Bramkarz beniaminka nie boi się awansu

Grzegorz Drazik nie ukrywa, że obstawiając u bukmachera wynik 2:0 na jego drużynę, można zarobić fortunę. - Teraz nic nie „wyczarujemy”, że nie chcemy awansować do pierwszej ligi. Biorąc pod uwagę tylko aspekty sportowe, ten awans jest realny. Musimy robić swoje na boisku i nie zapominać, że runda rewanżowa jest o wiele trudniejsza niż jesienna - twierdzi bramkarz GKS-u 1962.

Grzegorz Drazik
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

BOGDAN NATHER: Trener ROW-u Rybnik Roland Buchała przez kilka dni nie mógł wyjść z podziwu, jakim cudem obronił pan główkę Sebastiana Musiolika w końcówce meczu z sąsiadem zza miedzy. To była pańska najlepsza interwencja w rundzie jesiennej obecnego sezonu?
GRZEGORZ DRAZIK: - Jedna z kilku. Myślę, że równie ważny był obroniony przeze mnie rzut karny ze Stalą Stalowa Wola, gdy był jeszcze bezbramkowy remis. Poza tym uderzenie głową w meczu z Siarką Tarnobrzeg, piłka szybowała w długi róg po dośrodkowaniu ze skrzydła.


W siedmiu kolejkach zachował pan czyste konto. To powód do satysfakcji?
GRZEGORZ DRAZIK: - Na pewno tak, chociaż zawsze może być lepiej. To bardzo dobry wynik, lecz nie jest to tylko moja zasługa, a całej drużyny. W rundzie jesiennej nie popełnialiśmy zbyt dużo błędów, chociaż zdarzyły się mecze, w których na początku dostaliśmy „gonga” i dopiero wtedy łapaliśmy właściwy rytm. W grze defensywnej naprawdę zrobiliśmy duże postępy.

 

Dokłada grosik

 

Aż sześć z tych potyczek, z czego pięć na wyjeździe, zakończyło się wynikiem 2:0 dla pańskiej drużyny. W zakładach bukmacherskich w ciemno można obstawiać taki wynik?
GRZEGORZ DRAZIK: - To przypadek. Po prostu nie zadowalamy się zdobyciem jednej bramki i zawsze dążymy do zdobycia drugiego gola. Jestem pewien, że gdyby ktoś obstawiał u „buka” takie wyniki, mógłby wygrać fortunę.


Był mecz w tej rundzie, który GKS 1962 Jastrzębie wygrał dzięki pańskim skutecznym interwencjom?
GRZEGORZ DRAZIK: - Mecze wygrywa cały zespół, a nie tylko jeden zawodnik. Ja się cieszę, gdy mogę swój grosik dołożyć do wygranej drużyny. Niewiele brakowało, by mój wkład był jeszcze większy, gdyby udało mi się obronić rzuty karne w meczach z Wisłą Puławy i Radomiakiem. W pierwszym przypadku piłka przetoczyła się po mojej ręce i odbiwszy się od słupka wpadła do bramki, a w drugim Leandro strzelił bardzo silnie, lecz mało precyzyjnie. Miał dużo szczęścia, bo piłka przeszła mi po rękach, uderzyła w poprzeczkę, potem w słupek i dopiero wpadła do siatki.


Jest pan lepszym bramkarzem niż rok temu? W jakich elementach poczynił pan największe postępy?
GRZEGORZ DRAZIK: - Na pewno jestem teraz lepszym bramkarzem niż w poprzednim sezonie. Poprawiłem grę nogami, mam większą pewność siebie, coraz lepsza jest moja komunikacja z obrońcami. Oczywiście mam co poprawiać, jak chociażby skoczność, dynamikę, technikę upadania i… grę nogami.

 

„Przyspawał” konkurenta do ławki

 

Trener Sławomir Królczyk wyciska z pana siódme poty? Nigdy w trakcie treningów nie stosuje taryfy ulgowej?
GRZEGORZ DRAZIK: - Trener Królczyk jest bardzo wymagający i zawzięty, nigdy nie odpuszcza. Jeżeli na którymś z treningów nie dokończymy ćwiczenia, na następnych zajęciach właśnie od niego rozpoczynamy. Nie ma szans, by o tym zapomniał. Dzięki niemu zrobiłem ogromne postępy, dużo nam podpowiada. Jak trzeba pochwalić, to pochwali, jak opieprzyć - nie ma hamulców, by to zrobić.


Kiedy wpuści pan do bramki Bartosza Szelonga? Na razie pański konkurent jest „przyspawany” do ławki rezerwowych.
GRZEGORZ DRAZIK: - Jak mnie wytransferują do innego klubu (śmiech). Szczerze powiedziawszy nie wiem. Może jak puszczę jakiegoś „babola”, albo będę musiał pauzować z powodu żółtych kartek. Nasze relacje są bardzo dobre, zresztą znamy się z Bartkiem od wielu lat, bo graliśmy w Szkółce Piłkarskiej MOSiR Jastrzębie. Wprawdzie w innych drużynach, ale miewaliśmy specjalistyczne treningi z Robertem Zapałą, trenerem bramkarzy.

 

Bez „czarowania”

 

Rundę jesienna rozpoczęliście od efektownego zwycięstwa z MKS-em Kluczbork. Teraz ta drużyna ponownie staje na waszej drodze. Obawia się pan tego pojedynku?
GRZEGORZ DRAZIK: - Na pewno pałają żądzą rewanżu, ale my do najbliższego meczu podchodzimy spokojnie, z chłodną głową. Oczywiście trzeba przeciwnika traktować z respektem, bo każdy zespół jest groźny, lecz nie należy się go bać. W Jastrzębiu wygraliśmy wprawdzie 5:1, ale mecz meczowi nie jest równy. Musimy ich „trzasnąć” dwa razy, a wtedy wynik przyjdzie sam.


Kibice coraz głośniej domagają się awansu do I ligi. Stać was na to? Tak naprawdę na placu boju pozostały tylko cztery drużyny - oprócz was ŁKS Łódź, Radomiak i Warta Poznań.
GRZEGORZ DRAZIK: - Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Teraz nic nie „wyczarujemy”, że nie chcemy awansować do I ligi. Biorąc pod uwagę tylko aspekty sportowe, ten awans jest realny. Musimy robić swoje na boisku i nie zapominać, że runda rewanżowa jest o wiele trudniejsza niż jesienna. Mieliśmy tego przykład w poprzednim sezonie w III lidze. Na razie czekają nas jeszcze dwa mecze, z Kluczborkiem i Gryfem Wejherowo i dopiero po nich będziemy przed sobą stawiać kolejne cele.

 

 

Obóz w Kamieniu

Trener GKS-u 1962 Jastrzębie Jarosław Skrobacz opracował już plan zimowych przygotowań do rundy wiosennej. Obecny lider II ligi w dniach 28 stycznia - 4 luty 2018 roku będzie przebywał na zgrupowaniu w Rybniku-Kamieniu. Znane są już terminy trzech sparingów – 20 stycznia jastrzębianie zmierzą się z Rakowem Częstochowa, 27 lub 28 stycznia z czeskim zespołem Frydek Mistek, a 17 lutego z Pniówkiem Pawłowice. „Dopinane” są szczegóły pozostałych meczów kontrolnych. Wśród sparingpartnerów jest min. Odra Opole.

Z tej samej kategorii