Jan Furlepa wierzy w powodzenie swojej misji

Doświadczony szkoleniowiec cieszy się z powrotu na trenerską ławkę. Przyznał, że oglądając mecze w Jastrzębiu i Rybniku z wysokości trybun, czuł się bardzo nieswojo. - Szczera rozmowa z członkami zarządu MKS-u Kluczbork przekonała mnie, że warto zaryzykować - powiedział Jan Furlepa. - Chcę przekonać kilku doświadczonych piłkarzy, by pomogli mi utrzymać zespół w II lidze.

Jan Furlepa
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

BOGDAN NATHER: Cieszy się pan z powrotu na trenerską ławkę?
JAN FURLEPA: - Oczywiście, że tak. Bezczynność powoli zaczynała mnie męczyć. Przez pierwsze dni czułem żal, że stało się tak, jak się stało. Potem jednak wytłumaczyłem sobie, że historię trzeba znać, lecz nie można nią żyć. Mój przymusowy „urlop” miał jedną dobrą stronę - odrobiłem rodzinne zaległości, więcej czasu spędzałem z wnukami. Mam trzech wnuków i jedną „księżniczkę” Kingę.

 

Widywałem jednak pana bardzo często na meczach w Rybniku i Jastrzębiu…
JAN FURLEPA: - Brakowało mi futbolu, a ponieważ mieszkam w Żorach, do Jastrzębia i Rybnika mam niedaleko i korzystałem z okazji, by popatrzeć jak grają drugoligowcy. Nie ukrywam jednak, że siedząc na trybunach czułem się trochę nieswojo, bo chciałem siedzieć znacznie niżej (śmiech).

 

Wcześniej odrzucał pan propozycje pracy, na przykład z Ruchu Zdzieszowice. Dlaczego zdecydował się pan na ofertę z Kluczborka?
JAN FURLEPA: - Mecze w II lidze pokazały, że połowa stawki będzie walczyła o awans, a połowa - o utrzymanie. Drużynę ze Zdzieszowic miałem przejąć w trakcie rozgrywek, zresztą to nie był jedyny klub trzecioligowy, który złożył mi konkretną ofertę pracy. To byłoby duże ryzyko, teraz jest ono znacznie mniejsze. Dlaczego? Ponieważ mam osiem tygodni na to, by przygotować zespół do pierwszego meczu ligowego z ŁKS-em Łódź.

 

Chce pan sobie popsuć CV? Ostatnio były dwa awanse z Odrą Opole, teraz może być spadek z Kluczborkiem do III ligi. Gra naprawdę jest warta świeczki?
JAN FURLEPA: - Ten nie robi błędów, kto nic nie robi. Ja przez ostatnie pół roku nie popełniłem żadnego błędu, bo nie miałem pracy. Działacze dali mi zielone światło w budowaniu drużyny, podejmowaniu decyzji personalnych, mają do mnie zaufanie, o czym świadczy roczny kontrakt, jaki podpisałem. A spadków się nie boję, przeżyłem to już prowadząc Naprzód Rydułtowy, czy ROW Rybnik. Jestem jednak optymistą, że moja misja w Kluczborku zakończy się sukcesem.

 

Czeka pana bardzo trudne zadanie, bo zarząd klubu podał się do dymisji i chociaż nie została ona przyjęta, to trudno od tych ludzi oczekiwać pełnego zaangażowania. Każde ryzyko ma swoje granice…
JAN FURLEPA: - W te sprawy się nie zagłębiam. Szczera rozmowa z członkami zarządu przekonała mnie, że warto zaryzykować. Dla każdego trenera to mały plusik, jeżeli przejmuje drużynę w trakcie przerwy zimowej. W tym właśnie okresie podejmowałem pracę w Odrze Opole.

 

Ma pan świadomość, że by pańska misja ratowania II ligi dla Kluczborka miała szanse powodzenia, musi pan ściągnąć kilku nowych zawodników. Ile nazwisk zawiera pańska lista?
JAN FURLEPA: - To nie jest kilkanaście nazwisk, lecz kilka. Chcę wykorzystać swoje znajomości i przekonać kilku doświadczonych zawodników, odstawionych na boczny tor w innych klubach, że w Kluczborku mogą się odbudować i pomóc mi w mojej misji. Chcę pozyskać jednego młodzieżowca, mam konkretnego kandydata, który grał w I lidze, ma nawet występ w ekstraklasie. W rundzie jesiennej ilościowo kadra Kluczborka była duża, ale jakości nie było. Tabela nie kłamie - w 19 meczach moja nowa drużyna zdobyła zaledwie 16 punktów, aż dziesięć meczów MKS-u zakończyło się remisem.

 

Rozpoczął pan już „polowanie”?
JAN FURLEPA: - Tak, rozmawiałem z czterema piłkarzami, którzy poprosili o kilka dni do namysłu. Pewnie nie wszyscy odpowiedzą pozytywnie na moją ofertę, ale przed inauguracją rozgrywek nie wykluczam „złotego strzału”. Przygotowania do rundy wiosennej rozpoczynamy już 4 stycznia, znacznie szybciej niż konkurenci. Ale w naszym przypadku każdy dzień treningu jest na wagę złota.

 

Z tej samej kategorii