Pomocnik ROW-u 1964 Rybnik stroni od karnych

Paweł Jaroszewski
 /  fot. Katarzyna Mielnik  /  źródło: 400mm

Przekwalifikowany z obrońcy na pomocnika Paweł Jaroszewski nie ma wątpliwości, że piątkowy mecz z Kotwicą Kołobrzeg będzie trudniejszy od dwóch poprzednich spotkań. Wychowanek Concordii Knurów jest w w zespole drugoligowca głównym ekspertem od stałych fragmentów, rzutów wolnych i rzutów rożnych.

BOGDAN NATHER: Co się stało z ROW-em Rybnik zimą? Gracie nie tylko lepiej, ale o wiele skuteczniej niż w rundzie jesiennej. Jesienią w 19 meczach zdobyliście tylko 16 goli, teraz w dwóch spotkaniach - cztery. Czym można wytłumaczyć tę metamorfozę?
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Jesienią na pewno brakowało nam skuteczności. Szwankowała gra do przodu, napastnicy zawodzili pod bramką przeciwnika, generalnie mieliśmy mało dogodnych sytuacji do zdobycia gola. Sytuację ratowali nasi obrońcy, strzelając kilka bramek. Na szczęście teraz jest inaczej.


Kluczowa jest zmiana sposobu gry? Z przodu macie teraz dwóch napastników, Przemysława Brychlika i Sebastiana Musiolika.
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - To na pewno bardzo ważny aspekt, teraz nasza gra ofensywna wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze. Napastnicy w każdym meczu strzelają bramki i o to właśnie chodzi. Skuteczność mogłaby być oczywiście jeszcze lepsza, bo poprzedni mecz z Olimpią Zambrów mogliśmy już rozstrzygnąć do przerwy. Gdyby przeciwnik w I połowie 3-4 bramki, nie mógłby narzekać.


Trener Piotr Piekarczyk przesunął pana z obrony do drugiej linii. Czuje się pan swobodniej w pomocy?
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Na początku tego sezonu trener Dietmar Brehmer ustawiał mnie na lewej obronie, grałem też na prawej stronie defensywy. Nie mam z tym problemów, w obronie grałem w Concordii Knurów, chociaż przyznaję, że mam ciągotki do gry do przodu. Będę jednak grał tam, gdzie mnie ustawi trener Piotr Piekarczyk. Nie mam z tym problemu, a w każdym meczu daję z siebie tyle, ile mogą. Nigdy się nie oszczędzam.


Przejął pan od Mariusza Muszalika rolę egzekutora stałych fragmentów gry – rzutów rożnych, wolnych. Do karnego też pan podejdzie?
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Próbowałem już w sparingu z GKS-em Katowice. Podszedłem do piłki ustawionej na 11. metrze i… bramkarz obronił mój strzał. To nie jest moja specjalność, więc na meczu na pewno nie podejdę do „jedenastki”. A rzuty rożne i wolne? Wygląda to całkiem dobrze, po moich zagraniach dochodzimy do sytuacji strzeleckich, więc nie mogę narzekać. Przecież o to chodzi, by stwarzać kolegom okazje do zdobycia bramki.


Zostaje pan po treningach, by szlifować ten element?
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Trener Piekarczyk przykłada dużą wagę do stałych fragmentów, jeden trening poświęcamy temu elementowi. Ćwiczymy to z kilkoma kolegami, ale też bez przesady, nie zostajemy po treningu. Nie pastwimy się nad sobą, kwadrans, 20 minut i kończymy „szlifowanie”.


Spodziewa się pan, że mecz z Kotwicą Kołobrzeg może być trudniejszy od dwóch poprzednich - z Błękitnymi Stargard i Olimpią Zambrów? Najbliższy przeciwnik na starcie doznał dwóch porażek i na pewno aż kipi w nim sportowa złość, by się zrehabilitować w oczach swoich kibiców.
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Spodziewamy się w piątek bardzo trudnego meczu, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że przeciwnik jest „naładowany”. To będzie trudniejsze dla nas spotkanie niż mecz z Olimpią Zambrów. Jesteśmy jednak zdeterminowani, by trzy Punty zostały w Rybniku. Dla nas to jest pojedynek nie za trzy, ale za sześć punktów. Jeżeli wygramy z Kotwicą, złapiemy głębszy oddech.

 

Brak dopingu w Rybniku nie przeszkadza wam?

PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Na pewno brakuje nam wsparcia z trybun. Kiedy słyszymy doping, gra układa się lepiej, po prostu trybuny wtedy nas „niosą”.


Grając w ROW-ie jeszcze nie strzelił pan gola w lidze, tylko w Pucharze Polski…
PAWEŁ JAROSZEWSKI: - Mam nadzieję, ze uda mi się to już w najbliższym meczu.

 

Z tej samej kategorii