Oryginalny hat-trick stopera ROW-u 1964 Rybnik

Dawid Bober
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Wychowanek Wielopola Rybnik, 26-letni Dawid Bober, dwukrotnie wpisał się na listę zdobywców bramek w meczu z Rozwojem Katowice. W polu karnym przeciwnika zachował się jak rasowy napastnik, wykazując najwięcej zimnej krwi w zamieszaniu podbramkowym. Potem jednak skiksował i skierował piłkę do własnej bramki!

BOGDAN NATHER: Strzelił pan kiedyś takiego „oryginalnego” hat-tricka jak w meczu z Rozwojem Katowice? Dwa gole i na dokładkę jedna bramka samobójcza...
DAWID BOBER: - W ostatnim meczu poprzedniego sezonu, grając w LKS-ie Czaniec w meczu przeciwko Grunwaldowi Ruda Śląska zdobyłem trzy gole dla swojej drużyny i jednego dla przeciwnika. Na szczęście wtedy też wygraliśmy, ale 4:3. Teraz mi się ten mecz w głowie powtórzył, ale co robić? Takie życie piłkarza…


Trener Piotr Piekarczyk na pewno udzieli panu rozgrzeszenia.
DAWID BOBER: - Najważniejsze, że wygraliśmy mecz, to mnie najbardziej cieszy, bardziej od strzelonych bramek. Punktów mamy niewiele i bardzo ich potrzebujemy.


Gdy przy wyniku 2:0 Sebastian Siwek nie trafił w stuprocentowej sytuacji, mieliście jakieś złe przeczucia, że mecz może się skomplikować?
DAWID BOBER: - Tak bywa w piłce, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Ale nie wiem, czy sytuacja Sebastiana była stuprocentowa. Piłka mu podskoczyła, nie trafił w bramkę. Trudno.


Bierze pan „na klatę” gola dla Rozwoju?
DAWID BOBER: - Po zagraniu przeciwnika wystawiłem nogę, piłka ześlizgnęła się po ochraniaczu i wpadła nie tam, gdzie trzeba.


Od 60 minuty meczu kibice na trybunach niewiele widzieli z powodu gęstej mgły, jedynie akcje na bokach były czytelne, ale środek i przeciwległa strona boiska - to dramat. Wy na boisku mieliście dobrą widoczność, czy graliście „na czuja”?
DAWID BOBER: - Widoczność? Myślę, że maksymalnie 30 metrów. Ale jak się walczy o korzystny wynik, to ma to niewielkie, drugorzędne znaczenie.

 

Z tej samej kategorii