Rzeź niewiniątek w Rybniku. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał

Przemysław Brychlik
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Drużyna trenera Piotra Piekarczyka na własnym boisku została zmasakrowana przez zespół, który wcześniej na wyjeździe zdobył tylko punkt. - Musimy o tym spotkaniu jak najszybciej zapomnieć - mówił po sobotniej klęsce 1:4 z Garbarnią Kraków trener ROW-u 1964 Rybnik, Piotr Piekarczyk.

Kopanie leżącego to żadna przyjemność, ale tym razem piłkarze ROW-u zasłużyli na kilka cierpkich słów. Nie chodzi wcale o sam fakt przegrania meczu, ale o styl, w jakim zebrali cięgi od Garbarni. Drużyna z Krakowa przed wizytą w Rybniku na obcych boiskach zdobyła raptem punkt i miała bilans bramkowy 2:5. W sobotę drużyna Piotra Piekarczyka była dla rywali tylko bladym tłem i gotów jestem przyjąć zakład, że szkoleniowiec ROW-u wolałby pójść do dentysty niż rozmawiać o tym meczu.

 

Kiedy na oficjalnej stronie internetowej Garbarni przed meczem z ROW-em pojawił się wpis „Stawiamy na to, że nasi piłkarze sprawią w Rybniku niespodziankę”, można to było potraktować jako zbytnią pewność siebie i w pewnym sensie pobożne życzenie. Wszak ROW we wcześniejszych meczach u siebie zdobył komplet punktów i zebrał pochlebne recenzje - mimo porażki - za mecz z Radomiakiem. Tymczasem na boisku przy ulicy Gliwickiej oglądaliśmy prawdziwą rzeź niewiniątek, a w roli ofiar wystąpili gospodarze. Festiwal strzelecki gości rozpoczął Tomasz Ogar, a potem w jego ślady poszli kolejno Patryk Serafin, Michał Mistrzyk i Marcin Siedlarz. Honorowy gol Sebastiana Musiolika nie osłodził rybniczanom goryczy porażki.

 

- Potrzebne nam było takie spotkanie - powiedział trener Garbarni, Mirosław Hajdo. - Zawsze wiedziałem, że moi chłopcy potrafią grać w piłkę. Tylko gra w piłkę może dać nam pozytywne wyniki, bo jak będziemy tylko kopać piłkę do przodu, to nic z tego nie będzie. Zagraliśmy dobre spotkanie, chociaż szkoda straconej bramki w końcówce meczu po prostym błędzie, który nie powinien był się przytrafić. Najważniejszy jednak jest dobry wynik i 3 punkty.

 

- Musimy o tym spotkaniu jak najszybciej zapomnieć - stwierdził załamany szkoleniowiec ROW-u, Piotr Piekarczyk. - To był najsłabszy mecz w okresie, kiedy tutaj jestem. Nawet w przegranym 0:6 meczu z Odrą Opole były fragmenty lepszej gry. W drużynie przeciwnej było więcej dynamiki i świeżości. W pierwszym fragmencie spotkanie było w miarę wyrównane. Po głupio straconej bramce dostaliśmy dwa gongi, gdy prowadziliśmy grę i było po meczu. Trzeba szybko zejść na ziemię i wyciągnąć wnioski z tej porażki.

Z tej samej kategorii