Bramkarz beniaminka z Jastrzębia chce „wykręcić” rekord

Grzegorz Drazik w czterech meczach ligowych tylko raz wyciągał piłkę z siatki i zamierza tę dobrą passę podtrzymać w kolejnych spotkaniach. Kacper Kawula, który sprokurował rzut karny w Stalowej Woli, w ramach rekompensaty dla swojego kolegi z bramki, postawi mu nie butelkę piwa, tylko czegoś mocniejszego.

Grzegorz Drazik
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

BOGDAN NATHER: Trener Jarosław Skrobacz powiedział, że Kacper Kawula, który sprokurował rzut karny w Stalowej Woli, powinien panu postawić piwo. Jakiej marki sobie pan zażyczył?
GRZEGORZ DRAZIK: - Umówiliśmy się na coś mocniejszego (śmiech). Po meczu w Stalowej Woli Kacper pojechał na wesele swojego brata, więc jakaś butelka się dla mnie znajdzie na pewno.


Pamięta pan, kiedy poprzednio obronił rzut karny w meczu ligowym? Pucharu Polski z Górnikiem Łęczna nie uwzględniamy…
GRZEGORZ DRAZIK: - To było bardzo dawno temu, kiedy graliśmy jeszcze w IV lidze. Obroniłem na pewno rzuty karne w zwycięskich meczach z Gwarkiem Ornontowice 3:1 i Unią Racibórz 8:0. (Grzegorza Drazika nie zawiodła pamięć. 13 października 2012 roku w Ornontowicach w 87 min obronił „jedenastkę” egzekwowaną przez Patrycjusza Botora, a w Jastrzębiu 29 kwietnia 2014 roku w 44 min meczu z Unią poradził sonie z uderzeniem Romana Kowalczyka - przyp. BN).


Podobno przed meczem w Stalowej Woli analizował pan kilkanaście rzutów karnych wykonywanych przez Adriana Gębalskiego.
GRZEGORZ DRAZIK: - To prawda. Zresztą tuż przed samym karnym chłopcy krzyczeli, jak on strzela. Sprowokowałem go i udało się obronić ten strzał. Ta sytuacja na pewno dodała nam wiary, ż możemy z Stalą wygrać na jej boisku.


W siedmiu ostatnich meczach ligowych - trzech w poprzednim sezonie - tylko raz wyciągał pan piłkę z siatki, w pierwszym meczu bieżącego sezonu z MKS-em Kluczbork. To znaczy, że jest pan w życiowej formie?
GRZEGORZ DRAZIK: - Trudno powiedzieć, czy jestem w życiowej formie. Mam nadzieję, że potrafię bronić jeszcze lepiej, że wciąż będę się rozwijał. Sezon rzeczywiście zaczęliśmy obiecująco, bo w czterech meczach straciliśmy tylko jednego gola, trzy mecze udało się zagrać na zero z tyłu. Liczba minut bez straconego gola jest już imponująca, chciałbym do tego dołożyć kolejne minuty bez straconego gola i „wykręcić” jakiś fajny wynik z czystym kontem.


Z kolegami z obrony gra pan na pamięć, czy też są jakieś elementy do poprawy?
GRZEGORZ DRAZIK: - Nasza obrona jest bardzo stabilna, w porównaniu do poprzedniego sezonu jest tylko jednak zmiana – Piotrka Pacholskiego na środku zastąpił Kacper Kawula. Można powiedzieć, że rozumiemy się bez słów, ale najważniejsze jest to, że sobie po prostu ufamy. Komunikację oczywiście można poprawić, ale nie popełniamy już frajerskich błędów, jakie zdarzały nam się w przeszłości. Bardzo dobrze ustawiamy się, obojętnie, czy na stoperze gra Kacper, czy Piotrek.


Każdy następny mecz dla was będzie trudniejszy? Wasze wyniki odbiły się szerokim echem, każdy będzie chciał udowodnić, że nie jesteście tacy mocni.
GRZEGORZ DRAZIK: - Zdajemy sobie z tego sprawę, lecz nie martwimy się na zapas. Liczy się tylko najbliższy mecz, reszta w tym momencie jest nieistotna.


Wasz najbliższy przeciwnik, GKS Bełchatów, to górna półka w II lidze. Mecz z nim da wam odpowiedź, na co was naprawdę stać?
GRZEGORZ DRAZIK: - Myślimy o tym meczu, bo chcemy w nim udowodnić i pokazać, na co nas stać. Nie pękamy przed Bełchatowem, bo w II lidze każdy zespół jest do ogrania. Naddatek mamy swoje atuty – własne boisko, dopingujących nas kibiców. Damy z siebie wszystko, by wygrać ten mecz.


W środę zmierzy się pan z Piotrem Gielem, który w meczu Bełchatowa z Siarką Tarnobrzeg strzelił cztery gole. Taki wynik musiał zrobić na panu wrażenie. Wziął pan już „pod lupę” napastnika z Bełchatowa?
GRZEGORZ DRAZIK: - We wtorek poświęciliśmy mu dużo uwagi, przeanalizowaliśmy każdy szczegół. To groźny napastnik, ale przecież nawet w tym sezonie nie strzelał bramek w każdym meczu.


Po serii zwycięstw wymagania wobec was jako drużyny wzrosły. Czuje pan na sobie tę presję?
GRZEGORZ DRAZIK: - Nie zawracamy sobie tym głowy, nie interesuje nas to, że ktoś widzi w nas kandydata do awansu do I ligi. Tak jak mówiłem wcześniej - ważny jest tylko najbliższy mecz. Tylko na nim się skupiamy i staramy się do niego ja najlepiej przygotować. Dopiero po 10 kolejce tabela się wyklaruje i wówczas będzie można pokusić się o nakreślenie planów na przyszłość. A na razie posypujemy głowy popiołem i… robimy swoje.

 

Z tej samej kategorii