Kto po nich wyciągnie rękę?

W II lidze nie brakuje piłkarzy, którzy mogliby być łakomym kąskiem dla klubów ekstraklasy.

Druga liga dla jednych piłkarzy jest nobilitacją, dla innych męczarnią. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z zawodnikami - powiedzmy - średnio utalentowanymi, którzy na ten poziom wdrapali się dzięki katorżniczej pracy na treningach. Tym drugim Bozia nie poskąpiła talentu, ale skauci się na nich chyba jeszcze nie poznali.

 

Angulo przetarł szlak
To oczywiste, że w II lidze nie ma tabunów piłkarzy, którzy z powodzeniem poradziliby sobie w ekstraklasie. Nie brak jednak zawodników, którzy na taką szansę zasługują. Jednym z takich piłkarzy, który od kilku lat ociera się o wyższy szczebel, jest napastnik Radomiaka Leandro Rossi Pereira, czyli Leandro. W zespole z Radomia gra ponad sześć lat, strzelił dla klubu 76 goli. W październiku ubiegłego roku Brazylijczyk podpisał nowy, dwuletni kontrakt.
Jesienią pojawiły się nieoficjalne „przecieki”, że Leandro znalazł się na celowniku Górnika Zabrze. W pierwszym momencie wydawało się to niedorzeczne, bo przecież trener ekipy z Roosevelta Marcin Brosz stawia głównie na młodzież i ją szlifuje. Zapominamy jednak, że Igor Angulo dołączył do Górnika po trzydziestce. I co? Był królem strzelców w I lidze, teraz przewodzi stawce najlepszych snajperów ekstraklasy! A Leandro dopiero dobija do trzydziestki. - Jestem zdziwiony, że Leandro jeszcze nie opuścił Radomiaka i nie gra w ekstraklasie - powiedział nasz ekspert, który bardzo wnikliwie obserwuje drugą ligę. - Wiem, że jest bardzo związany z klubem i miastem, że ma narzeczoną stamtąd. Ale to nie powinna być bariera nie do przeskoczenia dla niego. Radomiak na pewno nie zażyczy sobie za niego niebotycznych pieniędzy, na takie odstępne powinno stać większość klubów grających w ekstraklasie. Nie wiem, jaki jest jego kontrakt w Radomicku, ale zakładając nawet kilkanaście tysięcy złotych, w ekstraklasie mógłby miesięcznie zarobić 30-40 tysięcy złotych. To dobry czynnik motywacyjny.
„Hamulcem”, który trzyma Brazylijczyka w Radomiu jest… kobieta. - Dawno już chciałem grać wyżej, sprawdzić się, czy dam radę w I lidze, a może nawet w ekstraklasie – przyznał w jednym z wywiadów. - Ale takich decyzji nie podejmuję sam, mam kobietę z Radomia i kontrakt z Radomiakiem. Ale co pół roku otrzymuję oferty z innych klubów i zawsze mam dylemat, co zrobić.

 

Trujący jak gaz
Piłkarzy, których możliwości sięgają zdecydowanie wyżej niż druga liga, pełen jest niekwestionowany lider tych rozgrywek po rundzie jesiennej, GKS 1962 Jastrzębie. Przede wszystkim kapitan zespołu - Kamil Jadach. Kiedy jastrzębianie grali jeszcze w III lidze, trener Jan Woś namawiał go na sprawdziany w Ruchu Chorzów, który występował wówczas w ekstraklasie. Były piłkarz „Niebieskich”, a teraz trener Pniówka Pawłowice nie miał wątpliwości, że „Carlos” pomyślnie zaliczyłby te sprawdziany. Ale Jadach z GKS-u Jastrzębie chyba nie ruszy się do końca kariery.
Innym „rodzynkiem” w zespole trenera Jarosława Skrobacza jest defensywny pomocnik, Damian Tront. Przed laty trener Bogusław Kaczmarek, prowadząc GKS Katowice, o swoim defensywnym pomocniku Mirosławie Widuchu powiedział ni mniej, ni więcej: „jest jak gaz - bezwonny, bezbarwny, niewidoczny, ale trujący”. Zachowując wszelkie proporcje, to samo można powiedzieć o Troncie, bez którego trudno sobie wyobrazić sobie podstawową jedenastkę lidera z Jastrzębia.
W Nadwiślanie Góra, grającym wówczas w II lidze, pracował z nim Piotr Hauder, który stwierdził krótko: - Ten chłopak marnuje się, powinien grać co najmniej w pierwszej lidze.
- Damian Tront nie jest piłkarzem medialnym, dlatego trudno mu się przebić - dopowiada nasz ekspert. - Poza boiskiem też nie rozpycha się łokciami, jest spokojny. Ale to chłopak, którego w wkrótce na pewno zauważą lepsze kluby niż GKS 1962. Moim zdaniem jednak najszybciej spośród zawodników z Jastrzębia do ekstraklasy trafi obrońca Kacper Kawula. To bardzo uniwersalny piłkarz, który błyskawicznie robi postępy. Widziałem go kilka razy w akcji i sądzę, że za jakieś półtora roku będzie grał w elicie.

 

Uciekaj….
Niespełna 23-letni pomocnik Mateusz Żebrowski miał już styczność z ekstraklasą, gdy był piłkarzem Jagiellonii Białystok. Jako 18-latek pojawił się na trzy minuty w potyczce z Zawiszą Bydgoszcz, potem „zjechał” do Wigier Suwałki, a od roku jest zawodnikiem Legionovii. W przeszłości grywał na obronie, ale teraz znakomicie radzi sobie na skrzydle. Siedem goli to jak na bocznego pomocnika dorobek więcej niż dobry, biorąc poprawkę na to, jak nisko w tabeli jest Legionovia. - Jego rajdy robią wrażenie, nie unika dryblingów, nie gra „na alibi”, by oddać piłkę partnerowi i mieć spokój – chwali piłkarza nasz ekspert. - Myślę, że to kwestia czasu, gdy trafi do ekstraklasy. I czuję, że nie będzie długo czekał na swoją szansę.

 

Fot. Dominik Buze / źródło: 400mm


Bardzo poważnie jego transferem zainteresowany jest Bruk-Bet Termalica Nieciecza, ale chrapkę na niego mają inne kluby z Lotto Ekstraklasy. Jest łakomym kąskiem, bo w grudniu Żebrowskiemu skończyła się umowa z Legionovią…

 

Przyszły reżyser
Za niespełna miesiąc pomocnik Siarki Tarnobrzeg Mateusz Czyżycki skończy dopiero 20 lat. Przez wielu uważany za największy talent w II lidze, chociaż to akurat rzecz dyskusyjna. Tym niemniej w rundzie jesiennej imponował, przydatny był zarówno w ofensywie, jak i w destrukcji. Zdobył tylko jednego gola, ale popisał się kilkoma podaniami, którego jego kolegom z zespołu otworzyły drogę do bramki przeciwnika. Przegląd sytuacji to jego największa zaleta i atut. - Musi jeszcze tylko ustabilizować formę, bo mecze dobre i bardzo dobre przeplata słabymi występami. Ale to kandydat na dobrego reżysera gry, oczywiście w ekstraklasie - mówi nasz ekspert. Wiosną Czyżycki o nią powalczy, bo grać będzie w I-ligowej Odrze Opole.

 

Ratował skórę kolegom
Radomiak w rundzie jesiennej stracił 18 goli. Te straty byłyby na pewno wyższe, gdyby w bramce nie stał Hubert Gostomski. Wychowanek Polonii Warszawa w 18 meczach skapitulował 15 razy, co dało mu średnią 0,83 straconego gola na mecz. Zabrakło go tylko w spotkaniu ze Zniczem Pruszków (Radomiak przegrał 1:3), ale żaden z jego konkurentów - bronili Filip Adamczyk i Kacper Kowalczyk - nie zostawili po sobie dobrego wrażenia. – Gostomski uratował skórę kolegom w kilku meczach, a na wyżyny wzniósł się w spotkaniu z GKS-em Jastrzębie - przekonuje nasz ekspert. - Gdyby nie on, goście na pewno wyjechaliby z Radomia z kompletem punktów.

 

Policzone dni?
Piłkarzem, który zdecydowanie wybijał się ponad przeciętność w rundzie jesiennej, był prawy obrońca Błękitnych Stargard, Grzegorz Szymusik. Wrażenie robią jego statystyki - jesienią w 16 meczach zdobył trzy gole, w poprzednim sezonie na jego koncie było 5 trafień w 30 spotkaniach. Wyniki godne uwagi zważywszy na fakt, że jest prawym obrońcą. - Imponuje ciągiem na bramkę, niebezpieczny jest przy stałych fragmentach gry - chwali defensora Błękitnych nasz ekspert. Jego talent i predyspozycje dostrzegli trenerzy kadry – Szymusik zagrał w listopadzie ubiegłego roku w reprezentacji Polski U-19 z Finlandią i… strzelił gola.
Długo może nie zabawić w II lidze również pomocnik GKS-u Bełchatów, Dawid Flaszka. Latem skończy 22 lata, a już jest jedną z centralnych postaci swojego zespołu. W rundzie jesiennej zdobył 5 goli w 18 meczach. - Strzelał jak z automatu na początku rozgrywek, potem wyraźnie spuścił z tonu - zauważa nasz ekspert. - Ale to talent czystej wody. Bardzo dobrze wyszkolony technicznie, ma wyobraźnię, często szuka niestandardowych rozwiązań akcji. Chcąc się rozwijać, powinien odejść z przeciętnej drużyny.

 

 

TOP 7 w II lidze

1.Leandro Rossi Pereira – LEANDRO (Radomiak)
ur. 26.11. 1988 r., napastnik

2. Damian TRONT (GKS 1962 Jastrzębie)
ur. 27.10.1994 r., pomocnik

3. Mateusz ŻEBROWSKI (Legionovia)
ur. 5.07.1995 r., pomocnik

4. Mateusz CZYŻYCKI (Siarka Tarnobrzeg)
ur. 8.02.1998 r., pomocnik

5. Hubert GOSTOMSKI (Radomiak)
ur. 25.02.1998 r., bramkarz

6. Grzegorz SZYMUSIK (Błękitni Stargard)
ur. 4.96.1998 r., obrońca

7. Dawid FLASZKA (GKS Bełchatów)
ur. 31.07.1996 r., pomocnik

 

Z tej samej kategorii