Z Rozwoju na Anfield Road!

Bartosz Baranowicz to kolejny wielki talent, który może ruszyć w wielki piłkarski świat z Rozwoju Katowice. 15-letni środkowy pomocnik niedawno spędził tydzień w akademii Liverpoolu.

Choć dopiero co skończył 15 lat, gra już w sparingach i strzela gole dla drugoligowej drużyny Rozwoju Katowice, zadebiutował w reprezentacji Polski swojego rocznika (2003), odmówił Lechowi Poznań, a jeden ze styczniowych tygodni spędził na testach w akademii słynnego Liverpool FC. Bartosz Baranowicz to kolejna perełka z małego katowickiego klubu, która może za kilka sezonów ruszyć w wielki piłkarski świat. Siedem dni spędzonych w akademii „The Reds” pozwoliło mu już poczuć jego namiastkę.

 

Na początku był stres
- Wszystko zaczęło się od tego, że na naszych meczach pojawiali się menedżerowie. Moi rodzice odebrali w końcu telefon z propozycją wyjazdu do Liverpoolu. Tak, by się sprawdzić. Nie odmówiłem, bo to fajna sprawa. W Anglii towarzyszyli mi mama i tata oraz dwójka agentów – mówi Baranowicz, który zakwaterowany został w hotelu w centrum Liverpoolu. Trenował z zespołem U-16, czyli juniorami rok starszymi od siebie.

 

Fot. archiwum prywatne / źródło: SPORT

 

- Na zajęcia przyjeżdżały po mnie takie specjalne auta. Gdy jechałem na pierwszy trening, byłem strasznie zestresowany! Nie wiedziałem, co mnie czeka, to była zagadka, ale z każdym treningiem było już coraz lepiej. Poznawałem stopniowo osoby będące wokół zespołu. Widać, jak wielki to klub. Akademia ma siedem boisk trawiastych, jedno sztuczne, a do tego jeszcze balon. Mieści się na obrzeżach. W jednej części miasta znajduje się akademia, w drugiej baza pierwszej drużyny, a w jeszcze innej stadion Anfield – opowiada młody środkowy pomocnik, który zaliczył w Liverpoolu łącznie cztery treningi oraz testy fizyczne.

 

- To wielkie doświadczenie – zobaczyć, jak to wygląda w Anglii i jak się ma do tego Polska. Sam fakt, że w zimę wszystkie treningi odbywają się na trawiastych boiskach, mówi wiele. U nas to nie do pomyślenia, żebyśmy teraz weszli sobie na trawę. Tam nikt nie zwraca na to uwagi. Schodziliśmy z zajęć, a osoby z klubu już dbały o murawę. Każde zajęcia zaczynały się jednak od półgodzinnego pobytu w siłowni. Z niej od razu, bez rozgrzewki, wybiegało się na boisko. Ja oczywiście nie mogłem mieć takich obciążeń co zawodnicy akademii. To, co inni robili ze sztangami, ja wykonywałem bez nich. A piłkarsko, w porównaniu do Polski, przepaści nie było. Fizycznie – też nie. Nie są to nie wiadomo jak wysokie chłopaki, ale bardzo wiele biegają. Są nabuzowani, mogą zasuwać przez cały trening bez przerwy. To bardzo ich cechuje – dzieli się wrażeniami Bartek, na którego koledzy wołają „Bary”.

 

Mijał się z Gerrardem
Tydzień spędzony w Liverpoolu nie mógłby się oczywiście obyć bez wizyty na Anfield Road. Junior Rozwoju Katowice zobaczył z wysokości trybun niesamowity mecz Liverpoolu z Manchesterem City, zakończony wynikiem 4:3 dla „The Reds”.

 

- Fajna sprawa, zobaczyć taki mecz na żywo. To coś zupełnie innego niż w telewizji. Mega wrażenia. Zawodnicy są wybiegani, energiczni. Widzieć na własne oczy w akcji Salaha czy Mane… Inny świat, w porównaniu choćby do ekstraklasy – przyznaje.

 

Wcześniej z kolei gościł na spotkaniu tych samych klubów, tyle że ich drużyn U-23. – Skończyło się 2:3. Z bramkarzem Kamilem Grabarą nie było okazji pogadać, ale na pewno nie zawalił żadnej bramki! – zaznacza Baranowicz, który miał z kolei okazję zwiedzić Anfield od środka.

 

- Oprowadzono nas po szatniach. W tej gospodarzy wszyscy – wiadomo – mają swoje nazwiska nad szafkami i przygotowane koszulki, a dwa miejsca są zarezerwowane dla Stevena Gerrarda i Kenny’ego Dalglisha, czyli klubowych legend. Na nich nikt nie może siedzieć. Gerrarda widywałem za każdym razem, gdy przyjeżdżałem na trening. Chodził po akademii, jest tam trenerem drużyny U-18. Zdjęcie musiało więc wpaść na Instagrama – śmieje się Bartosz.

 

I zdradza, co powiedziano mu na odchodne: - Usłyszałem, że dalej będę obserwowany. Wiadomo, że Liverpool śledzi bardzo wielu zawodników. Ale to, co będzie w przyszłości, zależy w sumie tylko ode mnie i tego, jak będę się rozwijał.

 

Gdzie mu będzie lepiej?
Baranowicz na razie jest skoncentrowany na grze w Rozwoju – mimo że już dawno mogłoby go tu nie być. – Ze dwa lata temu byłem na testach w Lechu Poznań. Trenowałem we Wronkach, tata odbierał potem telefony z Poznania, ale odpowiadał, że na razie zostaję w Katowicach i nigdzie się nie ruszam. Taką decyzję podjęliśmy. No, bo nigdzie nie będę miał lepszych warunków do rozwoju. W żadnym innym klubie nie trenowałbym raczej z pierwszą drużyną. Musiałbym znowu schodzić do swojego rocznika, co nie byłoby dla mnie jakimś superrozwiązaniem – tłumaczy rozsądnie.

 

Już od lata trenuje z pierwszym – II-ligowym – zespołem Rozwoju, co jak na 15-latka jest ewenementem. Debiut – na razie nieoficjalny – zanotował w grudniowych sparingach z Pogonią Imielin i Spartą Katowice. Z kolei w tym miesiącu zagrał przeciw Szombierkom Bytom i BKS-owi Stal Bielsko-Biała. Trzecioligowcowi spod Klimczoka zaaplikował przedniej urody gola. Uderzył z dystansu, piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. Przy ul. Zgody 28, mówiąc o transferowych planach na zimę, mówią wprost, że „Bary” ma być jednym z trzech wzmocnień, bo na stałe zostanie włączony do II-ligowej kadry. 15-latek na szczeblu centralnym? To w zasadzie przesądzone!

 

- Pamiętam, że w sparingu z Imielinem był lekki strach. Wiadomo – pierwszy mecz w seniorskiej piłce. Starałem się grać wszystko na jeden-dwa kontakty. Potem, ze Spartą Katowice, złapałem już większy luz i wyglądało to lepiej. Nie nastawiam się na pewno na to, że od razu będę regularnie grał w drugiej lidze. Każda chwila spędzona na boisku będzie dla mnie cennym doświadczeniem – podkreśla Baranowicz, który jak na niespełna 15-letniego chłopaka emanuje spokojem i dojrzałością. Mimo że tak wiele wokół niego się dzieje.

 

- Jeśli chce się grać w piłkę na jakimś poziomie, to po prostu trzeba się poświęcić. Gdy poświęcisz się teraz, to jest szansa, że później będziesz miał lepiej niż inni. Rodzice mnie pilnują. Myślę, że sodówka do głowy mi nie strzeli – uśmiecha się.

 

 

RUSZYLI Z ROZWOJU W ŚWIAT
Tomasz Zdebel (z Rozwoju do GKS-u Katowice, potem grał w Niemczech, Belgii, Turcji)
Arkadiusz Milik (z Rozwoju do Górnika Zabrze, dziś: Napoli SSC)
Przemysław Szymiński (z Rozwoju do Wisły Płock, dziś: Palermo)

 

Komentarze (4)

Napisz komentarz
No photo
No photo~UnkielUżytkownik anonimowy
~Unkiel :
No photo~UnkielUżytkownik anonimowy
Zagraniczne kuby potrafią a nasze stary zagraniczny szrot.
26 sty 09:35 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~TobiUżytkownik anonimowy
~Tobi :
No photo~TobiUżytkownik anonimowy
Na chlopaku jakas prywatna osoba chce kasę zarobić ,włączając go do kadry pierwszej drużyny może mu nieświadomie duża krzywdę zrobić jak jakiś pol trzeźwy obrońca mu nogi poprzestawia,wtedy na Liverpool będzie za późno .Bartek pomyśl czy nie lepiej karierę dalej w juniorach kontynuować ? Powodzenia
27 sty 08:29
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~IrENEUSZ :Użytkownik anonimowy
~IrENEUSZ :
No photo~IrENEUSZ :Użytkownik anonimowy
do ~HANYS NCH:
No photo~HANYS NCHUżytkownik anonimowy
26 sty 13:51 użytkownik ~HANYS NCH napisał
Jak bardzo to prawdziwe co powiedziales! Teraz nalezy sie zastanowic czy w pierwszej kolejnosci sa reprezentowane INTERESY KLUBOW czy raczej prywatne u nas..
A co do tego chlopaka powodzenia ! Juz dawno czlowiek zapomnial o swoich wlasnych marzeniach :) t
ruch w przyszłym sezonie derby z Rozwojem :D
26 sty 15:12 | ocena:100%
Liczba głosów:1
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii