce bardzo się denerwowałem, ale tak jest zawsze, gdy ogląda się mecz z boku.


Z sezonu na sezon jest pan lepszym obrońcą?
DOMINIK KULAWIAK: - Wydaje mi się, że tak. Awansowaliśmy przecież do II ligi, gram regularnie i „łapię” niezbędne doświadczenie.


Zawodnik, który w tym sezonie sprawił panu najwięcej problemów na boisku?
DOMINIK KULAWIAK: - Żaden napastnik nie dał mi się jakoś szczególnie we znaki, ale na każdego przeciwnika trzeba uważać. Trzeba być w każdym momencie maksymalnie skoncentrowanym, moment rozkojarzenia może drogo kosztować.


Największe pana zalety?
DOMINIK KULAWIAK: - Trudno wskazać jeden element, ale wydaje mi się, że waleczność, która jest nieodzowna, jeżeli chce się wygrywać mecze. Nigdy nie odstawiam nogi, bo w II lidze jest mnóstwo walki. Dowodów dostarczył chociażby ostatni mecz z ROW-em Rybnik. Nie był dobry w naszym wykonaniu, ale wolą walki zdołaliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.


Mankamenty, nad którymi musi pan popracować?
DOMINIK KULAWIAK: - Muszę dużo poprawić w swojej grze, dlatego do każdego ćwiczenia na treningu przykładam się w stu procentach. Jak wyglądasz na treningu, tak potem grasz w meczu.


W bieżących rozgrywkach wystąpił pan w 14 meczach, wszystkie rozpoczynał pan w podstawowej jedenastce. Pamięta pan, kiedy ostatni raz usiadł na ławce rezerwowych?
DOMINIK KULAWIAK: - Tak, pamiętam. To było w ubiegłym sezonie w wyjazdowym meczu z Ruchem Zdzieszowice. Wszedłem w drugiej połowie za „Adiego” Kopacza.


Od tamtej pory nie dal się pan już „wygryźć” z podstawowej jedenastki, To oznacza, że jest pan „nie do ruszenia”?
DOMINIK KULAWIAK: - Każdy zawodnik jest do ruszenia, dlatego walczę na maksa w każdym meczu, by w następnym wyjść na boisko w podstawowym składzie, zagrać od pierwszej minuty.


Pomaga panu to, że jest pan bardzo uniwersalnym obrońcą? Grywał pan już na obu flankach, a także na środku defensywy…
DOMINIK KULAWIAK: - Na pewno nie przeszkadza. Rzeczywiście, chociaż jestem zawodnikiem prawonożnym, mogę grać zarówno na prawej, jak i na lewej obronie. Zdarzało się też, że grywałem na stoperze.


Pozycja, a której się pan absolutnie nie widzi?
DOMINIK KULAWIAK: - O bramce nie wspominam, bo to się rozumie samo przez się. Myślę, że nie dla mnie jest gra na bocznej pomocy. Prędzej zdecydowałbym się na grę w ataku, chociaż nie strzelam dużo bramek (śmiech).


Co pan pomyślał, gdy w meczu z Siarką Tarnobrzeg zobaczył czerwoną kartkę? Że pozbawił pan kolegów szans na zwycięstwo?
DOMINIK KULAWIAK: - Przyznaję, byłem bardzo zdenerwowany. Ale byliśmy pozytywnie nastawieni do tego meczu, więc byłem przekonany, że koledzy poradzą sobie i nie przegrają. Wiedziałem, że będzie bardzo ciężko, lecz nie straciłem nadziei na dobry wynik. A takim byłby na pewno remis. Koledzy też nie zwątpili i w końcówce strzelili dwa gole.


Jak ocenia pan szanse awansu do I ligi? Nie wyobrażam sobie bowiem, by jako piłkarz z ambicjami nie miał pan takich planów.
DOMINIK KULAWIAK: - Będę powtarzał jak trener i my wszyscy - najpierw musimy sobie zagwarantować utrzymanie w II lidze, a potem będziemy się martwić czym innym. Faktem jest, że w tej chwili jesteśmy w tabeli na pierwszym miejscu, chęci mamy coraz większe, podobnie nasi kibice. Na razie jednak musimy zrobić wszystko, by zakończyć jesień na pierwszym miejscu. A to nam zapewnią zwycięstwa w trzech ostatnich meczach w tym roku.


W najbliższym mecz z Gwardią Koszalin nie jest trudno wskazać faworyta, dla lidera to powinna być przysłowiowa bułka z masłem. Ale ku przestrodze przypominam, że w poprzednim sezonie, jeszcze w III lidze, straciliście dużo punktów z outsiderami - Olimpią Kowary, Górnikiem Wałbrzych, które pożegnały się z III ligą, ani razu nie przegrała z wami Lechia Dzierżoniów, walcząca wówczas rozpaczliwie o utrzymanie. Nie obawia się pan teraz „powtórki z rozrywki”?
DOMINIK KULAWIAK: - Na pewno nie zlekceważymy zespołu z Koszalina, który miał długą serię meczów bez porażki. Pojedziemy tam odpowiednio nastawieni, a z poprzedniego sezonu wyciągnęliśmy wnioski i już nie popełnimy tych samych błędów.

 

„Kibice” za 15 tysięcy

Kierownictwo Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Jastrzębiu Zdroju wyliczyło szkody, jakie powstały po sobotniej wizycie „kibiców” ROW-u Rybnik na Stadionie Miejskim przy ulicy Harcerskiej. - Nasze straty wyniosły 15 tysięcy 249 złotych i 69 groszy brutto - powiedział wicedyrektor MOSiR-u, Michał  Szelong. - Takie są koszty naprawy konstrukcji pod siedziska oraz zakup krzesełek wraz z montażem. Pismo wysłaliśmy - pocztą, za potwierdzeniem odbioru - we wtorek do klubu  Rybnika, wraz z powiadomieniem Komisji Dyscyplinarnej PZPN.

 

 

 

Z tej samej kategorii