Pomocnik GKu 1962 Jastrzębie wziął „na klatę” stratę gola z Wartą

Damian Tront
 /  fot. Adam Jastrzębowski  /  źródło: newspix.pl

Koledzy z drużyny wskazują Damiana Tronta jako na tego, który zrobi największą karierę z nich wszystkich. - Wiem doskonale, że wszystko i tak zależy ode mnie, a nie od tego, jak oceniają mnie koledzy z drużyny. To ja będę miał wpływ na to, czy moja kariera pójdzie do przodu, czy nie. Wszystko siedzi w mojej głowie i… nogach - mówi piłkarz.

BOGDAN NATHER: Zacznijmy od raportu zdrowotnego. Po kontuzji nie ma już śladu?
DAMIAN TRONT: - Wszystko jest już w porządku. Pauzowałem miesiąc i teraz powoli dochodzę do formy.


Urazu doznał pan w wyjazdowym meczu z Gryfem Wejherowo, ale dotrwał pan do końcowego gwizdka sędziego. Działała jeszcze adrenalina, czy też zbagatelizował pan ból?
DAMIAN TRONT: - Kontuzji doznałem w trakcie wykonywania wślizgu, była bodajże 40 minuta meczu. Konieczna była pomoc medyczna, ale wyszedłem na II połowę i chociaż odczuwałem ból, nie poprosiłem o zmianę. Odezwała się ambicja, może głupota, ale przede wszystkim chyba adrenalina. Dopiero na drugi dzień zorientowałem się, że to poważna sprawa, bo miałem puchnie te całe kolano.

 

Bezsilność na trybunach

 

Chodził pan na mecze GKS-u rozgrywane w Jastrzębiu? Denerwował się pan bardziej niż na boisku?
DAMIAN TRONT: - Oczywiście, że chodziłem na mecze. Na trybunach bardzo się denerwowałem, bo byłem bezsilny, nie mogłem w żaden sposób pomóc kolegom. Ale jakoś przeżyłem.


W Poznaniu doznaliście pierwszej porażki w tym sezonie. Zagraliście słabiej niż w poprzednich meczach, czy była szansa na „wyciągniecie” przynajmniej remisu?
DAMIAN TRONT: - Moim zdaniem mecz w Poznaniu z Wartą był wyrównany. Zadecydował jeden błąd, niestety, był to mój błąd. Straciłem piłkę na 40 metrze, rywale to wykorzystali i straciliśmy bramkę. My mieliśmy kilka sytuacji do zdobycia gola do przerwy, których jednak nie wykorzystaliśmy. No i tak doszło do naszej pierwszej porażki w tym sezonie.

 

„Odsunięty” od wolnych

 

Pana specjalnością są strzały z rzutów wolnych, odniosłem jednak wrażenie, że ostatnio usunęli pana w cień Farid Ali i Kamil Szymura. Dlaczego?
DAMIAN TRONT: - Trafne spostrzeżenie, ale to jest decyzja trenera Skrobacza. Faridowi piłka „siedzi”, więc on ma pierwszeństwo. Nie wtrącam mu się, chociaż na treningach ćwiczę uderzenia zza pola karnego z rzutów wolnych..


Pamięta pan, kiedy ostatni raz zdobył gola dla GKS-u w meczu ligowym?
DAMIAN TRONT: - Pamiętam bramkę strzeloną w Suwałkach z Wigrami, ale to było w ramach Pucharu Polski. W lidze? Ze Skrą Częstochowa?


Trafił pan, ale to było ponad dwa lata temu, 2 maja 2015 roku. Nie za długo trwa ta cisza strzelecka? Dlaczego pan się zaciął?
DAMIAN TRONT: - Rzeczywiście, to było przed moim odejściem do Nadwiślana Góra. A dlaczego tak długo nie zdobyłem bramki? Wmawiam sobie, że nie jestem ofensywnym zawodnikiem. Muszę czyścić z tyłu i przygotowywać grunt do ataku bądź kontrataku. Ubezpieczam swoich kolegów o predyspozycjach ofensywnych, czyli Daniela Szczepana, Kamila Jadacha, Farida Alego. Teraz nawet nie strzelam rzutów wolnych (śmiech).

 

Nie są faworytem

 

Koledzy z drużyny, na pytanie, który z piłkarzy GKS-u 1962 Jastrzębie zrobi największą karierę, odpowiadają jednym tchem - Damian Tront. To jakaś „podpucha”, czy dodatkowa motywacja dla pana do jeszcze lepszej gry?
DAMIAN TRONT: - Po prostu koledzy chcą wywrzeć na mnie większą presję. Ja się z tego cieszę, bo to znaczy, że wierzą we mnie. Z drugiej strony wiem doskonale, że wszystko i tak zależy ode mnie, a nie od tego, jak oceniają mnie koledzy z drużyny. To ja będę miał wpływ na to, czy moja kariera pójdzie do przodu, czy nie. Wszystko siedzi w mojej głowie i… nogach.


W sobotę zmierzycie się z Wisłą Puławy. Jak pan ocenia wasze szanse na wygraną?
DAMIAN TRONT: - Na pewno nie czujemy się faworytem tego spotkania, bo przecież jesteśmy beniaminkiem tej ligi. Wisła jest spadkowiczem z I ligi, więc to ona jest faworytem. To mocna drużyna, nikomu nie trzeba przedstawiać takich zawodników jak Patejuk, czy Smektała, którzy mają za sobą występy w ekstraklasie. Wisła Puławy miała słaby początek, straciła kilka punktów, ale teraz prezentuje się bardzo dobrze. Myślę, że to będzie wyrównane spotkanie.


Większość klubów drugoligowych może wam zazdrościć kibiców, wyższą frekwencją na meczach mogą się w tej chwili pochwalić tylko ŁKS Łódź i Radomiak. Doping fanów dodaje wam skrzydeł, czy jest to li tylko slogan, nie mający pokrycia w faktach?
DAMIAN TRONT: - Na boisku odczuwamy ten doping, pomaga on zwłaszcza w trudnych momentach. Przykładem są chociażby nasze mecze ze Zniczem Pruszków i Olimpią Elbląg. Doping naszych fanów dodał nam energii i skrzydeł, można powiedzieć – poniósł do zwycięstwa.

 

Z tej samej kategorii